Ekologiczny donos na spalarnię na Targówku

Dominika Olszewska
12.02.2010 aktualizacja: 2010-02-11 21:51
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
- Ratusz złamał prawo, bo podjął decyzję o rozbudowie spalarni bez konsultacji społecznych. Przez to możemy nie dostać pieniędzy z Unii - uważają ekolodzy z Zielonego Mazowsza. I chcą poskarżyć się Komisji Europejskiej.
Zielone Mazowsze (ZM) od początku sprzeciwiało się budowie spalarni na Targówku Fabrycznym. Już w 1994 r. ekolodzy przekonywali władze miasta, że z komina tego zakładu będą ulatniały się ogromne ilości dioksyn. Alarmowali, że zamiast śmieci z warszawskich mieszkań będą tam przemycane toksyczne odpady z fabryk.

Ich obawy się nie sprawdziły. Spalarnia, czyli Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych, działa od 2000 r. Zakład mimo przestarzałej technologii mieści się w wymaganych prawem normach.

Problem w tym, że do ZUSOK-u trafia ledwie 70 tys. ton stołecznych śmieci. A to niecałe 10 proc. wszystkich produkowanych w Warszawie odpadów. Prawie cała reszta trafia na wysypiska. W ub.r. władze miasta zdecydowały, by zakład powiększyć. Po rozbudowie spalarnia ma przyjmować nawet 350 tys. ton śmieci rocznie (dziś szacuje się, że miasto wytwarza 800 tys. ton odpadów, ale ta liczba stale rośnie).

Pieniądze na inwestycję ma wyłożyć prywatny inwestor i UE. By zapobiec protestom mieszkańców, ratusz powołał społeczną radę ds. rozbudowy spalarni. Zasiedli w niej mieszkańcy, naukowcy, lokalni politycy, urzędnicy i ekolodzy, także z Zielonego Mazowsza. - Rezygnujemy z tej rady. To są pozorowane konsultacje. Nie interesują nas rozmowy o kolorze komina - mówi Krzysztof Rytel z ZM.

Wczoraj ekolodzy z ZM złożyli w ratuszu list do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Piszą w nim, że ratusz złamał prawo, bo nie konsultował z mieszkańcami decyzji o rozbudowie spalarni. A to może zablokować unijną dotację. Twierdzą również, że zakład może wypuszczać zbyt dużą ilość dioksyn. - To śmieszne zarzuty. By w ogóle dostać unijne pieniądze, musimy wybrać technologię maksymalnie chroniącą środowisko. Spalarnia po rozbudowie będzie spełniała najwyższe standardy unijne. Nie ma mowy o podwyższonej emisji dioksyn. A konsultacje z mieszkańcami trwają od lat - twierdzi dr Tadeusz Pająk z katedry energetyki i ochrony środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, który też zasiada w radzie.

- Jestem przeciwna tej spalarni, ale nie umywam rąk i chcę mieć wpływ na tę inwestycję. Tu nie ma co się obrażać, tylko trzeba rozmawiać. Tak wygląda społeczeństwo obywatelskie - dodaje Barbara Urbaniak z rady osiedla Zacisze, również członkini rady.

Ekolodzy nie odpuszczają. - Dajemy miastu miesiąc na wycofanie się z decyzji rozbudowy spalarni. Po tym czasie zawiadomimy Komisję Europejską - grozi Krzysztof Rytel.

- To takie polskie: zamiast rozmawiać i znaleźć kompromis, będą pisać donosy. Najwygodniej nic nie robić, tylko rzucać oszczerstwa. Ale w ten sposób nigdy nie rozwiążemy problemu śmieci - denerwuje się Zbigniew Poczesny (PO), szef rady Targówka, który kieruje radą społeczną.

Co z protestem ZM zrobi ratusz, na razie nie wiadomo. - Nie znam tego dokumentu. Gdy do nas dotrze, zajmiemy się nim - ucina Kazimierz Sender, wiceszef miejskiego biura funduszy europejskich.

Przeczytaj także: Śmieci: Warszawa powinna brać przykład z Pruszkowa



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy