Jedno osiedle, dwie spółdzielnie, komu płacić?

Małgorzata Zubik
15.03.2010 aktualizacja: 2010-03-14 22:29
A A A Drukuj
Jeden z budynków przy Bonifraterskiej
w władaniu dwóch spóldzielni Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Dwie spółdzielnie naraz domagają się pieniędzy od mieszkańców kilku budynków w Śródmieściu. Ludzie są skołowani, a do tego SPEC grozi odcięciem ciepła.
SERWISY
- Mrożek nie wymyśliłby takiej sytuacji - ocenia Igor Magiera z rady nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej "Nowa Epoka". - Mamy budynki i umowy na dostawę mediów, ale część ludzi zamiast płacić nam, płaci drugiej spółdzielni, która nie ma nic, oprócz członków.

Nie ma jasnej linii podziału: część mieszkańców jednego budynku płaci jednej, część drugiej spółdzielni. W trudnej sytuacji znalazło się ok. 180 rodzin.

Nowa Epoka powstała w latach 60. Zbudowała mieszkania przy ul. Świętojerskiej i Bonifraterskiej. Potem przy Franciszkańskiej. Wybuchł konflikt: lokatorzy ciasnych mieszkań z ciemną kuchnia zazdrościli tym, którzy dostali przydział w nowym budynku.

W efekcie w 1998 r. doszło do podziału i utworzenia nowej spółdzielni - Nowe Miasto. Ta nowa przejęła cztery budynki, a starej dostał się jeden. Sprawa trafiła do sądu. Ostatecznie w 2004 r. zapadł prawomocny wyrok, w którym sąd uchylił uchwałę o podziale. SM Nowe Miasto straciła rację bytu, ale nie ustąpiła. - Władze spółdzielni przekonywały mieszkańców, że SM Nowe Miasto nadal istnieje, a przestała istnieć tylko uchwała - mówi prezes Nowej Epoki. Prosi o anonimowość.

"Stara" spółdzielnia przez kilka lat porządkowała sprawy. - Biuro odzyskaliśmy z komornikiem w asyście policji, ale było puste, bez dokumentacji - słyszymy. - Musieliśmy ją odtwarzać.

Nowa Epoka wróciła do ksiąg wieczystych. Zaczęła odzyskiwać umowy z miejskimi wodociągami, na dostawę prądu i ciepła. Musiała udowodnić, że to ona jest na powrót właścicielem budynków. Od roku Nowe Miasto nie ponosi już pełnych kosztów funkcjonowania osiedla. - Ciągle jednak upomina się o opłaty, właśnie pojawiły się kartki w domach, że jak im będziemy płacić, to nie przestaniemy żyć w strachu o ciepło - mówi pani Wanda. - I część ludzi płaci z obawy przed prezesem albo z przyzwyczajenia. Niektórzy w ogóle nie płacą, korzystając z zamętu. Z tego powodu Nowa Epoka ma kłopoty z opłatami za ciepło, wodę.

Pani Kasia jest w trakcie kupowania mieszkania. Podpisała umowę wstępną, wydała już trochę pieniędzy i jest bezradna. - Jest wielkie zamieszanie, wpadłam w konflikt między dwoma spółdzielniami, zaświadczenie potrzebne do aktu notarialnego wydała mi ta, która nie powinna istnieć. Notariusz powiedział, że umowy nie podpisze - opowiada.

Wybuchła nawet wojna o kosze na śmieci. Każda spółdzielnia ma swoją firmę, a ta własne kontenery. Jerzy Kłys, prezes SM Nowe Miasto, tłumaczy: - Prawda sądowa nie ma nic wspólnego z prawdą obiektywną. Nasza spółdzielnia włada budynkami. Tamten zarząd po prostu uważa, że jest ich właścicielem, ale nie zostały one przekazane do Nowej Epoki protokołem.

A jak jest ze zbieraniem pieniędzy? Prezes mówi, że Nowemu Miastu płaci mniej więcej połowa mieszkańców. Za wszystko: podatki, energię w częściach wspólnych, wodę, ciepło. Co się więc dzieje z pieniędzmi? - My płacimy podatek od nieruchomości, za śmiecie i za prąd, ponosimy koszty remontów, eksploatacji - przekonuje prezes Kłys. - A pieniądze za wodę, ciepło i użytkowanie wieczyste księgujemy inaczej, do rozliczeń ze spółdzielnią Nowa Epoka.

Teraz, gdy SPEC grozi odcięciem ciepła Nowej Epoce, prezes Nowego Miasta zapewnia, że podesłało ciepłowni trochę pieniędzy, by ratować sytuację.

Czy na spór nie ma siły? - W takiej sytuacji majątek powinna przejąć spółdzielnia macierzysta, a ta druga powinna być skreślona z rejestru albo postawiona w stan likwidacji - mówi dr Ryszard Jajszczyk ze Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP. - Prosta logika wskazuje na to, że macierzysta spółdzielnia ma osobowość prawną i do niej należy cała obsługa nieruchomości. Jednak na te sytuacje nie ma rady. Podział spółdzielni przypomina podział majątku przy rozwodzie, jednak polega na tym, że wygrywa ten, kto jest sprytniejszy. I nie ma instrumentów prawnych, które przywołałyby członków spółdzielni do porządku. Zarząd macierzystej spółdzielni powinien tak działać, by ludzie uznali stan prawny.

Na razie to się nie udaje. - Mamy 218 członków. Zgodnie z ustawą to członkowie decydują o likwidacji spółdzielni. Nie ma na nią zgody, nasi członkowie chcą połączenia i myślę, że dojdzie do porozumienia - mówi prezes Kłys.

- To tak, jakby ktoś komuś zajął np. mieszkanie i zażądał - ożeń się ze mną, a odzyskasz to, co zająłem - kwituje Igor Magiera.

PS Imiona mieszkanek zostały zmienione

Zobacz: Rotunda do zburzenia. Co powstanie w jej miejscu?



Śródmieście

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy