Ręki nie podają, prezentów nie ma. Skazany bez wyroku?
08.03.2010
aktualizacja: 2010-03-07 19:46
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Skazano mnie bez wyroku, jako jedyny nie dostałem nagrody - użala się szef ursynowskiego Ośrodka Opieki Społecznej Marek Pawlęga. Przekonuje, że padł ofiarą intrygi grupy wpływowych radnych i urzędniczek
ZOBACZ TAKŻE
- Kto poprowadzi Platformę w Warszawie i na Mazowszu (10-03-10, 10:00)
- Rób mi dobrze w Nowym Teatrze (08-03-10, 09:00)
- Rusza wielka prywatyzacja: SPEC idzie pod młotek (05-03-10, 11:00)
- PiS zwarty i gotowy przed Euro 2012. Będzie awantura? (05-03-10, 09:00)
- Radny z prezydentem jak komandos z bankowcem (04-03-10, 10:00)
- PiS: a na co te 600 tys. zł w konkursie na ESK? (04-03-10, 09:00)
Jest jedynym aktorem dramatu, w którym pozostałe role grają kobiety. To Maria Połońska - radna opozycyjnego klubu PiS w radzie Ursynowa, autorka listy zarzutów pod jego adresem oraz jego przełożone z PO - burmistrz Urszula Kierzkowska i jej zastępczyni ds. opieki społecznej Jolanta Dąbek, które swoją kostyczną postawą mają kłaść cień na jego karierze.
- Dyrektor Pawlęga przeprowadza zamówienia publiczne niezgodnie z prawem - podkreśla Maria Połońska. - Gdy przyjrzałam się jego poczynaniom w tej dziedzinie, osłupiałam.
Jej zdaniem dyrektora kompromituje zerwanie umowy na udzielanie tzw. usług opiekuńczych. Chodzi o pomoc dla seniorów, którzy nie są w stanie samodzielnie zrobić zakupów, obiadu, posprzątać w domu. Na Ursynowie z tej formy opieki korzysta ok. 300 osób. - Dyrektor zerwał umowę z firmą Agencja Służby Społecznej, która miała wieloletni kontrakt na świadczenie tych usług. Jednak po okresie jej wypowiedzenia dał jej poza przetargiem zlecenie z wolnej ręki na te same prace, ale za wyższą cenę. Złamał prawo, postąpił wbrew interesowi miasta - zauważa Maria Połońska.
Dyrektor Pawlęga: - Wypowiedziałem umowę, ale zrobiłem to wyłącznie z troski o osoby potrzebujące pomocy. Ceny pracy rosły i ta firma nie była w stanie realizować usług po stawkach wynegocjowanych w 2005 r. Ustalono je wtedy na poziomie 5,5-6,9 zł za godzinę pracy opiekuna. Gdzie indziej w Warszawie płacono co najmniej 10 zł. Miałem ryzykować, że do seniorów nie dotrze pomoc?
A dlaczego podpisał ponownie umowę z tą samą firmą i na dodatek z wolnej ręki? - Okazało się, że to monopolista na tym terenie. Firma jako jedyna stawała do przetargów. Umowa wygasła, a ja nie miałem ludzi. Dlatego dałem Agencji Służby Społecznej zamówienie z wolnej ręki, ale tylko na miesiąc. Potem ogłosiłem przetarg - broni się Pawlęga.
W październiku ub.r. wskutek pisma radnej Połońskiej zarząd Ursynowa odrzucił jego sprawozdanie za 2008 r. To jedyny taki przypadek w Warszawie. Nie da się go tłumaczyć podziałami politycznymi. W zarządzie Ursynowa dominuje Platforma, a dyrektor Pawlęga dostał stanowisko dzięki wstawiennictwu polityka PO i byłego burmistrza Ursynowa Tomasza Menciny.
- Zarząd Ursynowa nie przyjął mojego sprawozdania, ale nie powiedział, co mam poprawić. Jak ja teraz wyglądam w oczach kolegów? Nie wszyscy podają mi rękę. Nie dostałem rocznej nagrody [ok. 5 tys. zł] ani żadnego prezentu w dniu pracownika socjalnego - żali się Marek Pawlęga.
- Mieliśmy zastrzeżenia do dyrektora Pawlęgi. Dlatego nie przyznaliśmy mu nagrody - mówi wiceburmistrz Jolanta Dąbek.
Zaznacza, że analiza zlecona przez zarząd w pewnej mierze potwierdziła zarzuty radnej Połońskiej. - Ośrodek zlecił zamówienie z wolnej ręki, a nie powinien, bo cena usługi opiewała na 120 tys. zł. Takiej kwoty nie można wydawać poza przetargiem - wyjaśnia wiceburmistrz Dąbek. - W sprawach finansowych urzędnicy muszą kierować się dyscypliną.
