Nowe Muzeum Chopina - jak z Matrixa

Dariusz Bartoszewicz, Tomasz Urzykowski
01.03.2010 aktualizacja: 2010-03-01 11:09
A A A Drukuj
Sala dla dzieci z kapsułami i ekranami dotykowymi Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
  • Wejście do muzeum
Otwarcie Muzeum Chopina. Efekt jest niesamowity - jakby do pałacowych sal i kazamatów Zamku Ostrogskich wpadł piorun kulisty i przeniósł zabytek pełen chopinaliów w całkiem nowy wymiar i XXI wiek.
SONDAŻ
Jak ci się podoba Muzeum Chopina?

to rewelacja!
jest takie sobie
kiepskie

Dziś mija 200. rocznica urodzin największego polskiego kompozytora. Jego muzeum w Zamku Ostrogskich przy Tamce zostanie uroczyście otwarte w samo południe. Na VIP-ów i dziennikarzy czeka namiot na dziedzińcu przed wejściem.

W niedzielę jeszcze montowano wystawę. Najcenniejsze eksponaty miały dotrzeć w nocy, a wszystko być gotowe za kilkanaście godzin. - I będzie - zapewnia kurator Alicja Knast.

Gorzej z otoczeniem, które wciąż jest rozgrzebane i urządzone tylko prowizorycznie.

Włoski odlot muzealny

Do Muzeum Chopina w najbliższych tygodniach wejdą tylko zaproszeni goście. Kowalscy dostaną się dopiero po Wielkanocy, czyli na początku kwietnia, gdy skończy się testowanie multimedialnej ekspozycji. Nam udało się przeniknąć do środka wczoraj późnym popołudniem. Przeciskając się wśród ekip informatyków i robotników oraz grup zagranicznych dziennikarzy, obserwowaliśmy wyścig z czasem i kończenie najnowocześniejszego muzeum biograficznego w naszej części Europy.

Zabytkowy Zamek Ostrogskich wypełnił się rozmaitymi konstrukcjami ze stali i świecących paneli, z ukrytych głośników, monitorów i ekranów dotykowych, które po przyłożeniu palca wyświetlają żądany obraz.

Widać włoską rękę. Cały design ekspozycji jest nowoczesny, świeży - lekki odlot. To dzieło pracowni architektonicznej Migliore + Servetto z Mediolanu, ale realizowane wspólnie z firmami z Belgii, Wielkiej Brytanii i Polski.

- Każde z 15 pomieszczeń zaprojektowaliśmy inaczej, jako osobne minimuzeum - tłumaczył niedawno dziennikarzom Ico Migliore.

Meble, kolorystka sal w odcieniu limonki, różu czy wiosennych buraczków, kosmiczne gabloty ze szkła i stali - to wszystko stanowi prawdziwie kopernikański przewrót w myśleniu o nobliwych muzeach. Muzealnicy starszej daty mogą dostać palpitacji serca, młoda publiczność zapewne będzie zachwycona. Wreszcie powstało coś pod ich gust.

Elektroniczny bilet

W środku nie ma żadnych strzałek z napisem "kierunek zwiedzania". - Goście sami mają eksplorować przestrzeń, zaufać intuicji - przekonuje Alicja Knast. Do migającego na niebiesko "elektronicznego oka" zamontowanego do filaru w holu głównym (jest ich kilka) przytyka kartę zbliżeniową. - To logowanie się do systemu i subtelna kontrola dostępu. Kto tego nie zrobi, zapali się czerwone światło zamontowane wyżej, co zauważy ochrona - wyjaśnia pani kurator.

Elektroniczny bilet pozwala na odsłuchiwanie komentarzy po polsku lub angielsku (docelowo będzie osiem wersji językowych). Cała ekspozycja została tak pomyślana, by sprawić frajdę każdemu - małemu dziecku, ale i muzykologowi. W sali dla najmłodszych na podłodze leżą poduchy. Można bawić się układaniem puzzli na ekranie dotykowym albo zatrzymywaniem nut uciekających z pięciolinii. To coś dla pokolenia gier komputerowych.

Muzeum szokuje i zachwyca. Kontrowersje miłośników zabytków wzbudzi wielkie czarne pudło poświęcone śmierci kompozytora i wypełniające niemal w całości jedną z pałacowych sal. Wchodząc do symbolicznej trumny, widz ujrzy pośmiertną maskę kompozytora i pukiel jego włosów.

Nietoperz i mistrz patelni

Alicja Knast zdradziła, że w piwnicach Zamku Ostrogskich - też udostępnionych do zwiedzania - nie ma legendarnej Złotej Kaczki. Zamiast niej zadomowiło się zwierzę z innej bajki.

- Mamy nietoperza. Mieszka w bastionie zamku, w sali koncertowej - zdradziła pani kurator. - Nie wiem, jak zareaguje, gdy ta cała elektronika zacznie działać.

Muzeum zrealizował Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Koszt inwestycji - 81,5 mln zł. Ale to nie wszystko. Tuż obok Zamku Ostrogskich gotowa jest szklana wieża Centrum Chopinowskiego. To biura instytucji chopinowskich oraz biblioteka. Już jutro ma tu działać kawiarnia, a za miesiąc - restauracja. Szefem kuchni jest Robert Trzópek, który szlify mistrza patelni zdobywał w najlepszych lokalach zachodniej Europy.

Nie udało się za to zakończyć porządkowania otoczenia Zamku i Centrum. Najgorzej wygląda położony na skarpie skwer Bohdana Wodiczki (na tyłach Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina). Rozjeżdżony przez ciężarówki i zasypany hałdami ziemi przypomina porzucony plac budowy. Na wykończenie czeka też pawilon z kasami zamykający placyk przed Muzeum Fryderyka Chopina. Na razie jest od góry przykryty wielką płachtą.

Przeczytaj także: Rok Chopinowski w Warszawie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy