Prezent dla Zakochanych: oryginalny czy tradycyjny?

Grzegorz Miecznikowski
12.02.2010 aktualizacja: 2010-02-11 23:18
A A A Drukuj
Serduszka-lizaki w podziemiach Dworca Centralnego Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
Stragany i kwiaciarnie pełne są bukietów zdobionych figurkami amorów, wstążkami z napisem: "Kocham Cię" i serduszkami. Zakochani biegają po centrach handlowych, szukając odpowiedniego podarunku, a single się z walentynek nabijają lub tracą cierpliwość.
- Aśka, nie mam już siły! Zdecyduj się, bo wybierasz mu prezent już trzy godziny, a ja mam dość doradzania. To twój chłopak, a nie mój! - denerwuje się gimnazjalistka w empiku w Złotych Tarasach.

- Bo ty zazdrosna po prostu jesteś, że ja mam komu ten prezent kupić! - odpowiada koleżanka.

Ale jak nie stracić cierpliwości? Prezent musi być idealny i wyjątkowy. Szukam więc dalej.

- To może coś na słodko? - proponuje mi kioskarka w podziemiach Dworcach Centralnego, kiedy pytam, czy ma coś walentynkowego.

- Bombonierka? Oklepane i banalne - zauważam.

- A takie serducho-lizak? - pyta, pokazując wielkiego lizaka z cukru w kształcie serca z lukrowanym napisem: "KOCHAM CIĘ!". - Są mniejsze i większe. Większe - 55 zł. Średnie - 35 zł, a te mini 15 zł.

- To chociaż dobre do jedzenia?

- Raczej tylko do patrzenia - odrzeka kioskarka.

I co mam kupić? Przecież wszystko już było. I nastrojowe kolacje, i ponętna bielizna, nawet wspólny masaż w day-spa.

Skorzystam z telefonu do przyjaciela. Dzwonię do Agaty.

- Może kosmetyki? - pytam.

- Broń cię Boże! Nie tylko ryzykujesz, że jej się nie spodoba, ale także, że się obrazi. Doczytasz, że krem liftingujący znaczy to samo co przeciwzmarszczkowy? Zakazane są też wszelkie żele pod prysznic i dezodoranty. Chyba nie chcesz, żeby pomyślała, że śmierdzi. Ewentualnie perfumy albo biżuteria. Ech, faceci - odpowiada.

Szukam więc w Sephorze w Domach Centrum przy Marszałkowskiej 116/122. Błądzę między półkami i cenami (od 220 zł do nawet 700 zł za 100 ml) oglądam zapachy D&G, Burberry, Diora, Escady, Givenchy. Po 40 minutach nie czuję nic prócz słodkich woni. Nie umiem nic wybrać. Wychodzę na chłodne powietrze bardziej zdesperowany, niż byłem.

Może więc biżuteria? Przecież diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety.

W internecie znajduję firmę Diamond International Corporation. Kosztowności projektowane są przez braci Adama i Milana Bergl z Czech. Ładne. I mają walentynkową promocję! Diamentowe serduszko o wielkości 0,1 karata (ma międzynarodowe certyfikaty potwierdzające autentyczność) kosztuje tu ok. 500 zł.

Taniej u Swarovskiego. Serduszka-kolczyki z czerwonego kryształu kupię za 225 zł, a pierścionek - 400 zł. Jest jeszcze kryształowy miś wysyłający buziaka za 355 zł.

A może podgrzewane serduszko? Taka poduszeczka po zgięciu pływającego wewnątrz aktywatora wystrzeliwują we wszystkie strony kryształki, które w kilka sekund zamieniają całą zawartość serduszka w skrystalizowaną masę. Serduszko robi się gorące i grzeje przez kolejne 20-30 min. Cena 18,50 (więcej na www.ogrzewacze.net). Śmieszne, choć kiczowate.

No nie. Wybiorę jednak coś tradycyjnego.

Kupuję lubej misia w Forget Me Not (ul. Chmielna 15) za 79, 95 zł. Ma śliczne oczka i kapelusik. Idę pod Halę Mirowską. Tu za tulipany kwiaciarki żądają od 1,5 zł do 3 zł. Za róże - od 3-5 zł (krótkie, w zależności od koloru), a za długie - 8-12 zł. Bukiety są, ale proste i w miarę skromne. Cena i tak skoczy w niedzielę.

Nowej świeckiej tradycji stało się zadość. Walentynkami jestem już zmęczony, a jeśli tak samo i druga połowa, to i z misia się ucieszy, i z kwiatów.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy