Komornik zajmuje konta spółdzielni Przy Metrze

Błażej Grygiel, TOK FM
04.03.2010 aktualizacja: 2010-03-04 19:07
A A A Drukuj
28 milionów złotych do spłacenia, konta zajęte przez komornika i pięć tysięcy niepewnych przyszłości mieszkańców - to sytuacja jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Warszawie, spółdzielni "Przy Metrze". Jej mieszkańcy ostatnio dostają od zarządu pisma by wstrzymali się z opłatami za czynsz i nie kryją zaskoczenia
- Otrzymaliśmy informacje w styczniu, że termin opłat przeniesiony jest ze stycznia na luty, a niedawno przyszło pismo, że znów przeniesiono termin.

W piśmie czytamy, że chodzi o zmianę warunków usług w banku Millennium. Prezes zarządu spółdzielni Andrzej Stępień tłumaczy, że bank do chciał zmienić poprzednie warunki współpracy i zacząć pobierać prowizję od przesłanych czynszów, stąd konieczność zmiany kont i wstrzymania pobierania opłat. Jednak jednocześnie dodaje, że przelane pieniądze i tak może zając komornik.

Na początku stycznia spółdzielnia wysłała do mieszkańców pismo, w którym tłumaczy problem, jednak nikogo to nie uspokoiło, a wręcz przeciwnie, fora internetowe kipią od komentarzy, a mieszkańcy boją się odcięcia mediów.

- Mogą być z tym problemy, ja mam własnościowe mieszkanie i muszę coś z tym zrobić - denerwuje się jedna z mieszkanek ulicy Mandarynki - w tej spółdzielni zawsze było coś nie tak, a płacimy jedne z największych czynszów w stolicy za kiepski standard.

- Prowadzimy negocjację z dostawcami mediów i nie ma zagrożenia ich odcięcia - uspokaja prezes spółdzielni Andrzej Stępień.

Zajęcie kont to efekt grudniowego wyroku w ciągnącym się od dziesięciu lat procesie spółdzielni z firmą Nadbud, która miała zbudować galerię handlową nad stacją metra Natolin. Kiedy spółdzielnia zrezygnowała z wadliwych, jej zdaniem, usług firmy, ta zażądała 12 milionów zł za wykonaną pracę, po latach doszły gigantyczne odsetki, to łącznie dało sumę 28 milionów zł. Prezes zarządu spółdzielni odbija piłeczkę tłumacząc, że to Nadbud ma zadłużenie względem wielu wierzycieli, w tym skarbu państwa, i wciąga w to spółdzielnię i mieszkańców.

Wyroki w tej sprawie wydały wszystkie sądy niższych instancji, dwa na korzyść i dwa na niekorzyść spółdzielni, obecnie pozostaje jedynie skarga kasacyjna do sądu najwyższego, choć Stępień mówi o negocjacjach także z komornikiem. Jeśli to nie przyniesie efektów 28 milionów złotych trzeba będzie zapłacić.

- Mamy wariant awaryjny, spółdzielnia poza substancją mieszkaniową dysponuje lokalami użytkowymi i działkami, jej majątek to setki milionów złotych - ocenia Stępień i dodaje, że nawet spłata tak ogromnego zadłużenia nie powinna uderzyć w mieszkańców, jednak obaw mieszkańców to nie rozwiewa. Pozostaje czekać na decyzję sądu i efekty negocjacji.

Dziwny konkurs za 193 tys. euro: tylko jedna oferta



Ursynów

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy