Chciał przemycić do Polski pięć drapieżnych kotów

Jakub Chełmiński
13.03.2010 aktualizacja: 2010-03-13 20:07
A A A Drukuj
Serwal na zdjęciu, Michaela Nicholsa (National Geographic) nagrodzonym w kategorii Fot. MICHAEL NICHOLS AP
Cztery afrykańskie serwale i jednego karakala próbował przemycić do Polski obywatel Łotwy. Mężczyzna twierdził, że to zwykłe koty domowe. To prawdopodobnie pierwsza taka próba przemytu w historii lotniska Okęcie.
SERWISY
Nietypowa przesyłka dotarła na Okęcie po dwóch dniach lotu z USA w nocy z piątku na sobotę. W klatkach było pięć żywych kotów. Po ich odbiór zgłosił się obywatel Łotwy. - Miał niekompletne dokumenty. Twierdził, że to zwykłe koty domowe, więc nie jest potrzebne pozwolenie CITES na transport zwierząt zagrożonych wyginięciem - mówi Piotr Tałałaj, rzecznik warszawskiej izby celnej. Celnik prowadzący odprawę rozpoznał jednak, że cętkowane koty, to nie zwykłe dachowce. - Wcześniej trafiały nam się futra tych zwierząt, raz wypchany okaz. Ale nigdy żywe - mówi Tałałaj.

Serwale to afrykańskie drapieżniki mierzące do 60 cm i ważące do 18 kg. Mają charakterystyczne duże uszy. Podobnej wielkości jest karakal (nazywany też rysiem stepowym), który oprócz Afryki występuje także w Azji. Oba gatunki są zagrożone wyginięciem.

Łotysz, który chciał odebrać koty, odpowie za próbę przemytu. Zwierzęta przetransportowano do warszawskiego zoo, gdzie jeszcze w nocy na nogi postawiono opiekunów drapieżników. - Nie wiemy jeszcze jak karakal, ale serwale są oswojone. Jedna samica od razu zaczęła się łasić - mówi Maria Krakowiak, szefowa działu zwierząt drapieżnych.

Serwale to młode osobniki. Urodziły się w październiku 2009 roku w amerykańskiej hodowli. - Prawdopodobnie były hodowane na zwierzęta domowe, dlatego od razu przyzwyczajano je do człowieka - mówi Krakowiak. Na razie w zoo nie będzie można ich oglądać, ponieważ muszą przejść trwająca przynajmniej miesiąc kwarantannę. Zwierzęta są zaszczepione jedynie na wściekliznę, tymczasem wszystkie kotowate w zoo muszą mieć także dodatkową szczepionkę na cztery najgroźniejsze kocie choroby.

O dalszym losie zwierząt zadecyduje sąd, który prawdopodobnie orzeknie, że zostaną w ogrodzie. - Wtedy zastanowimy się czy je eksponować, ale jeśli tak, to w którym pawilonie - mówi Krakowiak. Warszawski ogród miał jednego samca serwala, ale przed rokiem oddał go do zoo w Kłajpedzie. Karakala nie było w Warszawie od przynajmniej 30 lat.

Pozostaje pytanie po co Łotysz próbował przemycić koty do Polski. W rozmowie z celnikami przyznał, że od lat prowadzi hodowlę dzikich kotów na Łotwie. Prawdopodobnie liczył, że w Warszawie łatwiej będzie ominąć przepisy.

Piotr Tałałaj przyznaje, że najwięcej przypadków przemytu żywych zwierząt egzotycznych celnicy wykrywali w latach 1998-2002. Próbowano wwozić do Polski m.in. żółwie w walizkach, papugi w kartonach po koniaku, a nawet małpę. Nigdy jednak koty drapieżne. - Od kilku lat prób przemytu było zdecydowanie mniej. Oby to nie był zwiastun nowej mody na trzymanie w domach drapieżnych kotów - mówi rzecznik. Zdobycie pozwoleń na hodowlę dzikich kotów w Polsce jest bardzo trudne, ale możliwe. Sprowadzonego z USA serwala hoduje w domu piosenkarz Waldemar Kocoń.

Przeczytaj także: Te koty będą bardzo groźne. Zobacz zdjęcia jaguarów



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy