"Wolę knajpy od banków. Tu rodzą się idee"

Maciej Nowak, recenzent kulinarny "Gazety"
15.03.2010 aktualizacja: 2010-03-14 22:17
A A A Drukuj
Kawiarnia Fot. Albert Zawada / AG
  • Maciej Nowak
W knajpach rodzą się idee, tworzą wspólnoty, wykluwają nowe style życia. Miasto powinno o knajpy dbać. A nie strzelać sobie w stopę, windując szokowe czynsze - przeczytaj komentarz Macieja Nowaka, recenzenta kulinarnego "Gazety"

Przeczytaj także: Podnoszą czynsz "Między Nami". Klienci bronią lokalu



Trzy tygodnie temu w Londynie otwarta została filia warszawskiej restauracji U kucharzy. I z miejsca zawojowała serca londyńczyków. W Warszawie od 16 lat prężnie działa kawiarnia Między Nami. Nie może jednak liczyć na życzliwość i zrozumienie. Dzielnica właśnie podniosła jej czynsz o 300 proc.

Między Nami przy ul. Brackiej powstało w pierwszej połowie lat 90. i było pierwszym lokalem z gatunku łączącego funkcje tradycyjnej kawiarni z klubem twórczym. Można tutaj dobrze zjeść, ale też posurfować po internecie, obejrzeć wystawę lub posłuchać koncertu. Przed kilkanaście lat przez Między Nami przewinęli się wszyscy ludzie warszawskich mediów, środowiska reklamowego i artystycznego. Jeżeli władze Śródmieścia podtrzymają decyzję o szokowej podwyżce czynszów, dotychczasowi bywalcy Między Nami będą musieli znaleźć sobie nową miejscówkę.

Dzisiaj padło na Między Nami, ale już kilka lat temu zwinąć się musiało Le Madame. Gdzieś po drodze zdechła ulica Marszałkowska i Chmielna, plac Wilsona poległ pod naporem banków, a Krakowskie Przedmieście przekształciło w pięknie odnowiony architektoniczny skansen. Z warszawskiego centrum, jak z przebitego balonika ucieka życie. Boję się, że za kilka lat obudzimy się w mieście bezbarwnym i nieciekawym. Mieście biurowców, centrów handlowych i majestatycznych estakad. Mieście, po którym nie będzie się chciało spacerować ani spędzać w nim czasu.

Aby tak się nie stało, konieczna jest troska o wszystkich uczestników miejskiego performance'u: małe lokale gastronomiczne, rzemieślników, zakłady usługowe, sprzedawców kwiatów, galerie sztuki, spacerowiczów, rowerzystów i taksówkarzy. Jeżeli ich obecność w mieście poddamy wyłącznie grze rynkowej, to bądźmy pewni, że poniosą klęskę w konfrontacji z bogatymi bankami i supermarketami, właścicielami wypasionych limuzyn i sieciowych lokali. A przecież bez ich obecności w warszawskim pejzażu nasze miasto straci tożsamość.

Trzeba sformułować i wprowadzić w życie życzliwą i opiekuńczą politykę wobec małego biznesu. Znamy takie rozwiązania z innych miast Europy, gdzie wydzielane są strefy przeznaczone na gastronomię czy galerie. W takich miejscach drobni przedsiębiorcy liczyć mogą na zniżkę w opłatach komunalnych, gdzieniegdzie wręcz subwencje pozwalające przetrwać działającemu od wielu pokoleń zakładowi czapniczemu czy niewielkiej rodzinnej kawiarni. U nas dzieje się odwrotnie - upadek lokalu o długiej tradycji nie należy do wyjątków. Ledwie kilka miesięcy temu zniknęły bar mleczny Uniwersytecki, barki kawowe Bajka, Lajkonik, Ali Baba, Poziomka czy - nieco wcześniej - legendarna, działająca od okresu międzywojennego Karczma Warszawska.

Gastronomia stanowi istotny czynnik miastotwórczy. W knajpach rodzą się idee, tworzą wspólnoty, wykluwają nowe style życia. Europejskie miasta w swej promocji coraz częściej obwołują się gastronomicznymi stolicami państw czy regionów. Oczywiście, w kontekście całego kontynentu z Lyonem nie wygramy, ale już poczuć się kulinarnym pępkiem Europy Środkowej moglibyśmy bez problemu. Warszawskie restauracje oferują menu różnorodne, kreatywne i stylowe, oparły się też powszechnej w Europie ofensywie wielkich sieci. Oparciem dla nich jest dobra, naturalna żywność, produkowana przez polskich rolników, a jedzenie na mieście powoli staje się jedną z ulubionych rozrywek warszawiaków. W tym zakresie pozytywnie odróżniamy się od stolic naszych południowych i wschodnich sąsiadów. Jednak gastronomiczną stolicą tej części Europy nie zostaniemy, jeżeli sami strzelać będziemy sobie w stopę i niszczyć lokale legendarne i ulubione przez publiczność.

Przeczytaj także: "Między nami" to nie tylko knajpa. To zjawisko



Podziel się

  • "Wolę knajpy od banków. Tu rodzą się idee" iniesta 15.03.10, 10:34

    To szokujące jak bardzo władze Warszawy nienawidzą Warszawiaków. Arbitralnie izupełnie nierealistycznie ustalane podatki gruntowe, widoczna gołym okiemkorupcja przy przetargach na lokale »

  • "Wolę knajpy od banków. Tu rodzą się idee" zbizar 16.03.10, 20:16

    tak to prawda ... wyludnia sie ulice place miasto po 5 -tej godzinie stanie sie puste . Chya tego ratusz nie chce ! ale o czym tu mowic jescli tysli sie o kasie a nie o miescie ! Tak »

Najnowsze wiadomości z Warszawy