Wznowią sprawę plakatów z napisem "Uwaga pedofil"
25.02.2010
aktualizacja: 2010-02-24 20:57
Fot. Fot: Kuba Atys / AG
Po interwencji Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka prokuratura jeszcze raz zbada sprawę plakatów obrażających członków zarządu Legii.
ZOBACZ TAKŻE
- Nigeryjczyk przemycał w żołądku 400 gramów kokainy (01-03-10, 14:14)
- Oszust wpadł w zasadzkę babci i policji (27-02-10, 21:46)
- Proces o łapówki i być albo nie być w policji (26-02-10, 09:00)
- To już pewne: Kazimierz Deyna stanie przed stadionem (20-11-09, 09:00)
- "Uwaga, pedofil", czyli kto szkaluje szefów Legii? (28-10-09, 09:00)
- Pospaceruj wirtualnie po stadionie Legii (25-09-09, 17:00)
W październiku w kilku miejscach stolicy zawisły plakaty ze zdjęciami Leszka Miklasa, prezesa Legii Warszawa, i Jarosława Ostrowskiego, członka zarządu. Pod zdjęciami napis: "Czujność Warszawski Komitet Społeczny. Uwaga, pedofil! Prosimy obywateli o zachowanie szczególnej ostrożności. Osobnik może być agresywny. Pomóż nam i sobie. Zobaczysz. Zadzwoń". I tu numer, jak się okazało, centrali koncernu ITI, który jest właścicielem klubu.
Obaj działacze zawiadomili organy ścigania. - Policjanci podeszli do problemu z życzliwością. Ale mam poczucie, że można było zrobić więcej - mówi Ostrowski. - Takie sprawy są przez prokuratury traktowane po macoszemu. Na zasadzie: "Jak chcesz, to sam się sądź".
Śledztwa były dwa, jedno prowadzone w prokuraturze na Pradze-Północ (w tej okolicy mieszka Miklas), drugie na sąsiedniej Pradze-Południe (miejsce zamieszkania Ostrowskiego). Oba zostały umorzone. To na Pradze-Południe po ledwie miesiącu. - Dostarczyłem prokuraturze nazwiska osób, które mogły rozwieszać te plakaty. Ale nie sądzę, żeby zostały chociaż przesłuchane - dodaje Ostrowski.
Prokuratura badała sprawę pod kątem ewentualnych gróźb karalnych (art. 190 kodeksu karnego) oraz znieważenia (art. 212 kk). W pierwszym przypadku uznała, że nie ma mowy o przestępstwie, bo żadna konkretna groźba nie padła, mimo że działacze czuli się zagrożeni: - Nie mam wątpliwości, że chciano mnie zastraszyć. Pokazać, że wiedzą, gdzie mieszkam - mówił nam jeszcze w październiku Ostrowski, gdy pisaliśmy o sprawie.
Jeśli zaś chodzi o znieważenie to prokuratura nie miała wątpliwości, że do znieważenia doszło. Ale to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego i obywatel może sam postawić znieważającego przed sądem. Chyba że prokurator uzna, że istnieje "interes społeczny" w ściganiu sprawcy. W tym przypadku tego interesu nie dostrzegł. - Uznaliśmy, że pokrzywdzony jest osobą samodzielną i wykształconą, więc może samodzielnie wystąpić przed sądem - mówi prok. Anna Lewandowska, wiceszefowa południowo-praskiej prokuratury.
Tak byłoby, gdyby Ostrowski wiedział, kogo oskarżyć. W jego sprawie interweniowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Prokurator Okręgowy Warszawa-Praga [nadrzędny] podzielił nasze argumenty - informuje Artur Pietryka z Programu Spraw Precedensowych HFPC.
Co dalej?
- W sprawie jeszcze raz zostanie dokonana analiza materiału dowodowego. Są zaplanowane czynności, ale nie mogę o nich mówić - zapowiada prok. Lewandowska.
