Ekologiczny donos na spalarnię na Targówku
12.02.2010
aktualizacja: 2010-02-11 21:51
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
- Ratusz złamał prawo, bo podjął decyzję o rozbudowie spalarni bez konsultacji społecznych. Przez to możemy nie dostać pieniędzy z Unii - uważają ekolodzy z Zielonego Mazowsza. I chcą poskarżyć się Komisji Europejskiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Kanał Bródnowski grozi wylaniem. Będzie remont (24-02-10, 12:14)
- Konflikt o spalarnię śmieci na Targówku - będzie bunt? (02-06-10, 09:00)
- Zgoda na spalarnię na Targówku w zamian za ulice (19-01-10, 09:00)
- Targówek: za spalarnię śmieci chcemy dróg i parku (27-09-10, 08:00)
- Strażacy z Haiti mają remizę na Targówku (27-03-10, 12:00)
- Unijna dotacja dla spalarni może przejść nam koło nosa (18-03-10, 10:00)
- Nad Bugiem albo z Radzymina do Nieporętu (26-02-10, 12:00)
- Zobacz Bródno sprzed 100 lat i to z lotu ptaka (17-02-10, 21:52)
- Rozpoczęły się społeczne konsultacje w sprawie spalarni (21-01-10, 10:00)
- Rozbudować jedyną spalarnię w Polsce - bo będą kary (21-12-09, 09:00)
Zielone Mazowsze (ZM) od początku sprzeciwiało się budowie spalarni na Targówku Fabrycznym. Już w 1994 r. ekolodzy przekonywali władze miasta, że z komina tego zakładu będą ulatniały się ogromne ilości dioksyn. Alarmowali, że zamiast śmieci z warszawskich mieszkań będą tam przemycane toksyczne odpady z fabryk.
Ich obawy się nie sprawdziły. Spalarnia, czyli Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych, działa od 2000 r. Zakład mimo przestarzałej technologii mieści się w wymaganych prawem normach.
Problem w tym, że do ZUSOK-u trafia ledwie 70 tys. ton stołecznych śmieci. A to niecałe 10 proc. wszystkich produkowanych w Warszawie odpadów. Prawie cała reszta trafia na wysypiska. W ub.r. władze miasta zdecydowały, by zakład powiększyć. Po rozbudowie spalarnia ma przyjmować nawet 350 tys. ton śmieci rocznie (dziś szacuje się, że miasto wytwarza 800 tys. ton odpadów, ale ta liczba stale rośnie).
Pieniądze na inwestycję ma wyłożyć prywatny inwestor i UE. By zapobiec protestom mieszkańców, ratusz powołał społeczną radę ds. rozbudowy spalarni. Zasiedli w niej mieszkańcy, naukowcy, lokalni politycy, urzędnicy i ekolodzy, także z Zielonego Mazowsza. - Rezygnujemy z tej rady. To są pozorowane konsultacje. Nie interesują nas rozmowy o kolorze komina - mówi Krzysztof Rytel z ZM.
Wczoraj ekolodzy z ZM złożyli w ratuszu list do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Piszą w nim, że ratusz złamał prawo, bo nie konsultował z mieszkańcami decyzji o rozbudowie spalarni. A to może zablokować unijną dotację. Twierdzą również, że zakład może wypuszczać zbyt dużą ilość dioksyn. - To śmieszne zarzuty. By w ogóle dostać unijne pieniądze, musimy wybrać technologię maksymalnie chroniącą środowisko. Spalarnia po rozbudowie będzie spełniała najwyższe standardy unijne. Nie ma mowy o podwyższonej emisji dioksyn. A konsultacje z mieszkańcami trwają od lat - twierdzi dr Tadeusz Pająk z katedry energetyki i ochrony środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, który też zasiada w radzie.
- Jestem przeciwna tej spalarni, ale nie umywam rąk i chcę mieć wpływ na tę inwestycję. Tu nie ma co się obrażać, tylko trzeba rozmawiać. Tak wygląda społeczeństwo obywatelskie - dodaje Barbara Urbaniak z rady osiedla Zacisze, również członkini rady.
Ekolodzy nie odpuszczają. - Dajemy miastu miesiąc na wycofanie się z decyzji rozbudowy spalarni. Po tym czasie zawiadomimy Komisję Europejską - grozi Krzysztof Rytel.
- To takie polskie: zamiast rozmawiać i znaleźć kompromis, będą pisać donosy. Najwygodniej nic nie robić, tylko rzucać oszczerstwa. Ale w ten sposób nigdy nie rozwiążemy problemu śmieci - denerwuje się Zbigniew Poczesny (PO), szef rady Targówka, który kieruje radą społeczną.
Co z protestem ZM zrobi ratusz, na razie nie wiadomo. - Nie znam tego dokumentu. Gdy do nas dotrze, zajmiemy się nim - ucina Kazimierz Sender, wiceszef miejskiego biura funduszy europejskich.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Ich obawy się nie sprawdziły. Spalarnia, czyli Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych, działa od 2000 r. Zakład mimo przestarzałej technologii mieści się w wymaganych prawem normach.
Problem w tym, że do ZUSOK-u trafia ledwie 70 tys. ton stołecznych śmieci. A to niecałe 10 proc. wszystkich produkowanych w Warszawie odpadów. Prawie cała reszta trafia na wysypiska. W ub.r. władze miasta zdecydowały, by zakład powiększyć. Po rozbudowie spalarnia ma przyjmować nawet 350 tys. ton śmieci rocznie (dziś szacuje się, że miasto wytwarza 800 tys. ton odpadów, ale ta liczba stale rośnie).
Pieniądze na inwestycję ma wyłożyć prywatny inwestor i UE. By zapobiec protestom mieszkańców, ratusz powołał społeczną radę ds. rozbudowy spalarni. Zasiedli w niej mieszkańcy, naukowcy, lokalni politycy, urzędnicy i ekolodzy, także z Zielonego Mazowsza. - Rezygnujemy z tej rady. To są pozorowane konsultacje. Nie interesują nas rozmowy o kolorze komina - mówi Krzysztof Rytel z ZM.
Wczoraj ekolodzy z ZM złożyli w ratuszu list do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Piszą w nim, że ratusz złamał prawo, bo nie konsultował z mieszkańcami decyzji o rozbudowie spalarni. A to może zablokować unijną dotację. Twierdzą również, że zakład może wypuszczać zbyt dużą ilość dioksyn. - To śmieszne zarzuty. By w ogóle dostać unijne pieniądze, musimy wybrać technologię maksymalnie chroniącą środowisko. Spalarnia po rozbudowie będzie spełniała najwyższe standardy unijne. Nie ma mowy o podwyższonej emisji dioksyn. A konsultacje z mieszkańcami trwają od lat - twierdzi dr Tadeusz Pająk z katedry energetyki i ochrony środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, który też zasiada w radzie.
- Jestem przeciwna tej spalarni, ale nie umywam rąk i chcę mieć wpływ na tę inwestycję. Tu nie ma co się obrażać, tylko trzeba rozmawiać. Tak wygląda społeczeństwo obywatelskie - dodaje Barbara Urbaniak z rady osiedla Zacisze, również członkini rady.
Ekolodzy nie odpuszczają. - Dajemy miastu miesiąc na wycofanie się z decyzji rozbudowy spalarni. Po tym czasie zawiadomimy Komisję Europejską - grozi Krzysztof Rytel.
- To takie polskie: zamiast rozmawiać i znaleźć kompromis, będą pisać donosy. Najwygodniej nic nie robić, tylko rzucać oszczerstwa. Ale w ten sposób nigdy nie rozwiążemy problemu śmieci - denerwuje się Zbigniew Poczesny (PO), szef rady Targówka, który kieruje radą społeczną.
Co z protestem ZM zrobi ratusz, na razie nie wiadomo. - Nie znam tego dokumentu. Gdy do nas dotrze, zajmiemy się nim - ucina Kazimierz Sender, wiceszef miejskiego biura funduszy europejskich.
Przeczytaj także: Śmieci: Warszawa powinna brać przykład z Pruszkowa
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
-
Tzw. zieloni to jedna z plag, którą trzeba zwal-
w.i.l
12.02.10, 12:35
czać środkami chemicznymi.W myśl ich poglądów powinniśmy tonąć w "naturalnych" śmieciach.»
-
Donos tak, ale wcale nie ekologiczny.
robot_humano
12.02.10, 21:43
Zielone Mazowsze w strojach regionalnych powinno być pierwszym wszadem do rozbudowanej spalarni. Symbolicznie ma się rozumieć.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


