To był wypadek czy chciał zabić narzeczoną?

Piotr Machajski
16.02.2010 aktualizacja: 2010-02-15 21:49
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Prokuratura twierdzi, że Sławomir J. chciał zabić swoją narzeczoną. Oskarżony mówi, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek. Pokrzywdzona zresztą też
39-letnia Anna P. do dziś nie doszła do siebie po sylwestrowej nocy sprzed roku. Gdy śmigłowiec pogotowia zabierał ją wówczas do szpitala przy ul. Lindleya, była w stanie krytycznym. Miała połamane ręce, udo i miednicę, później okazało się, że także wstrząs mózgu i wiele innych obrażeń. Czekają je jeszcze przynajmniej cztery poważne operacje. - Nie mogę pracować, jestem na rencie - mówiła wczoraj przed sądem, który pozwolił jej zeznawać na siedząco.

Kto jej to wszystko zrobił? Według prokuratury 32-letni Sławomir J., jej przyjaciel.

A było to tak. Anna i Sławek całe święta spędzili w wynajmowanym przez nią mieszkaniu w Chrośnie, niedaleko Kołbieli, w powiecie otwockim. Tam też postanowili spędzić sylwestra. Poszli do sąsiadów, gdzie na tzw. domówce bawiły się jeszcze dwie pary. W sumie szóstka dorosłych i trójka dzieci, w tym sześcioletnia córka Anny P.

Po północy wszyscy wyszli na dwór, złożyli sobie życzenia. Potem jedna z par wróciła do domu, a reszta dalej piła alkohol. W pewnym momencie panie zaczęły tańczyć i zrzucać z siebie ubrania. Anna miała zdjąć spodnie, jej koleżanka bluzkę. Sławomir J., tak twierdzi prokuratura, bardzo się tym zdenerwował. Wyszedł na dwór i wsiadł do swojego mercedesa. Gdy pojawiła się jego narzeczona, włączył pierwszy bieg i ruszył w jej kierunku. Potrącił ją samochodem, przejechał po niej, wrzucił wsteczny bieg, a potem przejechał raz jeszcze. Na pierwszym przesłuchaniu w prokuraturze wyjaśnił: - Poczułem się odrzucony i zdradzony. Chciałem ją w ten sposób ukarać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co zrobiłem.

Śledczy oskarżyli go o próbę zabójstwa, ale niemal dwa miesiące później J. odwołał wyjaśnienia. Stwierdził, że to był nieszczęśliwy wypadek. Że wyszedł przed dom, by trochę otrzeźwieć, a do samochodu wsiadł posłuchać radia. Wtedy przyszła jego narzeczona. Kazała mu wracać do domu, ale nie posłuchał. A potem zasnął. Kiedy się obudził i wysiadł z auta, ona leżała z przodu cała zakrwawiona.

Anna P., choć wczoraj zdecydowała się być oskarżycielem posiłkowym, nie stoi w tym procesie po stronie prokuratury. Ona też twierdzi, że to był wypadek. - Oparłam się o maskę samochodu i zapaliłam papierosa. Straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, poczułam ból i zobaczyłam koło - mówiła wczoraj przed sądem. Miała zemdleć, jeszcze zanim J. ruszył.

Sławomir J. twierdzi, że przyznał się do winy za namową przesłuchującego go funkcjonariusza. - Policjant powiedział mi, że jeśli chcę pomóc Annie i sobie, to muszę to zrobić - twierdził wczoraj przed sądem. - Powiedział mi, że wszystko będzie dobrze. Że posiedzę krótko w więzieniu, a potem wyjdę.

- W jaki sposób to miało pomóc oskarżonemu? - pytała z niedowierzaniem sędzia Barbara Piwnik.

- Nie potrafię odpowiedzieć. Ja ufałem temu policjantowi, byłem zagubiony - odparł Sławomir J.

I oskarżony, i pokrzywdzona twierdzą, że w ową feralną sylwestrową noc on poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła. Do dziś planują wspólne życie.

Wczoraj, gdy sędziowie opuścili już salę, udało im się krótko pocałować i oskarżony wrócił do aresztu.

Przeczytaj także: Miłość do dentystki zaprowadziła go do więzienia



Podziel się

  • Cy ja dobrze zrozumiałem??? rkcb 16.02.10, 13:42

    Czy z ostatnich zdań tego artykułu wynika, iż w tym dzikim kraju, ten człowiekod ponad roku siedzi w areszcie???Ktoś, kto jest niewinny, do chwili prawomocnego wyroku??I w takiej prostej »

  • To był wypadek czy chciał zabić narzeczoną? zahira1970 15.04.11, 13:08

    Witam! Jestem pokrzywdzoną w tym wypadku.Gdy czytałam komentarze,to nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać...Mogę powiedzieć tylko jedno...nigdy nie osądzajcie kogoś,kogo nie znacie,tym »

Najnowsze wiadomości z Warszawy