Z Leszkiem Miklasem nie udało nam się wczoraj skontaktować, ale wiemy, że skierował on do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko osobie, która miała go znieważyć.
Akcja plakatowa to, jak podejrzewają działacze Legii, kolejna odsłona ich konfliktu z częścią kibiców stołecznego klubu, który trwa od niemal trzech lat. Zarząd klubu jako jeden z nielicznych w Polsce walczy z bandytyzmem na trybunach. Nie wpuszcza na nie tych, którzy mają orzeczony zakaz stadionowy. W odpowiedzi właściciele klubu są obrażani, a grupy kibolskie niemal nie prowadzą dopingu podczas meczów.
Obaj działacze zawiadomili organy ścigania. - Policjanci podeszli do problemu z życzliwością. Ale mam poczucie, że można było zrobić więcej - mówi Ostrowski. - Takie sprawy są przez prokuratury traktowane po macoszemu. Na zasadzie: "Jak chcesz, to sam się sądź".
Śledztwa były dwa, jedno prowadzone w prokuraturze na Pradze-Północ (w tej okolicy mieszka Miklas), drugie na sąsiedniej Pradze-Południe (miejsce zamieszkania Ostrowskiego). Oba zostały umorzone. To na Pradze-Południe po ledwie miesiącu. - Dostarczyłem prokuraturze nazwiska osób, które mogły rozwieszać te plakaty. Ale nie sądzę, żeby zostały chociaż przesłuchane - dodaje Ostrowski.
Prokuratura badała sprawę pod kątem ewentualnych gróźb karalnych (art. 190 kodeksu karnego) oraz znieważenia (art. 212 kk). W pierwszym przypadku uznała, że nie ma mowy o przestępstwie, bo żadna konkretna groźba nie padła, mimo że działacze czuli się zagrożeni: - Nie mam wątpliwości, że chciano mnie zastraszyć. Pokazać, że wiedzą, gdzie mieszkam - mówił nam jeszcze w październiku Ostrowski, gdy pisaliśmy o sprawie.
Jeśli zaś chodzi o znieważenie to prokuratura nie miała wątpliwości, że do znieważenia doszło. Ale to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego i obywatel może sam postawić znieważającego przed sądem. Chyba że prokurator uzna, że istnieje "interes społeczny" w ściganiu sprawcy. W tym przypadku tego interesu nie dostrzegł. - Uznaliśmy, że pokrzywdzony jest osobą samodzielną i wykształconą, więc może samodzielnie wystąpić przed sądem - mówi prok. Anna Lewandowska, wiceszefowa południowo-praskiej prokuratury.
Tak byłoby, gdyby Ostrowski wiedział, kogo oskarżyć. W jego sprawie interweniowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Prokurator Okręgowy Warszawa-Praga [nadrzędny] podzielił nasze argumenty - informuje Artur Pietryka z Programu Spraw Precedensowych HFPC.
Co dalej?
- W sprawie jeszcze raz zostanie dokonana analiza materiału dowodowego. Są zaplanowane czynności, ale nie mogę o nich mówić - zapowiada prok. Lewandowska.
Z Leszkiem Miklasem nie udało nam się wczoraj skontaktować, ale wiemy, że skierował on do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko osobie, która miała go znieważyć.
Akcja plakatowa to, jak podejrzewają działacze Legii, kolejna odsłona ich konfliktu z częścią kibiców stołecznego klubu, który trwa od niemal trzech lat. Zarząd klubu jako jeden z nielicznych w Polsce walczy z bandytyzmem na trybunach. Nie wpuszcza na nie tych, którzy mają orzeczony zakaz stadionowy. W odpowiedzi właściciele klubu są obrażani, a grupy kibolskie niemal nie prowadzą dopingu podczas meczów.
Przeczytaj także: Koniec z nielegalnymi reklamami na zabytkach
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


