Złamania od ręki, ale operacje z poślizgiem
17.02.2010
aktualizacja: 2010-02-16 19:23
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Nie trzeba stać w kolejkach i nie ma obawy, że odeślą nas z kwitkiem. Korzyści z likwidacji grafiku ostrych dyżurów odczuli już pacjenci. Jednak w szpitalach pojawił się problem: opóźnienia planowanych operacji.
ZOBACZ TAKŻE
- Będą implanty dla chorych na raka (09-03-10, 05:00)
- Boleśnie kłuli igłami, nie tylko na patologii (21-02-10, 12:00)
- Pacjent seryjny, czyli sposób na kolejki w szpitalach (20-02-10, 13:00)
- Poradnia ginekologii dla dzieci: aby nie wstydzić się badań (19-02-10, 11:00)
- Styropian szpeci warszawskie budynki (17-02-10, 09:00)
- Protestują przeciwko zakazowi palenia w lokalach (15-02-10, 08:00)
- Przerażające warunki w szpitalnej łazience (13-02-10, 14:00)
- Sprzedawali emerytom magiczny materac za 1,5 tysiąca (11-02-10, 10:00)
- "Szpital bez bólu" otrzymał specjalny certyfikat (10-02-10, 11:00)
SERWISY
Od lutego w Warszawie obowiązuje nowy system pomocy pacjentom z nagłymi urazami. Szpitale nie pełnią już ostrych dyżurów. Pacjenci zgłaszają się do wybranego, byle miał oddział ortopedyczno-urazowy. To była decyzja wojewody Jacka Kozłowskiego, który w ślad za innymi dużymi miastami chciał rozładować kolejki w szpitalach.
W dwa tygodnie po likwidacji grafiku pacjenci twierdzą, że to korzystna zmiana. Przede wszystkim zniknęły kolejki w izbach przyjęć. Nowy system przeszedł poważny sprawdzian w niedzielę, kiedy w zderzeniu karetki z nocnym autobusem na Pradze ucierpiało dziesięć osób. Zamiast do jednego szpitala przewieziono je aż do trzech: Bielańskiego, Bródnowskiego i Praskiego. Dzięki temu szybciej otrzymały pomoc.
Mniej powodów do zadowolenia mają dyrektorzy niektórych placówek. - Przyjmujemy na zabiegi dwukrotnie więcej chorych niż wcześniej. Zmusiło nas to do zwiększenia personelu o dziesięć osób. Przesunęliśmy z innych oddziałów ortopedów, anestezjologów, pielęgniarki - mówi Mirosława Rutkowska, dyrektorka szpitala przy ul. Barskiej. I dodaje, że to dodatkowe obciążenie dla i tak trudnej sytuacji finansowej lecznicy. - Nie mam żadnej gwarancji, że NFZ zwróci nam pieniądze za ponadplanowe zabiegi - podkreśla.
W szpitalu przy ul. Lindleya sytuacja jest odwrotna. - Mamy bardzo mało pacjentów na zabiegi. A lekarze niepotrzebnie dyżurują na trzech zmianach. Tracą przez to możliwość dorobienia. Już mi sygnalizowali, że jak nic się nie zmieni, mogą od nas odejść - mówi doktor Włodzimierz Wiśniewski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa tej placówki.
Dyrektorzy szpitali zgodnie twierdzą, że po likwidacji grafiku ostrych dyżurów pojawił się też poważny problem. - Znacznie opóźniają się planowane zabiegi. Sale zabiegowe puste czekają na nagłych pacjentów urazowych, których nie ma. Zatem ci czekający teraz dwa lata na wszczepienie endoprotezy będą czekać cztery albo i pięć lat - dodaje Włodzimierz Wiśniewski.
- Musimy z bólem serca przesuwać zaplanowane operacje. Nie wiem, jak to wytłumaczyć pacjentom, którzy tyle czekali - wtóruje mu Mirosława Rutkowska.
Wojewoda Jacek Kozłowski problemu nie widzi. I podpiera się danymi, które spływają do jego urzędu ze stołecznych szpitali. - Przy Barskiej rzeczywiście było nieco więcej pacjentów, ale jednego wieczoru, i to w ubiegłym tygodniu. Mieliśmy przecież ferie, to mogło się zdarzyć - mówi.
Studzi także emocje w związku z zapowiedzią przesuwania planowych operacji. - Za wcześnie na takie wyliczenia. Jednak jesteśmy umówieni, że po miesiącu spotkamy się z dyrektorami szpitali i omówimy sytuację - zapewnia wojewoda Kozłowski.
Są i takie szpitale, które się na nic nie skarżą. - Przyjmujemy od pięciu do 30 pacjentów dziennie. To żaden kłopot. Już wcześniej przygotowaliśmy się na tę sytuację - mówi Beata Mastalerz, rzeczniczka szpitala przy ul. Czerniakowskiej.
W dwa tygodnie po likwidacji grafiku pacjenci twierdzą, że to korzystna zmiana. Przede wszystkim zniknęły kolejki w izbach przyjęć. Nowy system przeszedł poważny sprawdzian w niedzielę, kiedy w zderzeniu karetki z nocnym autobusem na Pradze ucierpiało dziesięć osób. Zamiast do jednego szpitala przewieziono je aż do trzech: Bielańskiego, Bródnowskiego i Praskiego. Dzięki temu szybciej otrzymały pomoc.
Mniej powodów do zadowolenia mają dyrektorzy niektórych placówek. - Przyjmujemy na zabiegi dwukrotnie więcej chorych niż wcześniej. Zmusiło nas to do zwiększenia personelu o dziesięć osób. Przesunęliśmy z innych oddziałów ortopedów, anestezjologów, pielęgniarki - mówi Mirosława Rutkowska, dyrektorka szpitala przy ul. Barskiej. I dodaje, że to dodatkowe obciążenie dla i tak trudnej sytuacji finansowej lecznicy. - Nie mam żadnej gwarancji, że NFZ zwróci nam pieniądze za ponadplanowe zabiegi - podkreśla.
W szpitalu przy ul. Lindleya sytuacja jest odwrotna. - Mamy bardzo mało pacjentów na zabiegi. A lekarze niepotrzebnie dyżurują na trzech zmianach. Tracą przez to możliwość dorobienia. Już mi sygnalizowali, że jak nic się nie zmieni, mogą od nas odejść - mówi doktor Włodzimierz Wiśniewski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa tej placówki.
Dyrektorzy szpitali zgodnie twierdzą, że po likwidacji grafiku ostrych dyżurów pojawił się też poważny problem. - Znacznie opóźniają się planowane zabiegi. Sale zabiegowe puste czekają na nagłych pacjentów urazowych, których nie ma. Zatem ci czekający teraz dwa lata na wszczepienie endoprotezy będą czekać cztery albo i pięć lat - dodaje Włodzimierz Wiśniewski.
- Musimy z bólem serca przesuwać zaplanowane operacje. Nie wiem, jak to wytłumaczyć pacjentom, którzy tyle czekali - wtóruje mu Mirosława Rutkowska.
Wojewoda Jacek Kozłowski problemu nie widzi. I podpiera się danymi, które spływają do jego urzędu ze stołecznych szpitali. - Przy Barskiej rzeczywiście było nieco więcej pacjentów, ale jednego wieczoru, i to w ubiegłym tygodniu. Mieliśmy przecież ferie, to mogło się zdarzyć - mówi.
Studzi także emocje w związku z zapowiedzią przesuwania planowych operacji. - Za wcześnie na takie wyliczenia. Jednak jesteśmy umówieni, że po miesiącu spotkamy się z dyrektorami szpitali i omówimy sytuację - zapewnia wojewoda Kozłowski.
Są i takie szpitale, które się na nic nie skarżą. - Przyjmujemy od pięciu do 30 pacjentów dziennie. To żaden kłopot. Już wcześniej przygotowaliśmy się na tę sytuację - mówi Beata Mastalerz, rzeczniczka szpitala przy ul. Czerniakowskiej.
Przeczytaj także: Jaki dokument zabrać do lekarza, żeby nas przyjął
-
Złamania od ręki, ale operacje z poślizgiem
dorasia
17.02.10, 14:42
To wieczne biadolenie i utyskiwania dyrektorów szpitali zmuszonych w końcu dopracy zaczyna wywoływać u mnie furię. Czy któryś ma sądowy nakaz na dożywotnieposadzenie doopy na tym »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


