Złamania od ręki, ale operacje z poślizgiem

Wojciech Grejciun
17.02.2010 aktualizacja: 2010-02-16 19:23
A A A Drukuj
Ostry dyżur ortopedyczny w szpitalu na Solcu Fot. Sławomir Kamiński / AG
Nie trzeba stać w kolejkach i nie ma obawy, że odeślą nas z kwitkiem. Korzyści z likwidacji grafiku ostrych dyżurów odczuli już pacjenci. Jednak w szpitalach pojawił się problem: opóźnienia planowanych operacji.
SERWISY
Od lutego w Warszawie obowiązuje nowy system pomocy pacjentom z nagłymi urazami. Szpitale nie pełnią już ostrych dyżurów. Pacjenci zgłaszają się do wybranego, byle miał oddział ortopedyczno-urazowy. To była decyzja wojewody Jacka Kozłowskiego, który w ślad za innymi dużymi miastami chciał rozładować kolejki w szpitalach.

W dwa tygodnie po likwidacji grafiku pacjenci twierdzą, że to korzystna zmiana. Przede wszystkim zniknęły kolejki w izbach przyjęć. Nowy system przeszedł poważny sprawdzian w niedzielę, kiedy w zderzeniu karetki z nocnym autobusem na Pradze ucierpiało dziesięć osób. Zamiast do jednego szpitala przewieziono je aż do trzech: Bielańskiego, Bródnowskiego i Praskiego. Dzięki temu szybciej otrzymały pomoc.

Mniej powodów do zadowolenia mają dyrektorzy niektórych placówek. - Przyjmujemy na zabiegi dwukrotnie więcej chorych niż wcześniej. Zmusiło nas to do zwiększenia personelu o dziesięć osób. Przesunęliśmy z innych oddziałów ortopedów, anestezjologów, pielęgniarki - mówi Mirosława Rutkowska, dyrektorka szpitala przy ul. Barskiej. I dodaje, że to dodatkowe obciążenie dla i tak trudnej sytuacji finansowej lecznicy. - Nie mam żadnej gwarancji, że NFZ zwróci nam pieniądze za ponadplanowe zabiegi - podkreśla.

W szpitalu przy ul. Lindleya sytuacja jest odwrotna. - Mamy bardzo mało pacjentów na zabiegi. A lekarze niepotrzebnie dyżurują na trzech zmianach. Tracą przez to możliwość dorobienia. Już mi sygnalizowali, że jak nic się nie zmieni, mogą od nas odejść - mówi doktor Włodzimierz Wiśniewski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa tej placówki.

Dyrektorzy szpitali zgodnie twierdzą, że po likwidacji grafiku ostrych dyżurów pojawił się też poważny problem. - Znacznie opóźniają się planowane zabiegi. Sale zabiegowe puste czekają na nagłych pacjentów urazowych, których nie ma. Zatem ci czekający teraz dwa lata na wszczepienie endoprotezy będą czekać cztery albo i pięć lat - dodaje Włodzimierz Wiśniewski.

- Musimy z bólem serca przesuwać zaplanowane operacje. Nie wiem, jak to wytłumaczyć pacjentom, którzy tyle czekali - wtóruje mu Mirosława Rutkowska.

Wojewoda Jacek Kozłowski problemu nie widzi. I podpiera się danymi, które spływają do jego urzędu ze stołecznych szpitali. - Przy Barskiej rzeczywiście było nieco więcej pacjentów, ale jednego wieczoru, i to w ubiegłym tygodniu. Mieliśmy przecież ferie, to mogło się zdarzyć - mówi.

Studzi także emocje w związku z zapowiedzią przesuwania planowych operacji. - Za wcześnie na takie wyliczenia. Jednak jesteśmy umówieni, że po miesiącu spotkamy się z dyrektorami szpitali i omówimy sytuację - zapewnia wojewoda Kozłowski.

Są i takie szpitale, które się na nic nie skarżą. - Przyjmujemy od pięciu do 30 pacjentów dziennie. To żaden kłopot. Już wcześniej przygotowaliśmy się na tę sytuację - mówi Beata Mastalerz, rzeczniczka szpitala przy ul. Czerniakowskiej.

Przeczytaj także: Jaki dokument zabrać do lekarza, żeby nas przyjął



Podziel się

  • Złamania od ręki, ale operacje z poślizgiem dorasia 17.02.10, 14:42

    To wieczne biadolenie i utyskiwania dyrektorów szpitali zmuszonych w końcu dopracy zaczyna wywoływać u mnie furię. Czy któryś ma sądowy nakaz na dożywotnieposadzenie doopy na tym »

Najnowsze wiadomości z Warszawy