Awanturowali się w kolejce o fundusze unijne

Grzegorz Lisicki
09.03.2010 aktualizacja: 2010-03-08 22:20
A A A Drukuj
Na tle Europy doskonale wypada Polska. U nas w listopadzie sprzedaż detaliczna rosła najszybciej, przynajmniej licząc w skali roku. fot. AP
Przepychankami z ochroną skończyło się wczoraj przyjmowanie wniosków o fundusze unijne w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Chodzi o tzw. działanie 3.1 w ramach programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka", czyli dotacje na np. nową innowacyjną firmę. - Mogą to być centra transferu technologii i innowacji, akceleratory technologii, parki naukowo-technologiczne - wyjaśnia Monika Karwat, rzeczniczka PARP.

Do rozdania w tym roku jest

53 mln zł. W zeszłym zawarto

16 umów, w 2008 r. - 10. W tym roku program się kończy, rozdysponowane zostaną już wszystkie pieniądze. O dotacji decyduje kolejność "prawidłowo wypełnionych wniosków".

Pod siedzibą PARP przy ul. Pańskiej 81/83 chętni koczowali od tygodnia. Powstała lista kolejkowa. Wczoraj w dniu rozpoczęcia przyjmowania wniosków zrobiło się nerwowo.

- O godz. 7 rano w PARP nikt nic nie wiedział. Kazali szukać pani w białym berecie. Gdy pani w białym berecie znalazła się, pytała, czy na pewno nie jesteśmy z prasy. Dopiero później dostaliśmy numerek - irytuje się Dariusz Dziewięcki, który również składał wniosek w PARP. Opowiada, że w budynku są ochroniarze wynajęci przez człowieka,

który jako pierwszy zajął miejsce w kolejce i stworzył listę społeczną. - Koczowali tam przez tydzień. A wczoraj decydowali, kto może wejść do budynku. Co to za porządki, co to za lista, co to za ochroniarze? Gdzie równość szans? - denerwuje się pan Dariusz.

Denerwowali się też inni - poranek zakończył się awanturą między ochroniarzami a jednym z chętnych na dotację, którego wyprowadzono na zewnątrz. Ostatecznie wszyscy chętni - 36 osób - złożyli wnioski. Jednak szansę na nawet 10 mln zł dotacji będzie miało tylko kilku z nich.

To kolejny raz, gdy przyjmowanie wniosków o dotacje unijne kończy się awanturami. W październiku dziesiątki osób koczowało i tłoczyło się przed wejściem do Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw przy

ul. Smoczej po dotacje na firmy prowadzące działalność w internecie.

Porządku pilnowała nawet specjalnie zamówiona przez zarząd fundacji

policja.

Przeczytaj także: Policjanci pobili artystów? Komendant zlecił kontrolę



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy