Dlaczego metro nie może pomóc z dnia na dzień?

Wojciech Karpieszuk
13.02.2010 aktualizacja: 2010-02-12 21:38
A A A Drukuj
Szalony wózkowicz ze swoim psem Spajkiem Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Nie rozumiem władz Metra Warszawskiego. Niepełnosprawny podróżny na tacy podał im rozwiązanie, jak ułatwić wjazd na wózku inwalidzkim do wagonu. Co zrobiło Metro? O rozwiązanie tego samego problemu zwróciło się do Rosjan. To zajmie miesiące, jeśli nie lata.
SERWISY
Teraz jest tak: w rosyjskim wagonie (tych jest u nas większość) różnica między jego podłogą a peronem to nawet kilkanaście centymetrów. To duża dziura. Dla wózkowicza przeszkoda nie do pokonania. Udowodnił to poruszający się na elektrycznym wózku inwalidzkim Marek Sołtys. Kilka dni temu umieścił w serwisie YouTube film z nieudanych prób dostania się do wagonu. Kończy się jego upadkiem.

Po co to zrobił? Jak powiedział "Gazecie", z desperacji. Chciał nagłośnić sprawę, bo od prawie roku słał pisma do Metra. Nie tylko wytykał niedociągnięcia, ale też proponował rozwiązanie - przenośne rampy. Lekkie, niewymagające montażu, tanie. Na stacjach jednak nic się nie zmieniło. Kiedy historię podchwyciły media, przedstawiciele Metra tłumaczyli, że nie mogą zastosować ramp, bo ich montaż naruszałby konstrukcję wagonu. W takich przypadkach - jak przekonuje rzecznik Metra Krzysztof Malawko - trzeba wycofać tabor z użytkowania i wystąpić o nowe świadectwo dopuszczenia do ruchu. Władze przewoźnika zwróciły się więc o rozwiązanie problemu do producenta składów, czyli Rosjan.

Po co? Takie rampy stosuje się w wielu krajach (co zresztą widać na filmach Marka Sołtysa). Nie trzeba ich do niczego przytwierdzać, nie trzeba przerabiać wagonów, nie naruszają żadnej konstrukcji. Widać to na kolejnym filmie wózkowicza. Wypożyczył pochylnię ze sklepu ortopedycznego (waży 3,5 kg, kosztuje 350 zł.). Bez problemu wjechał na niej, a później wyjechał z rosyjskiego wagonu. Cała operacja trwała kilka sekund.

Rzecznik Malawko odpowiada, że co innego, jak ktoś sam sobie położy rampę, a co innego, gdyby miało ją stosować na masową skalę Metro. Potrzebne są atesty, zgody itp. Mówi: - Problemy są po to, by je rozwiązywać. Ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień.

Z dnia na dzień? "Gazeta Stołeczna" pisała o nich już w 2003 r., kiedy w dziurę między peronem a wagonem wpadła na stacji Politechnika pełnosprawna kobieta.

Dziwi mnie jeszcze coś. Niektórzy uznali, że Marek Sołtys robi z igły widły. W komentarzach pod tekstem w internecie ktoś napisał, że może przecież poczekać na skład z francuskimi wagonami Alstom, w których progu nie ma. To samo powiedział mi rzecznik Metra, dodając, że wózkowicz musiałby czekać najwyżej sześć minut. A niby dlaczego ma czekać? Dlaczego wszyscy mamy czekać na nie wiadomo jaki patent z Rosji, skoro Marek Sołtys podsunął rozwiązanie na wyciągnięcie ręki.

Przeczytaj także: Szalony wózkowicz jeździ po Warszawie i kręci filmy



Autobuser.pl

Podziel się

  • Dlaczego metro nie może pomóc z dnia na dzień? sstepniewski 13.02.10, 09:23

    Mysle, ze glownym problemem jest lenistwo pracownikow metra. Po co dodawac sobie pracy? Bo oczywiscie trzeba by te rampy gdzies zamowic, gdzies je przechowywac, etc.. Niby nie sa to jakies »

  • Dlaczego metro nie może pomóc z dnia na dzień? 62norbi 24.07.10, 14:43

    Dlaczego metro nie może pomóc z dnia na dzień? To dobre pytanie, na które mam doskonale znaną ale bardzo skrywaną przez warszawskich urzędasy, (Cwaniaków) odpowiedź... A tym bardziej że w »

Najnowsze wiadomości z Warszawy