Przetarg na 20 szybkich pociągów od początku przebiega z problemami. Najpierw spółka PKP Intercity miesiącami precyzowała ostateczne warunki
zamówienia. Teraz okazuje się, że aż o pół roku - na 8 września przesuwa termin otwarcia ofert. Według kolejarzy powodem jest duża liczba pytań składanych przez oferentów. - Jeszcze nigdy polska kolej nie prowadziła projektu takiej rangi. Musimy umożliwić wszystkim zakwalifikowanym wykonawcom złożenie ofert - twierdzi Włodzimierz Makówka, członek komisji przetargowej. Ten poślizg może też po raz kolejny pokrzyżować plany wejścia PKP Intercity na giełdę. Według wielu opinii szybkie podpisanie umowy ze zwycięzcą miało wzmocnić pozycję spółki.
Innym problemem jest finansowanie tych pociągów, które mają kosztować ok. 400 mln euro. Połowę kwoty ma trafić na ten cel z puli unijnej, ale tylko pod warunkiem znalezienia reszty. PKP Intercity rozmawia o tym m.in. Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Według rzecznika Pawła Neya, realnym terminem dostawy pierwszych szybkich pociągów, przypominających TGV lub Pendolino jest 2013 rok.
Spółka chce skierować składy na trasę z Trójmiasta przez Warszawę do Krakowa i Katowic. Ten odcinek mają pokonywać w pięć godzin. Na razie jednak ślimaczy się remont torów ze stolicy do Gdańska. Koniec prac spodziewany jest na rok 2015. W stosunkowo niezłym stanie jest zaś Centralna Magistrala Kolejowa między
Warszawą i Katowicami oraz Krakowem. Jest szansa, że na jej sporym odcinku w ciągu dwóch, trzech lat uda się dostosować tę linię tak, by można było na niej zwiększyć prędkość pociągów ze 160 na 200 km na godz.
Przeczytaj także: Podwyżka cen biletów i nowy rozkład pociągów