O losie Marka Pawlęgi zdecyduje wynik trwającej właśnie kontroli ratusza w kierowanym przez niego ośrodku.
- Dyrektor Pawlęga przeprowadza zamówienia publiczne niezgodnie z prawem - podkreśla Maria Połońska. - Gdy przyjrzałam się jego poczynaniom w tej dziedzinie, osłupiałam.
Jej zdaniem dyrektora kompromituje zerwanie umowy na udzielanie tzw. usług opiekuńczych. Chodzi o pomoc dla seniorów, którzy nie są w stanie samodzielnie zrobić zakupów, obiadu, posprzątać w domu. Na Ursynowie z tej formy opieki korzysta ok. 300 osób. - Dyrektor zerwał umowę z firmą Agencja Służby Społecznej, która miała wieloletni kontrakt na świadczenie tych usług. Jednak po okresie jej wypowiedzenia dał jej poza przetargiem zlecenie z wolnej ręki na te same prace, ale za wyższą cenę. Złamał prawo, postąpił wbrew interesowi miasta - zauważa Maria Połońska.
Dyrektor Pawlęga: - Wypowiedziałem umowę, ale zrobiłem to wyłącznie z troski o osoby potrzebujące pomocy. Ceny pracy rosły i ta firma nie była w stanie realizować usług po stawkach wynegocjowanych w 2005 r. Ustalono je wtedy na poziomie 5,5-6,9 zł za godzinę pracy opiekuna. Gdzie indziej w Warszawie płacono co najmniej 10 zł. Miałem ryzykować, że do seniorów nie dotrze pomoc?
A dlaczego podpisał ponownie umowę z tą samą firmą i na dodatek z wolnej ręki? - Okazało się, że to monopolista na tym terenie. Firma jako jedyna stawała do przetargów. Umowa wygasła, a ja nie miałem ludzi. Dlatego dałem Agencji Służby Społecznej zamówienie z wolnej ręki, ale tylko na miesiąc. Potem ogłosiłem przetarg - broni się Pawlęga.
W październiku ub.r. wskutek pisma radnej Połońskiej zarząd Ursynowa odrzucił jego sprawozdanie za 2008 r. To jedyny taki przypadek w Warszawie. Nie da się go tłumaczyć podziałami politycznymi. W zarządzie Ursynowa dominuje Platforma, a dyrektor Pawlęga dostał stanowisko dzięki wstawiennictwu polityka PO i byłego burmistrza Ursynowa Tomasza Menciny.
- Zarząd Ursynowa nie przyjął mojego sprawozdania, ale nie powiedział, co mam poprawić. Jak ja teraz wyglądam w oczach kolegów? Nie wszyscy podają mi rękę. Nie dostałem rocznej nagrody [ok. 5 tys. zł] ani żadnego prezentu w dniu pracownika socjalnego - żali się Marek Pawlęga.
- Mieliśmy zastrzeżenia do dyrektora Pawlęgi. Dlatego nie przyznaliśmy mu nagrody - mówi wiceburmistrz Jolanta Dąbek.
Zaznacza, że analiza zlecona przez zarząd w pewnej mierze potwierdziła zarzuty radnej Połońskiej. - Ośrodek zlecił zamówienie z wolnej ręki, a nie powinien, bo cena usługi opiewała na 120 tys. zł. Takiej kwoty nie można wydawać poza przetargiem - wyjaśnia wiceburmistrz Dąbek. - W sprawach finansowych urzędnicy muszą kierować się dyscypliną.
O losie Marka Pawlęgi zdecyduje wynik trwającej właśnie kontroli ratusza w kierowanym przez niego ośrodku.
Przeczytaj także: Czym był "byt, który przejadał pieniądze"?
-
Ręki nie podają, prezentów nie ma. Skazany bez ...
masuma
08.03.10, 11:55
Prawo Zamówień Publicznych zezwala,aby ponownie zlecić kontynuację realizacji zadania bez przetargu,jeśli jego koszt nie przekracza 20% zamówienia głównego,więc o co chodzi?O politykę chyba»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Oryginalny biurowiec: przy Prostej wyrosła krzywa wieża
- Wielki festiwal w Warszawie. Znamy pierwsze gwiazdy
- Rewolucja w taksówkach: nie trzeba dzwonić do centrali
- Obciął penisa, chciał wyciąć serce
- Pilot zmarł za sterami samolotu z Warszawy do Pragi
- Poważny wypadek na wylotówce. Z auta wypadł silnik
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Środa w Warszawie [15.02.2012]
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Nowa polska tania linia. Zabierze pasażerów pociągom?
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?



