Ratusz idzie na wojnę z hazardem. Opłaty ostro w górę

Iwona Szpala
26.02.2010 aktualizacja: 2010-08-12 12:01
A A A Drukuj
Automat do gry w przejściu podziemnym przy Dworcu Zachodnim Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Będą gigantyczne podwyżki dla właścicieli automatów do gry stojących w pasie drogowym. - Waloryzujemy całość opłat. Ale branża hazardowa dostanie stawki maksymalne: m kw. będzie kosztował 10 zł za dzień - mówią w ratuszu
SONDAŻ
Co sądzisz o automatach do gry w Warszawie:

jest ich za dużo
nie przeszkadzają mi
nie mam zdania

Projekt uchwały krąży między biurami ratusza, w marcu będą nad nim debatować radni miasta. Podwyżki wejdą w połowie roku. Jak mówią w ratuszu, zmiana może być jedną z niewielu w tej kadencji, którą wesprze opozycja z PiS. Tym bardziej że radni od dawna mówią w kuluarach o "hazardowym problemie Warszawy". Nie chodzi tu o koncesjonowane kasyna czy salony gry, ale o gigantyczną liczbę punktów z automatami o niskich wygranych.

Szef klubu PiS Marek Makuch, na razie do pomysłu PO jest zdystansowany: - Co do ograniczenia zjawiska hazardu jesteśmy zgodni. Podnoszenie opłat dla tej branży to jest jakiś sposób. Zanim PiS podejmie decyzję, chcemy zobaczyć projekt uchwały. Podwyżka dotknie także innych branż, a jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.

W Warszawie jest ok. 2,5 tys. punktów gry na automatach. Takie dane kilka miesięcy temu podała ratuszowi Izba Skarbowa, beneficjent podatków z hazardu i jednocześnie instytucja, która wydaje pozwolenia na instalowanie automatów.

Wedle obowiązujących przepisów lokalni włodarze są całkowicie poza tą procedurą.

- Nie podejmujemy decyzji o lokalizacjach tego typu salonów - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. - Choć odpowiadamy za lokalną społeczność, możemy być jedynie obserwatorami skutków hazardu, który powoli staje się problemem społecznym Warszawy. Nie mamy praktycznie żadnego wpływu na niekontrolowany wzrost liczby automatów do gry.

Urzędnicy samorządowi mogą tylko interweniować, gdy lokalizacja automatów do gry jest niezgodna z prawem. - To znaczy, gdy firma ustawia tego typu urządzenia 100 m od szkoły, albo gdy dowiemy się, że salon powstał w budce na miejskim targowisku, co łamie obowiązujący tam regulamin. Na tym nasze możliwości, jeśli idzie o jednorękich bandytów, się kończą - podsumowuje rzecznik.

Od miesięcy urzędników obowiązuje nieformalna zasada - nie wpuszczają automatów do lokali należących do miasta. Jednak automaty o niskich wygranych mogą stanąć prawie wszędzie. "Salonami gry" stały się dawne kioski, budki warzywne, lokale w przejściach podziemnych etc. Tak dzieje się na terenie całego miasta.

- Znakomita większość tego typu salonów znajduje się w lokalach stojących w pasie drogi, to nasz teren, a więc i prawo do decydowania o czynszu - tłumaczy Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. - Stawki, które płacą firmy branży hazardowej, to pozostałość dawnych czasów, kwoty symboliczne 52 gr za metr dziennie. Miesięczny rachunek za budkę z hazardem to np. 300 zł. W dodatku według Jóźwiaka część tego typu działalności prowadzona jest nielegalnie. Bez zgłoszenia o zmianie branży, która dokonała się w kiosku, np. z warzywnej na hazardową.

Zmiana stawek obejmie wszystkich prowadzących działalność gospodarczą w "pasie drogi". Po uchwaleniu nowego prawa w miasto ruszą urzędnicy, którzy będą tropić nielegalne "salony gry". Wcześniej właściciele, którzy nielegalnie ustawili automaty, dostaną jednak czas na zgłoszenie takiej informacji. - Jeśli przyjdą do nas sami, ustalimy nowe warunki. Jeśli namierzą ich nasi inspektorzy, dostaną stawkę zaporową: dziesięć razy nowa stawka - grozi Jóźwiak.

Przeczytaj także: Warszawa zaczyna walkę o miliard złotych



Podziel się

  • Ratusz idzie na wojnę z hazardem. Opłaty ostro ... konread 26.02.10, 09:19

    Obecnie wychodząc gdziekolwiek w miasto, nie ma miejsca, aby się nie potknąć ojednorękiego bandytę - obecnie nawet w starych kioskach RUCHU stoją, i nie magdzie kupić np. biletów - dobrze że»

Najnowsze wiadomości z Warszawy