Warszawski ratusz na wojnie z kobietami

Dominika Olszewska, Jan Fusiecki
16.03.2010 aktualizacja: 2010-03-16 10:19
A A A Drukuj
Władze Warszawy likwidują jedną z najstarszych warszawskich instytucji, która pomaga kobietom w trudnej sytuacji życiowej. - W kasie miasta nie ma pieniędzy, nasz priorytet to pomoc dla seniorów i niepełnosprawnych - twierdzą urzędnicy.
Warszawskie Centrum Kobiet przy ul. Nałkowskiej na Bielanach to jedna z najbardziej znanych warszawskich marek na rynku pomocy społecznej. Powstało w 1991 r. z inicjatywy "Solidarności" Huty Warszawa, ówczesnej gminy Żoliborz i Federacji Kobiet Socjaldemokracji Szwedzkiej, która przekazała na rozruch centrum 100 tys. zł. Rocznie z jego pomocy korzysta 4,5 tys. kobiet, głównie w średnim wieku i samotne matki. Centrum pomaga im wrócić do pracy. Oferuje przede wszystkim bezpłatne porady i kursy przygotowania zawodowego dla bezrobotnych.

- Gdy po upływie urlopu wychowawczego nie mogłam znaleźć pracy, bielańskie centrum bardzo mi pomogło. Pracujące tam panie namówiły mnie na zmianę zawodu, poleciły tani kurs księgowości. Po nim szybko znalazłam zajęcie - mówi czytelniczka, która zadzwoniła do naszej redakcji.

Gdy jej przyjaciółka znalazła się z tarapatach, ta poleciła jej centrum. Okazało się jednak, że jest właśnie w stanie likwidacji. Zawiesiło porady prawne i działającą tu agencję pośrednictwa pracy.

- Siedzimy na walizkach - przyznaje Anna Damentko, dyrektorka centrum. Oficjalna przyczyna to zmiana ustawy o finansach publicznych, która nakazuje likwidację zakładów budżetowych. A takim jest bielańskie centrum.

- Miasto niewiele do nas dopłaca, np. w zeszłym roku dostaliśmy 250 tys. zł. dotacji. Więcej udało się nam pozyskać z funduszy unijnych. Pracuje tu sześć osób na pensjach niższych niż te, które obowiązują w ratuszu - mówi Anna Damentko. I z dumą pokazuje salę wyposażoną w 15 nowoczesnych komputerów. Tu odbywają się kursy dla bezrobotnych. Za sprzęt zapłaciła Bruksela.

- Naszą wartością są doświadczone pracownice: psycholog, prawnik, specjalistka od kreatywności. Kobieta w trudnej sytuacji jest często w depresji: u nas dostaje kompleksową pomoc - mówi dyrektor Damentko. Przyznaje, że z władzami miasta nie zawsze współpracowało się jej dobrze. Pamięta Antoniego Guta, byłego radnego LPR i członka zarządu Bielan. - Podejrzewał, że nasz ośrodek to miejsce knowań feministek. O mały włos byśmy przez niego nie padli, ale pomogli nam urzędnicy z rekomendacji Unii Wolności - wspomina.

Jej zdaniem zmiana ustawy o finansach publicznych to tylko pretekst. WCK można było tak jak żłobki czy ośrodki sportu i rekreacji przekształcić w jednostki budżetowe. Na to jednak nie ma zgody.

- Bo wtedy musielibyśmy przeznaczyć na centrum aż 600 tys. zł. Mamy kryzys, radni na takie rozwiązanie nie pójdą. Bezrobotne kobiety szkolą też urzędy pracy, bezpłatne porady można dostać w ośrodkach pomocy społecznej - utrzymuje Bogdan Jaskołd, szef biura polityki społecznej z ramienia SLD.

Okazuje się jednak, że radni nie mają nic przeciw działalności WCK. - Jestem w szoku. Przyzwoitość nakazuje urzędnikom, by chociaż nas zawiadomili o pomyśle likwidacji takiego miejsca - komentuje Andrzej Golimont z SLD, szef komisji polityki społecznej.

Delegowany przez lewicę wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński zaklina się, że pomaganie kobietom to taki sam priorytet ratusza jak wspieranie seniorów czy niepełnosprawnych. Jest zwolennikiem wprowadzenia parytetów. Na WCK patrzy z punktu widzenia przepisów prawa. - Zaproponowałem pracującym tam paniom etaty w urzędzie, nie zostawiłem ich na lodzie - mówi.

- Ale pracownice WCK zajmowały się bezpośrednią pomocą i nie chcą być urzędniczkami - odpowiadamy.

- To niech założą fundację i starają się o miejskie dotacje w konkursach - stwierdził wiceprezydent Paszyński.

Suchej nitki na decyzji miasta nie zostawiają jednak działaczki organizacji kobiecych. - Takie miejsca, które mają ofertę tylko dla kobiet, są na wagę złota - oburza się działaczka jednej z nich. Kobietom jest bardzo trudno wrócić na rynek pracy. A te, które po latach przerwy chcą to zrobić, często wstydzą się pójść do ośrodków pomocy społecznej czy urzędu pracy. Miasto powinno na takie centrum chuchać i dmuchać, a nie likwidować.

Przeczytaj także: Idziesz do lekarza? Masz siedzieć i czekać



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy