Wybieramy przedszkole dla Tosi: prywatne czy państwowe?
04.03.2010
aktualizacja: 2010-03-08 08:48
Wydawało nam się, że prywatne znaczy lepsze niż państwowe. Czyli: jak wybieraliśmy przedszkole dla Tosi
ZOBACZ TAKŻE
- Uczniowie słabo liczą: fatalny poziom matematyki w szkołach (04-03-10, 11:00)
- Przedszkole ciągle nie dla trzylatka (23-03-10, 12:00)
- Po 1,5 tysiąca od firmy dla najlepszych uczniów (10-03-10, 09:00)
- Samotnie wychowujesz dziecko? Udowodnij! (06-03-10, 10:00)
- Ranking liceów: Staszic na czele, a kto dalej? (04-03-10, 11:41)
- Przedszkole szuka absolwentów i zbiera stare zdjęcia (12-01-10, 11:00)
- Przedszkola przyszłości powstały na Targówku (05-01-10, 10:00)
- Przedszkola w kontenerach już gotowe. Wkrótce otwarcie (30-12-09, 17:21)
- Przedszkolaki kontra "orliki" - nowe pomysły SLD (12-12-09, 12:00)
- Prokuratura wchodzi do przedszkoli - były łapówki? (09-12-09, 09:00)
Tosia musi iść do przedszkola. Bo ma trzy lata, bo jej młodszy brat zostaje z nianią, mama wraca do pracy, a tata pracuje cały czas i bez przerwy. Nie ma wyjścia! Poza tym tak to jest, że trzylatki idą do przedszkola. To normalne.
Normalne?! Raczej straszne, okropne. Przecież ona taka malutka. Przecież ona tylko z rodzicami, z nianią. Swoją ukochaną, którą zna tak dobrze. Kto ją tam w tym przedszkolu zrozumie? Kto jej pomoże usiąść na kibelku, wytrze nosek, poda kanapkę, obroni przed kolegami, koleżankami? Kto ją przytuli, gdy będzie smutna, zagubiona, zmęczona?
Robimy rekonesans
Przedszkole to była dla nas bardzo ważna sprawa. Zrobiliśmy więc rekonesans. To znaczy żona zrobiła.
Jeśli chodzi o publiczne, pierwsze wrażenie było takie: wielkie, pełne rozkrzyczanych i zasmarkanych dzieci, z niewielką ilością opiekunów. Więcej żona mówić nie musiała, miałem przecież własne wspomnienia z dzieciństwa.
Z drugiej strony, tuż obok naszego bloku, w pięknej, zadbanej willi stojącej obok innych równie świetnych domów, było przedszkole prywatne. Śliczny ogródek, niewielu podopiecznych, prowadzone wedle metody Montessori, integracyjne, angielski, hiszpański, zwierzątka, srątka. Słowem - luks.
Do tego działające w wakacje. No i nie można do niego przyprowadzać zasmarkanych dzieci. - Oczywiście, że pilnujemy. Proszę się nie martwić - usłyszeliśmy.
W ogóle bardzo ciepło do nas przemawiano. Z empatią.
Jedynym minusem była cena. Kilka razy większa niż ta w publicznym, no ale cóż. Mamy oszczędzać na dziecku? W życiu! Poza tym skoro tyle płacę, mogę wymagać, prawda?
Podpisaliśmy stosowne umowy, wpłaciliśmy bezzwrotne wpisowe i zaczęliśmy oswajać Tosię i siebie z nowym miejscem i nową sytuacją. Robiliśmy to całe wakacje i jakoś się nie oswoiliśmy. Ani my, ani nasza córka.
Zagubieni w chaosie
Może powodem było to, że w przedszkolu panował chaos. Przynajmniej takie mieliśmy wrażenie.
No bo niby nasza córka miała własny wieszaczek, ale bardzo często wisiała na nim inna kurtka. Nie było też szafek na buty. Ani sali, w której dzieci stale by urzędowały. Nie było też pani, która stale by się zajmowała jakąś grupą. No i dzieci ciągle się zmieniały. Jednym słowem poza rytmem wyznaczanym przez posiłki, w zasadzie nie było nic, do czego można by się przywiązać. Na czym oprzeć. Nawet ja, wchodząc do przedszkola, czułem się zagubiony, a co dopiero moja trzyletnia córka.
Zaczynało się już w szatni, która była w centralnym punkcie budynku. A w tej szatni codziennie rozgrywały się dantejskie sceny rozstań i pożegnań. No i te dzieci, co już to przeżyły, nagle sobie o tym przypominały. I w ryk. Zwłaszcza że wśród przedszkolnych podopiecznych były też dwulatki.
Tłumaczyliśmy sobie, nam tłumaczono, że to wszystko dlatego, że są wakacje. Wierzyliśmy. Chcieliśmy wierzyć.
Dyrektorka odchodzi
I wreszcie nadszedł wrzesień, a wraz z nim pierwsza poważna wyprawa do przedszkola. Znaczy się taka z rozstaniem. Powiem tylko, że było strasznie. Tak strasznie, że płakaliśmy. Wszyscy.
Płakały też inne dzieci, ich mamy, tatowie, babcie, dziadkowie. A to wszystko w tej szatni.
A potem, gdy przychodziłem odebrać Tosię, rzucała się na mnie z płaczem i tuliła się, tuliła. I dowiadywałem się, że nic nie chciała jeść, nie chciała się bawić z dziećmi, nie odzywała się, siedziała w kącie. Zacięta, ściśnięta, napięta, stęskniona.
Z dnia na dzień było niby lepiej, ale nie za bardzo. Umówiłem się więc na rozmowę z panią dyrektor. Żeby się dowiedzieć, co i jak, a może i dlaczego. Niewiele się dowiedziałem i bardzo rozczarowałem. Nie tak to miało być. A potem dostałem ankietę, w którą miałem wpisać, co moje dziecko lubi, czego nie lubi, jakie są jego mocne strony, a jakie słabe. No wiecie, kurde? To ja myślałem, że takich rzeczy dowiem się z przedszkola.
Normalne?! Raczej straszne, okropne. Przecież ona taka malutka. Przecież ona tylko z rodzicami, z nianią. Swoją ukochaną, którą zna tak dobrze. Kto ją tam w tym przedszkolu zrozumie? Kto jej pomoże usiąść na kibelku, wytrze nosek, poda kanapkę, obroni przed kolegami, koleżankami? Kto ją przytuli, gdy będzie smutna, zagubiona, zmęczona?
Robimy rekonesans
Przedszkole to była dla nas bardzo ważna sprawa. Zrobiliśmy więc rekonesans. To znaczy żona zrobiła.
Jeśli chodzi o publiczne, pierwsze wrażenie było takie: wielkie, pełne rozkrzyczanych i zasmarkanych dzieci, z niewielką ilością opiekunów. Więcej żona mówić nie musiała, miałem przecież własne wspomnienia z dzieciństwa.
Z drugiej strony, tuż obok naszego bloku, w pięknej, zadbanej willi stojącej obok innych równie świetnych domów, było przedszkole prywatne. Śliczny ogródek, niewielu podopiecznych, prowadzone wedle metody Montessori, integracyjne, angielski, hiszpański, zwierzątka, srątka. Słowem - luks.
Do tego działające w wakacje. No i nie można do niego przyprowadzać zasmarkanych dzieci. - Oczywiście, że pilnujemy. Proszę się nie martwić - usłyszeliśmy.
W ogóle bardzo ciepło do nas przemawiano. Z empatią.
Jedynym minusem była cena. Kilka razy większa niż ta w publicznym, no ale cóż. Mamy oszczędzać na dziecku? W życiu! Poza tym skoro tyle płacę, mogę wymagać, prawda?
Podpisaliśmy stosowne umowy, wpłaciliśmy bezzwrotne wpisowe i zaczęliśmy oswajać Tosię i siebie z nowym miejscem i nową sytuacją. Robiliśmy to całe wakacje i jakoś się nie oswoiliśmy. Ani my, ani nasza córka.
Zagubieni w chaosie
Może powodem było to, że w przedszkolu panował chaos. Przynajmniej takie mieliśmy wrażenie.
No bo niby nasza córka miała własny wieszaczek, ale bardzo często wisiała na nim inna kurtka. Nie było też szafek na buty. Ani sali, w której dzieci stale by urzędowały. Nie było też pani, która stale by się zajmowała jakąś grupą. No i dzieci ciągle się zmieniały. Jednym słowem poza rytmem wyznaczanym przez posiłki, w zasadzie nie było nic, do czego można by się przywiązać. Na czym oprzeć. Nawet ja, wchodząc do przedszkola, czułem się zagubiony, a co dopiero moja trzyletnia córka.
Zaczynało się już w szatni, która była w centralnym punkcie budynku. A w tej szatni codziennie rozgrywały się dantejskie sceny rozstań i pożegnań. No i te dzieci, co już to przeżyły, nagle sobie o tym przypominały. I w ryk. Zwłaszcza że wśród przedszkolnych podopiecznych były też dwulatki.
Tłumaczyliśmy sobie, nam tłumaczono, że to wszystko dlatego, że są wakacje. Wierzyliśmy. Chcieliśmy wierzyć.
Dyrektorka odchodzi
I wreszcie nadszedł wrzesień, a wraz z nim pierwsza poważna wyprawa do przedszkola. Znaczy się taka z rozstaniem. Powiem tylko, że było strasznie. Tak strasznie, że płakaliśmy. Wszyscy.
Płakały też inne dzieci, ich mamy, tatowie, babcie, dziadkowie. A to wszystko w tej szatni.
A potem, gdy przychodziłem odebrać Tosię, rzucała się na mnie z płaczem i tuliła się, tuliła. I dowiadywałem się, że nic nie chciała jeść, nie chciała się bawić z dziećmi, nie odzywała się, siedziała w kącie. Zacięta, ściśnięta, napięta, stęskniona.
Z dnia na dzień było niby lepiej, ale nie za bardzo. Umówiłem się więc na rozmowę z panią dyrektor. Żeby się dowiedzieć, co i jak, a może i dlaczego. Niewiele się dowiedziałem i bardzo rozczarowałem. Nie tak to miało być. A potem dostałem ankietę, w którą miałem wpisać, co moje dziecko lubi, czego nie lubi, jakie są jego mocne strony, a jakie słabe. No wiecie, kurde? To ja myślałem, że takich rzeczy dowiem się z przedszkola.
1
2
następne »
-
Wybieramy przedszkole dla Tosi: prywatne czy pa...
jelly-bean
04.03.10, 12:57
a ja się zastanawiam - jakim cudem udało się dostać do przedszkola państwowegow grudniu, skoro przy normalnej rekrutacji działy się dantejskie sceny?»
-
prywatne
marta81v
05.03.10, 19:15
najlepszy Skarb Malucha na Bialolece»
-
Wybieramy przedszkole dla Tosi: prywatne czy pa...
kieratowa
10.03.10, 10:11
Zanim wybrałam przedszkole dla swojego syna, a ze względu na sytuację finansową w ogóle nie brałam pod uwagę prywatnych placówek, najpierw wyszukałam w swojej okolicy kilka przedszkoli i »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


