Zbiorowa tęsknota na Dworcu Gdańskim

Grzegorz Szymanik
07.03.2010 aktualizacja: 2010-03-07 19:33
A A A Drukuj
Warszawiacy, którzy przyszli na Dworzec Gdański, aby wziąć udział w projekcie Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
To była zbiorowa tęsknota za tymi, którzy musieli wyjechać: w rocznicę Marca '68 w hali Dworca Gdańskiego pozowało do zdjęcia prawie stu warszawiaków.
Właśnie z Dworca Gdańskiego w wyniku antysemickiej nagonki władz PRL-u odjeżdżały po Marcu '68 tysiący Żydów. - Dziś Polska jest "odżydzona", jak ktoś napisał na murze. A ja nad tym ubolewam - mówi artysta Rafał Betlejewski, pomysłodawca akcji.

Tęsknie za Tobą, Żydzie!

Kilka miesięcy temu malował na warszawskich murach hasło "Tęsknie za Tobą, Żydzie". Teraz przez rok chce jeździć po Polsce i fotografować tęskniących. Zrobił już zdjęcie w Poznaniu - na basenie w budynku byłej synagogi. Urządzili go tam w czasie wojny Niemcy dla żołnierzy Wehrmachtu. W sobotę zgromadził warszawiaków w hali Dworca Gdańskiego.Wokół pustego krzesła symbolizującego nieobecnych zebrało się kilkadziesiąt osób (- Ale powinno być 35 milionów - komentowano). Wszyscy twierdzili: tęsknimy! Za kim?

Studenci Staś, Terka, Szymon, Kristof: Za multikulturową Polską. Za bogactwem żydowskiej kultury. Za ich energią, mądrością.

Robert Sieracki z mamą Anną: Za tymi, bez których jest tu tak pusto. Za każdym z osobna.

Ewa: Byli częścią naszej społeczności. A w 1968 r. brutalnie ich z niej wyrzuciliśmy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś do mnie przyszedł i powiedział: "Nie chcemy cię tu, wyjeżdżaj".

Kuba: A tak się stało na przykład z publicystą Leszkiem Leo Kantorem, który mieszkał w Opolu, a ja też pochodzę z Opola. W 1968 r. wyrzucono go z pracy na uczelni i zmuszono do emigracji.

Ewa: Za wszystkimi bardzo tęsknię, chociaż ich nie znałam. I wierzę, że nam wybaczą.

Kuba: Mieszkamy razem z Ewą na Muranowie. Czy można nie pamiętać o polskich Żydach, żyjąc w takim miejscu?

Piotr Kadleik: Ja tęsknię za rodziną. Byłem wtedy dzieckiem, niewiele rozumiałem. Ale pamiętam pożegnalne przyjęcia. Chodziłem na nie z mamą. Wszyscy gdzieś wyjeżdżali, wszyscy się żegnali, a ja nie wiedziałem dlaczego.

Jan Homicki: Na ten dworzec odprowadziłem kolegę. Może przyjaciela? Nazywał się Bogdan Gryniewicz. Wychowywałem się z nim na Mokotowie, a potem razem pracowaliśmy w wołomińskiej hucie szkła. Szukałem go potem w Izraelu, ale ślad po nim zaginął. Może zmienił nazwisko? Nie wiem. Tu widziałem go po raz ostatni.

Przeczytaj także: Akcja "Tęsknię za tobą, Żydzie!"



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy