Koniec z nielegalnymi reklamami na zabytkach

Dominika Olszewska, Tomasz Urzykowski
24.02.2010 aktualizacja: 2010-08-12 11:59
A A A Drukuj
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Wojewoda wypowiada wojnę właścicielom zabytkowych budynków, którzy zarabiają na nielegalnych płachtach reklamowych. - Czas skończyć z łamaniem prawa - ogłasza Jacek Kozłowski.
Z problemem wielkich reklam na zabytkowych domach nie poradziła sobie dotąd żadna władza. Zwykle wygląda to tak: właściciel budynku zgłasza się do konserwatora, że chce umieścić na nim płachtę reklamową. Deklaruje oczywiście, że za pieniądze z reklamy wyremontuje niszczejący zabytek.

- Jest to dopuszczalne, gdy chodzi o remont elewacji lub dachu. Inwestor ma pozwolenie na prowadzenie prac remontowych, a reklamę zamierza rozwiesić na rusztowaniach. Wtedy może dostać naszą zgodę - mówi Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków.

Często jednak bannery pozostają na długie lata, a mimo to budynki popadają w ruinę, tak jak dawny szpital w Alejach Jerozolimskich 57. Właściciele nie inwestują w remont ani złotówki. Na dodatek igrają z urzędnikami, którzy okazują się bezradni. Przeprowadzając kontrolę, konserwator musi bowiem swoją wizytę odpowiednio wcześniej zapowiedzieć, by właściciel mógł wziąć w niej udział.

- I tu mamy problem - mówi Ewa Nekanda-Trepka.

By uniknąć konsekwencji, właściciele stosują różne manewry. W "Gazecie" opisywaliśmy sytuację, gdy przed spodziewaną kontrolą z kamienicy przy Krakowski Przedmieściu 79 nagle znikał banner, a potem znów się pojawił.

- Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego może przeprowadzać kontrole bez uprzedzenia. My niestety nie - rozkłada ręce stołeczna konserwator.

- To łatwy zarobek. Właściciele nic nie robią z budynkiem, a i tak zarabiają na tym miliony - słyszymy w urzędzie wojewódzkim.

Walkę z tym procederem zapowiedział wojewoda Jacek Kozłowski. Według listy przygotowanej przez urzędników Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków w Warszawie jest kilkanaście zabytkowych domów, których właściciele nielegalnie wieszają płachty. Wszystkie te domy są w najbardziej reprezentacyjnych miejscach Warszawy. Na liście znalazły się m.in.: Muzeum Narodowe, budynek Empiku przy Nowym Świecie, Dom Braci Jabłkowskich przy Brackiej czy kamienica przy ul. Miodowej 1 (róg Krakowskiego Przedmieścia). Na tej ostatniej płachty w tej chwili nie ma, ale jej elewacje najeżone są konstrukcjami czekającymi na opakowanie domu w gigantyczny banner.

Wczoraj Ewa Nekanda-Trepka i wojewoda Jacek Kozłowski wspólnie radzili, jak rozwiązać problem. - Zabytkowe budynki powinny być ozdobą miasta, a wiele z nich na całe lata znika pod płachtami. Właściciele zarabiają na nich, ale nie odnawiają tych domów. Już czas usunąć wszystkie reklamy, które nie finansują remontu budynków - ogłosił po zakończeniu narady Jacek Kozłowski.

Według jego zapowiedzi złote czasy nieuczciwych właścicieli zabytków dobiegają końca. Mają ich teraz nękać inspektorzy budowlani, którzy swoich wizyt nie muszą zapowiadać. Na dodatek mają ruszyć z miejsca sprawy odwołań. Dziś zdarza się, że konserwator nakazuje gospodarzom budynków zdjęcie płacht, a ci odwołują się od tej decyzji do generalnego konserwatora zabytków w Ministerstwie Kultury. Tam sprawy utykają.

- Będę interweniował. Większość spraw powinna być wyjaśniana w ciągu miesiąca - deklaruje wojewoda.

W ostatnich latach stołecznemu konserwatorowi udało się doprowadzić do usunięcia płacht z pięciu budynków. W 2008 r. były to domy przy Nowym Świecie 41, Krakowskim Przedmieściu 5 i Hożej 1, w 2009 r. - w Alejach Jerozolimskich 53, a zeszłym roku - z hotelu Warszawa (dawnego wieżowca Prudentialu) przy pl. Powstańców Warszawy. Kolejnych sześciu nakazów konserwator nie zdołał do tej pory wyegzekwować.

Urzędnicy chcą szczególnie zająć się Hotelem Saskim przy pl. Bankowym. Opustoszały budynek od wielu lat niszczeje, mimo, że jest schowany jest za płachtami. Jego właściciel - znany restaurator Artur Jarczyński - pozwolenie na przebudowę gmachu otrzymał już w 2002 r. Choć zapowiadane prace nie zaczęły się do dziś, inwestor na bieżąco prowadzi dziennik budowy. Jak ustaliliśmy, niedawno wystąpił do konserwatora o nowe zalecenia, bo chce zmienić projekt przebudowy hotelu.

- Właściciel tego budynku miga się od obowiązku ochrony zabytku. Zbadamy, czy jest możliwość uchylenia pozwolenia na budowę - mówi Jacek Kozłowski.

- Absolutnie go wyremontuję. Bardzo niebawem. Projekt jest na ukończeniu. Urzędnicy o tym wiedzą - twierdzi Artur Jarczyński. Problem w tym, że obiecuje to od lat.

Przeczytaj także: Turbo niesmaczna reklama na pl. Zamkowym



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy