W Międzylesiu leczą dzieci z Białorusi
26.02.2010
aktualizacja: 2010-02-25 21:50
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Przed laty wyszkolili nas Amerykanie i Francuzi. Musimy spłacić ten dług, pomagając pacjentom i lekarzom ze Wschodu - przekonują w Centrum Zdrowia Dziecka
ZOBACZ TAKŻE
- "Solidarni z Białorusią" zagrają w Warszawie piąty raz (09-04-10, 14:00)
- Ten warszawski szpital grał w "M jak miłość" (09-04-10, 06:00)
- Podczas badań dzieci będą oglądać bajki (24-03-10, 19:44)
- W warszawskich szpitalach brakuje miejsc dla dzieci (17-03-10, 04:00)
- 2010 kobiet pobiegnie w półmaratonie? (03-03-10, 11:00)
- Wejdź w świat bajek pomagajek (02-03-10, 11:00)
- Od marca pogotowie dojedzie szybciej do chorego (25-02-10, 22:00)
- Rejestracja do lekarza przez internet? Już w Warszawie (25-02-10, 09:00)
- NFZ płaci za badania, ale kobiety wolą prywatne gabinety (23-02-10, 10:00)
- Przejedź się antydepresyjnym tramwajem (23-02-10, 00:00)
SERWISY
Obecnie w klinice Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów w Międzylesiu po operacjach dochodzi do zdrowia dwójka małych pacjentów zza wschodniej granicy. - Nasza córka czuje się coraz lepiej - mówili mi wzruszeni i zmęczeni Wiktor i Grażyna Malets, rodzice 1,5-rocznej Kseni, której w ubiegłym tygodniu polscy lekarze przeszczepili nową wątrobę. Ofiarodawcą organu była matka dziewczynki. Dlaczego transplantacji nie zrobiono w ojczyźnie Kseni? Tak trudnych zabiegów nasi wschodni sąsiedzi nie wykonują. - Białorusini nie mają specjalistów w transplantologii dziecięcej - opowiada prof. Piotr Kaliciński, który 20 lat temu dokonał pierwszego w Polsce przeszczepu wątroby u dziecka.
Mali pacjenci są przyjmowani do Centrum Zdrowia Dziecka na mocy podpisanej kilka lat temu umowy między polskim i białoruskim ministerstwem zdrowia. - Za leczenie płaci białoruski rząd. Stawki są takie same jak dla polskich pacjentów - deklaruje prof. Kaliciński i dodaje, że nie zna klucza, z jakiego kierowani są pacjenci na transplantację w Warszawie. - Ale nie są to dzieci prominentów, tylko zwykłych Białorusinów - zaznacza profesor.
Rodzice Kseni opowiadali mi, że w kolejce do Polski czekali około siedmiu miesięcy. - Kiedy już wiedzieliśmy, że nasi lekarze nie pomogą, za wszelką cenę staraliśmy się szukać innej pomocy. Pomogło nasze ministerstwo zdrowia i konsulat. Mieliśmy szczęście - uważa Wiktor Malets.
Paweł Trzciński, rzecznik Centrum, opowiada, że stale rośnie liczba leczonych w Międzylesiu dzieci z Białorusi, Litwy i Ukrainy. Chociaż nie są to dziesiątki pacjentów, lecz pojedyncze przypadki.
Ukraińcom w przeciwieństwie do Białorusinów ubezpieczenie zdrowotne nie pokrywa kosztownych transplantacji organów. Rodzice, którzy chcą leczyć w Polsce dzieci, muszą sami zbierać pieniądze na zabiegi i pobyt w tym czasie w naszym kraju. - Najczęściej pomagają im fundacje charytatywne, rzadziej mamy osoby, które same zebrały fundusze - opowiada Trzciński.
Wiosną Centrum zamierza nie tylko leczyć pacjentów z Białorusi, ale i szkolić tamtejszych lekarzy. W ubiegłym roku Centrum podpisało umowę z kliniką z Mińska. Na jej mocy w kwietniu przyjedzie do Warszawy kilkunastoosobowa grupa białoruskich lekarzy. Będą się uczyć m.in., jak zajmować się małymi pacjentami, którzy przeszli transplantację w warszawskim Centrum. - Przed laty fundowali nam stypendia i szkolili nas Francuzi i Amerykanie. Mamy dług, który musimy teraz spłacić - mówi Kaliciński.
Warszawskie Centrum chce w tym roku podpisać podobną umowę jak z Białorusinami ze szpitalem we Lwowie.
Mali pacjenci są przyjmowani do Centrum Zdrowia Dziecka na mocy podpisanej kilka lat temu umowy między polskim i białoruskim ministerstwem zdrowia. - Za leczenie płaci białoruski rząd. Stawki są takie same jak dla polskich pacjentów - deklaruje prof. Kaliciński i dodaje, że nie zna klucza, z jakiego kierowani są pacjenci na transplantację w Warszawie. - Ale nie są to dzieci prominentów, tylko zwykłych Białorusinów - zaznacza profesor.
Rodzice Kseni opowiadali mi, że w kolejce do Polski czekali około siedmiu miesięcy. - Kiedy już wiedzieliśmy, że nasi lekarze nie pomogą, za wszelką cenę staraliśmy się szukać innej pomocy. Pomogło nasze ministerstwo zdrowia i konsulat. Mieliśmy szczęście - uważa Wiktor Malets.
Paweł Trzciński, rzecznik Centrum, opowiada, że stale rośnie liczba leczonych w Międzylesiu dzieci z Białorusi, Litwy i Ukrainy. Chociaż nie są to dziesiątki pacjentów, lecz pojedyncze przypadki.
Ukraińcom w przeciwieństwie do Białorusinów ubezpieczenie zdrowotne nie pokrywa kosztownych transplantacji organów. Rodzice, którzy chcą leczyć w Polsce dzieci, muszą sami zbierać pieniądze na zabiegi i pobyt w tym czasie w naszym kraju. - Najczęściej pomagają im fundacje charytatywne, rzadziej mamy osoby, które same zebrały fundusze - opowiada Trzciński.
Wiosną Centrum zamierza nie tylko leczyć pacjentów z Białorusi, ale i szkolić tamtejszych lekarzy. W ubiegłym roku Centrum podpisało umowę z kliniką z Mińska. Na jej mocy w kwietniu przyjedzie do Warszawy kilkunastoosobowa grupa białoruskich lekarzy. Będą się uczyć m.in., jak zajmować się małymi pacjentami, którzy przeszli transplantację w warszawskim Centrum. - Przed laty fundowali nam stypendia i szkolili nas Francuzi i Amerykanie. Mamy dług, który musimy teraz spłacić - mówi Kaliciński.
Warszawskie Centrum chce w tym roku podpisać podobną umowę jak z Białorusinami ze szpitalem we Lwowie.
Przeczytaj także: Ma być więcej pieniędzy na leczenie
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- `ż nie`ż yca parali`ż uje miasto. Dzie`ż w Warszawie [NA `ż YWO]
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- O męża najłatwiej w Rembertowie. O dziecko w Wilanowie
- Śnieg ma sypać cały dzień. Spadnie nawet 15 cm
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy zabytek w Warszawie. Wybitne dzieło socrealizmu
- PolskiBus na lotnisko w Berlinie
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]



