Naukowo o nieczystościach: Kupą, mości panowie, na brud

Rozmawiał Dariusz Bartoszewicz
05.03.2010 aktualizacja: 2010-08-13 11:06
A A A Drukuj
Logo akcji Rys. Klaudiusz Przedmojski
  • Włodzimierz Karol Pessel
O brudzie, kupach, bałaganie i smrodzie, czyli antropologii nieczystości. A także o żydowskim spisku oraz polskiej niemocy w sprzątaniu naszych miast, dworców i podwórek - rozmowa z dr. Włodzimierzem Karolem Pesselem.
Dariusz Bartoszewicz: Zbliża się wiosna - to widać i czuć. Co robić? Zdobył Pan doktorat z antropologii nieczystości. Jaka jest rada naukowca, żeby nie utonąć w psim g....?

dr Włodzmierz Karol Pessel, kulturoznawca: Rada jest prosta - trzeba patrzeć pod nogi! W swojej książce "Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy" chciałem zamieścić kilka zdjęć "okupionych" przez pieski dojść do miejskich urzędów. Zostały uznane za zbyt drastyczne i nie trafiły do druku. Uważam, że tylko w taki sposób można ludziom uświadomić w czym tkwią...

...może nie po uszy ale po kostki.

- I trzeba "to" podstawiać pod nos, by odpalić swoistą bombę zmysłów. Należy działać drastycznie.

Konkretnie co robić?

- Otwierać oczy i dawać dobry przykład - sprzątać po swoim psie! Nie nawrócimy wszystkich na nowy obyczaj i standardy zachodnioeuropejskie. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Płacz po oczkach i grzybku

W Warszawie żadna władza nie potrafiła rozwiązać problemu tzw. oczek WC. Zna pan przyczynę?

- Brak oczek nad Wisłą jest wieczny. Transformacja ustrojowa po 1989 r. wszystko postawiła na głowie, bo przerobiła miejskie szalety na lokale użytkowe, głównie bary orientalne. I to, co kiedyś służyło do wydalania, stało się miejscem do wchłaniania. Smacznego. Wyremontowane WC na Starym Mieście przy ul. Piekarskiej władze otwierały z taką pompą, jakby zbudowano w Warszawie drugą kolumnę Zygmunta.

Powód likwidacji szaletów miejskich?

- Zbyt wielu gospodarzy w różnych częściach miasta, rozmyta odpowiedzialność. Poza tym dla władzy zawsze kłopot, bo to są miejsca niedochodowe. Do oczka trzeba dopłacać.

Może chodzi też o opacznie pojmowany "brud" ze sfery obyczajowej? Przy okazji likwidacji tzw. grzybka na pl. Trzech Krzyży i zamiany tutejszego wychodka w Garden Bar "Le Chalet" wspomina pan o bojowniku o sprawy moralne, niejakim panu Łazowskim.

- Dowiedziałem się o nim z nieformalnej "Kroniki MPO". To był pracownik tej firmy, prawdziwy etosowiec pilnujący porządku nie zza biurka, bo tak się nie da, tylko w terenie. Oto cytat z kroniki: "Łazowski zaprzysiągł sobie, że będzie tępił zboczeńców-pederastów uprawiających swój proceder w pisuarach miejskich. Dochodząc do szaletu, najpierw obchodził wokoło pisuar i jeśli zauważył cztery nogi stojące tuż przy sobie, szybko wchodził do szaletu, każąc szaleciarzowi dać kubeł z wodą i oblewał zboczeńców. Jeśli oni ubliżali, (...) oddawał ich w ręce policji. Najgorszą plagą były pisuary na pl. Trzech Krzyży i pisuar w Al. Ujazdowskich, róg Agrykoli. Jan Łazowski zmarł w roku 1948 r. w Warszawie".

Nic dziwnego, że geje już w III RP po usunięciu grzybka z pl. Trzech Krzyży palili tam znicze.

- Dla tego środowiska to był prawdziwy cios. Zniknęła jedna z ich świątyń.

Sacrum i profanum

Problem kultury sanitarnej w Polsce to wciąż strefa tabu. W Szwecji książki o kupie i o tym, jak sobie z nią radzić, to część oczywistej edukacji dzieci. Dlaczego u nas jest inaczej?

- Mamy opory w rozmawianiu o tym wprost, bo kultura polska, jak wiadomo, jest duchowa. To duch musi być czysty, a ciało już niekoniecznie. Nie brakowało odniesień religijnych, że przecież Jezus Chrystus urodził się pośród śmierdzącego bydła w stajence, a został Zbawicielem.

Przytacza pan w książce przykład, jak delegacja stołecznego ratusza w latach 30. minionego wieku zwiedza Brukselę i kościół świętej Guduli. Prezydent Warszawy Stefan Starzyński zwraca uwagę na szalet "w samych murach kościelnych". I mówi: "A co ja miałem za awanturę od księdza Nowakowskiego za urządzenie szaletu w pobliżu kościoła Zbawiciela...".

- To pokazuje, że Starzyński maniakalnie kochał porządek. Takich fascynatów czystości i rozwiązywania "brudnych problemów" nam brakuje. Swoje projekty modernizacyjne potrafił realizować nawet mimo oporu kleru.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy