Bulwary Nadwiślańskie - po trupach drzew?

Jacek Dobrowolski, obywatel Starego i Nowego Miasta
24.02.2010 aktualizacja: 2010-02-23 22:29
A A A Drukuj
Ścięta topola na Podzamczu Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
List w obronie wycinanych drzew na skarpie wiślanej.
Od jesieni ub.r. obserwujemy barbarzyńskie wycinanie starych, zdrowych drzew pod warszawską skarpą wiślaną. Wycięto ich kilkadziesiąt, pod topór idą kolejne. Decydenci z ratusza dokonują masakry. Przyświeca im szczytny, przedwyborczy cel - stworzenie Bulwarów Nadwiślańskich zgodnie z przedwojenną wizją odwrócenia Warszawy do Wisły. Jednakże wizja ta realizowana jest w sposób przypominający metody rodem z PRL. W rezultacie Warszawa będzie pierwszym miastem nadrzecznym o bezdrzewnych bulwarach, bo drzewami nazwać będzie można nasadzony młodniak dopiero za 20 lat.

Kto zdecydował, że giną topole o obwodzie ponad 6-metrowym? Albo wyniosłe klony jawory czy piękne orzeszniki gorzkie? Ścięto drzewa zdrowe, co łatwo stwierdzić na podstawie oględzin pniaków. Ratusz ma też zamiar przesadzić kilkunastoletnie dęby szypułkowe, choć mają głębokie palowe korzenie. Wszystkie te drzewa, prócz cieszenia oczu i dawania cienia, pochłaniają dwutlenek węgla z Wisłostrady, umacniają grunt pod osuwającą się skarpą, chronią od huku, wiążą wodę, użyczają schronienia ptakom. (...)

Wycinka rozpoczęła się od starych wierzb sprzed Zamku Królewskiego nad Arkadami Kubickiego przed kilkoma laty. Władcy Zamku chcieli mieć całkowicie odsłoniętą fasadę. Nie rozumieli, że drzewa mogą współistnieć z rekonstruowanym poniżej Arkad ogrodem francuskim, jak to ma miejsce np. w Wilanowie. Przed wojną drzewa okalały Zamek ze wszystkich stron. (...)

Dalszy wyrąb miał miejsce pod murami Barbakanu na rogu Mostowej i Bednarskiej jesienią ub.r. Przy okazji usunięto kilkadziesiąt głazów umieszczonych w rejestrze zabytków, o czym konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka ponoć nie wiedziała! Ratusz nie konsultował swych decyzji z nikim, ani z mieszkańcami, ani z jakąkolwiek organizacją społeczną. Na pisemne protesty mieszkańców nie zareagował.

Jaki bulwar ma powstać na trupach drzew? Obiecywano "nadwodny salon Traktatu Królewskiego", a w nim - pod skarpą, na której stoją klasztor Sakramentek, kościół św. Boromeusza i gotycki kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny - coś, co nazwano parkiem fontann multimedialnych z podświetlanymi grającymi organami falowymi. Zachwycone projektem 130-metrowej fontanny liniowej jest szefowa Zarządu Terenów Publicznych Renata Kaznowska oraz konserwator Ewa Nekanda-Trepka, ale taniec fontann, gra organów wodnych nie zagłuszą huku Wisłostrady. Tuż obok ma powstać muszla koncertowa! Czy obie damy nie rozumieją, że ich pomysł pozostaje w dysonansie zarówno do sakralnych zabytków, jak i resztek przyrody? Twierdzenie, że przy okazji tej inwestycji "zrewitalizuje się Park Podzamcze" jest bałamutne.

Wysocy urzędnicy ratusza chcą się pochwalić wyborcom, że zagospodarowali 2 km brzegu Wisły, ale to nieprawda. Na miejscu parku powstanie betonowy kicz z pozytywką okraszony sadzonkami. Realizuje to zespół RS Architektura Krajobrazu, zwycięzcy konkursu rozpisanego przez ratusz. Ten sam, który jest odpowiedzialny za ścięcie wierzb przy fasadzie Zamku.

Proponuję, by zamiast brnąć w to betonowe szaleństwo, zerwać tę umowę z powodu jej ekologicznej szkodliwości i założyć tu zwykły park pełen drzew. Ze zwykłymi fontannami, a nie z bombastycznymi bombonierami, z miejscami postojowymi dla rowerzystów i miejscami spotkań dla spacerowiczów.

Namawiam na stawienie się na spotkanie z konserwatorem zabytków Ewą Nekandą-Trepką w Pałacu Ślubów przy Zamku Królewskim we środę 24 lutego o godz. 17.30. Jednym z tematów ma być "włączenie mieszkańców do opieki nad zabytkami i podnoszenie ich wiedzy". Pytajmy nie tylko oto, dlaczego niemal wszystkie fasady domów na Starym i Nowym Mieście są w opłakanym stanie, poza kościołami i murami obronnymi, ale również o to, jakim prawem wycina się drzewa.

Śródmieście

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy