Ratusz chce odzyskać kino Wars. Za jaką cenę?

Iwona Szpala, Michał Wojtuczuk
08.03.2010 aktualizacja: 2010-03-07 21:01
A A A Drukuj
Dawne kino Fot. Piotr Bernao / AG
Ratusz chce odzyskać kino Wars, które sprzedała deweloperowi należąca do samorządu Mazowsza spółka Max-Film. Musi jednak oddać za nie jeden z atrakcyjniejszych gruntów
6 tys. m kw. dla właściciela Warsa ma być wycięte z przeszło 3 hektarów w okolicach ulic Marymonckiej i Żeromskiego. To tzw. serek bielański, jedna z bardziej atrakcyjnych nieruchomości należących do miasta. Bez roszczeń, co w przypadku terenów inwestycyjnych w Warszawie jest unikalne, z gotowym planem zagospodarowania przestrzennego i doskonale skomunikowana (stacja metra Słodowiec).

Bielany upatrzyła sobie spółka Juvenes, od 2008 r. właściciel dawnego kina Wars. W zamian proponuje 1,5 tys. m kw. na Nowym Mieście.

Stołeczni urzędnicy sami przyznają, że tego typu modeli biznesowych nie stosują. Regułą jest publiczny przetarg. Ale w tym przypadku, jak tłumaczy wiceprezydent Andrzej Jakubiak, postępowaniem ekipy PO kieruje troska o kondycję stołecznej kultury. - Mamy problem z teatrem Kwadrat, który musi wyprowadzić się ze swej siedziby. Wartością Warsa jest sala dla widowni - mówi. - Zależy nam też, by ożywić ponury Rynek Nowego Miasta, bo jaka tam dziś panuje atmosfera, każdy widzi.

Dlaczego miasto nie zdecydowało się odkupić Warsa bez wprowadzania do transakcji działki na Bielanach? - W budżecie nie ma na to pieniędzy - ucina Jakubiak.

Kino za 6 mln zł

By zrozumieć, w jaki sposób firma z branży deweloperskiej stała się właścicielem kina, trzeba cofnąć się o trzy lata. Wtedy samorządowa spółka Max-Film, która miała promować wysoką kulturę, zaczęła sprzedawać należące do niej działki z kinami. Szczyt transakcji to prezesura rekomendowanego przez PO Krzysztofa Andrackiego. Relax kupiła sieć delikatesów. Firma deweloperska Juvenes wzięła Skarpę i Warsa, by oba zburzyć i postawić tam apartamentowce.

Radna Lidia Rudzka z rady nadzorczej Max-Filmu narzekała, że Andracki przez trzy lata nie ujawniał istnienia umowy przedwstępnej, w której zobowiązał się sprzedać Juvenesowi Warsa. Rada nadzorcza oprotestowała cenę transakcji, która sięgnęła 4 mln zł. - Renegocjowałem tę umowę - mówił nam Lech Jaworski, następca Andrackiego i też już były prezes Max-Filmu. - Juvenes zapłacił za Warsa 6 mln zł.

Andracki twierdził, że wysoką kulturę obronił: w apartamentowcach miały powstać niewielkie sale kinowe, tyle że jego następcy utrącili plan.

Deweloper sam wybiera

Choć Juvenes kina już nie musiał budować, zaczęły się inne kłopoty. Inwestycję oprotestowali mieszkańcy, a w 2008 r. zaczęła się procedura wpisywania układu urbanistycznego Nowego Miasta do rejestru zabytków (sfinalizowano to jesienią 2009 r.). Mocno utrudniło to rozbiórkę kina Wars, a więc runął biznesowy plan spółki.

Juvenes ruszył do miejskich urzędników. Wiceprezydent Andrzej Jakubiak potwierdza, że to spółka zaproponowała zamianę działek. Sama też wybrała, co chce. - Nie będzie to zamiana sztuka do sztuki, a rozliczenie z dopłatą - podkreśla Jakubiak. - Nic nie jest jeszcze przesądzone. Na razie tylko pochylamy się nad propozycją Juvenesa.

Przygotowania do zamiany jednak trwają. Geodeta wykroił już działkę dla Juvenesa. Ratusz czeka na wyceny z Bielan i Nowego Miasta.

- To niecodzienne, by deweloper wybierał sobie działkę pod inwestycję - komentuje Dariusz Figura, radny PiS. - Nie znam drugiego takiego przypadku. Sprawa trafi na radę miasta, będziemy przeciwni. To prawda, że grunt wyceni biegły, ale o prawdziwej wartości rynkowej powiedziałby nam tylko przetarg.

Działka za duża dla jednego

Figura podkreśla, że transakcja jest sprzeczna "z filozofią planu zagospodarowania" dla tzw. serka bielańskiego. - Mam opinię dyrektora biura architektury, z października 2009 r. - mówi. I cytuje: "Właściwy efekt przestrzenny może dać jedynie kompleksowa, a nie po kawałku prowadzona realizacja". - Czyli rozumiem, że serek miał mieć jednego inwestora. Rozumiem też, że po ofercie Juvenesa ta zasada już urzędników PO nie obowiązuje - dodaje.

Figura przypomina, że weto wobec parcelacji już trzy lata temu postawiły władze Bielan.

Wiceprezydent Andrzej Jakubiak tłumaczy, że rekomendacje biura architektury nie są obowiązującym prawem. Potem przekonuje, że mniejsze działki można sprzedać o wiele korzystniej niż kilka hektarów.

To samo uważa Michał Skotnicki, prezes firmy BBI Development, z którą powiązany jest zainteresowany transakcją Juvenes: - Paradoksalnie cztery hektary są mniej warte niż osiem działek po 5 tys. m kw. To za duży teren, by zagospodarował go jeden inwestor, bo wymaga ogromnych nakładów.

Zapewnia, że jego firma liczy się z różnicą wartości obu gruntów. - Być może będziemy musieli dopłacić - mówi. - Czekamy na wycenę.

Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy