W Międzylesiu leczą dzieci z Białorusi

Wojciech Grejciun
26.02.2010 aktualizacja: 2010-02-25 21:50
A A A Drukuj
Ksenia Malets z rodzicami w Centrum Zdrowia Dziecka Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Przed laty wyszkolili nas Amerykanie i Francuzi. Musimy spłacić ten dług, pomagając pacjentom i lekarzom ze Wschodu - przekonują w Centrum Zdrowia Dziecka
SERWISY
Obecnie w klinice Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów w Międzylesiu po operacjach dochodzi do zdrowia dwójka małych pacjentów zza wschodniej granicy. - Nasza córka czuje się coraz lepiej - mówili mi wzruszeni i zmęczeni Wiktor i Grażyna Malets, rodzice 1,5-rocznej Kseni, której w ubiegłym tygodniu polscy lekarze przeszczepili nową wątrobę. Ofiarodawcą organu była matka dziewczynki. Dlaczego transplantacji nie zrobiono w ojczyźnie Kseni? Tak trudnych zabiegów nasi wschodni sąsiedzi nie wykonują. - Białorusini nie mają specjalistów w transplantologii dziecięcej - opowiada prof. Piotr Kaliciński, który 20 lat temu dokonał pierwszego w Polsce przeszczepu wątroby u dziecka.

Mali pacjenci są przyjmowani do Centrum Zdrowia Dziecka na mocy podpisanej kilka lat temu umowy między polskim i białoruskim ministerstwem zdrowia. - Za leczenie płaci białoruski rząd. Stawki są takie same jak dla polskich pacjentów - deklaruje prof. Kaliciński i dodaje, że nie zna klucza, z jakiego kierowani są pacjenci na transplantację w Warszawie. - Ale nie są to dzieci prominentów, tylko zwykłych Białorusinów - zaznacza profesor.

Rodzice Kseni opowiadali mi, że w kolejce do Polski czekali około siedmiu miesięcy. - Kiedy już wiedzieliśmy, że nasi lekarze nie pomogą, za wszelką cenę staraliśmy się szukać innej pomocy. Pomogło nasze ministerstwo zdrowia i konsulat. Mieliśmy szczęście - uważa Wiktor Malets.

Paweł Trzciński, rzecznik Centrum, opowiada, że stale rośnie liczba leczonych w Międzylesiu dzieci z Białorusi, Litwy i Ukrainy. Chociaż nie są to dziesiątki pacjentów, lecz pojedyncze przypadki.

Ukraińcom w przeciwieństwie do Białorusinów ubezpieczenie zdrowotne nie pokrywa kosztownych transplantacji organów. Rodzice, którzy chcą leczyć w Polsce dzieci, muszą sami zbierać pieniądze na zabiegi i pobyt w tym czasie w naszym kraju. - Najczęściej pomagają im fundacje charytatywne, rzadziej mamy osoby, które same zebrały fundusze - opowiada Trzciński.

Wiosną Centrum zamierza nie tylko leczyć pacjentów z Białorusi, ale i szkolić tamtejszych lekarzy. W ubiegłym roku Centrum podpisało umowę z kliniką z Mińska. Na jej mocy w kwietniu przyjedzie do Warszawy kilkunastoosobowa grupa białoruskich lekarzy. Będą się uczyć m.in., jak zajmować się małymi pacjentami, którzy przeszli transplantację w warszawskim Centrum. - Przed laty fundowali nam stypendia i szkolili nas Francuzi i Amerykanie. Mamy dług, który musimy teraz spłacić - mówi Kaliciński.

Warszawskie Centrum chce w tym roku podpisać podobną umowę jak z Białorusinami ze szpitalem we Lwowie.

Przeczytaj także: Ma być więcej pieniędzy na leczenie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy