Marek Kamiński: To moja ostatnia wyprawa

Dominika Olszewska
13.03.2010 aktualizacja: 2010-03-13 19:00
A A A Drukuj
Marek Kamiński podczas zimowego spływu Wisłą materiały organizatorów
  • Marek Kamiński pokonuje warszawski odcinek Wisły
  • Marek Kamiński na plaży z Przemkiem Paskiem z Fundacji 'Ja Wisła'
  • Marek Kamiński podczas zimowego spływu Wisłą
  • marszałek Sejmu Bronisław Komorowski Marek Kamiński
- Byłem w wielu miejscach na końcu świata. Mimo to dla mnie Wisła jest prawdziwym cudem - stwierdził podróżnik Marek Kamiński, który w sobotę przypłynął do Warszawy
SERWISY
Słynny polarnik tydzień temu wyruszył w Ekspedycję Wisła. W ciągu dwóch tygodni chce przepłynąć kajakiem od źródeł do ujścia Wisły. Trasa to 959 km. Do sobotniego poranka pokonał już 511 km.

W sobotni poranek na plaży przy pomniku Sapera, nieopodal wejścia do Portu Czernikowskiego, czekał na niego tłum warszawiaków i dziennikarzy. Pojawił się tam również marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, który przed laty był prezesem Ligi Morskiej i Rzecznej.



Na piasku społecznicy z Fundacji Ja Wisła rozstawili leżaki, a obok rozpalili ognisko. W końcu kilka minut po godz. 10 na horyzoncie pojawił się czerwony kajak, a w nim Marek Kamiński. Szybko podpłynął do plaży.

- Marku, witamy cię na warszawskiej ziemi - powiedział Przemysław Pasek, szef Fundacji Ja Wisła i wręczył polarnikowi chleb i torebkę soli.

- Płynięcie Wisłą to wspaniała przygoda. Ale to chyba już moja ostatnia wyprawa. Teraz chcę poświęcić się wychowaniu dzieci - wyznał polarnik.

Nagle przez tłum dziennikarzy zaczął przebijać się Bronisław Komorowski, który także chciał się przywitać z podróżnikiem.

- Wiele razy płynąłem Wisłą, ale nigdy w tak ekstremalnych warunkach. To wielki wyczyn - stwierdził marszałek Sejmu.

Potem słynny polarnik otrzymał legitymację członka Ligi Morskiej i Rzecznej oraz tytuł honorowego retmana Wiślanego.

- Dziś Polska jest odwrócona od tej rzeki. Nie wykorzystujemy w pełni jej możliwości. Bardzo chciałbym aby to się zmieniło. Mam nadzieję, że moja wyprawa zwróci uwagę na tę piękną rzekę - tłumaczył Marek Kamiński.

Dzień podróżnika podczas tej ekspedycji zwykle wygląda tak: wstaje tuż po czwartej rano. Przygotowuje śniadanie: pije wodę z Wisły, którą sam filtruje. Żywi się głównie złowionymi wcześniej rybami. Pakuje namiot, śpiwór i jedzenie do kajaku. Wyrusza dwie godziny później. I potem płynie bez przerwy aż do wieczora. Gdy już przycumuje do brzegu, rozkłada namiot, przygotowuje kolację i idzie spać. Dziennie, przy dobrej pogodzie, jest w stanie pokonać nawet 90 km.

Marek Kamiński po godzinie spędzonej na warszawskim brzegu Wisły wziął kubek z herbatą i usiadł na chwilę leżaku. W końcu stwierdził: - No nic, na mnie już czas.

Po czym wszedł do kajaka, pomachał wszystkim i odpłynął.

Więcej o ekspedycji na stronie: www.marekkaminski.com

Przeczytaj także: Trzeba uratować ten dworzec, to zabytek klasy zerowej



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy