Muzeum Narodowe walczy do końca o Królikarnię

Iwona Szpala
23.03.2010 aktualizacja: 2010-03-22 21:06
A A A Drukuj
Królikarnia. W pałacyku mieści się Muzeum im. Xawerego Dunikowskiego Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Muzeum Narodowe postanowiło walczyć do końca o Królikarnię z jej przedwojennymi właścicielami, rodziną Krasińskich. - Złożymy skargę kasacyjną, to nasz obowiązek wobec społeczeństwa - mówi Piotr Piotrowski, dyrektor Muzeum.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Spór o dawną rezydencję Krasińskich odebraną rodzinie w latach 50. dekretem Bieruta wszedł w trzeci rok. Jednak skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego, na którą wczoraj zdecydowali się szefowie Muzeum Narodowego, kończy sądowe zmagania o majątek.

Wcześniej bez powodzenia próbowali oprotestować decyzję ministra infrastruktury, który unieważniając dekretową decyzję, otworzył Krasińskim drogę do zwrotu nieruchomości.

Gdy sąd administracyjny w zeszłym tygodniu odrzucił skargę muzealników, rozważali, czy wikłać się dalej. W poniedziałek po południu zapadła strategiczna decyzja.

- Idziemy w stronę kasacji - oświadczył dyrektor Piotrowski. - Dlaczego? Bo korzystam do końca z możliwości, które daje prawo. Inaczej mógłbym zostać oskarżony przez społeczeństwo o zaniechanie - uważa.

Dalej podkreśla, że Królikarnia to część Muzeum Narodowego (od lat 60. działa tak Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego). - Władze publiczne zainwestowały tam ogromną forsę. Działam w interesie publicznym i czuję się za Królikarnię odpowiedzialny przed społeczeństwem, a nie państwem Krasińskimi. Nie mam nic przeciwko tej rodzinie, nie rozsądzam tu krzywd. To nie mój job - rzuca.

Ewentualna przegrana oznacza innego właściciela, ale nie przesądza o losach rezydencji. Jak twierdził Igor Magiera, adwokat Krasińskich, jego klienci nie zamierzają zamykać parku przed publicznością. Tak zresztą działo się też przed wojną.

Przed ostatecznym rozstrzygnięciem komplikują się jednak losy pałacyku, bo plany dyrektora i zamysły spadkobierców wzajemnie się wykluczają.

Piotrowski twardo zapowiada remont, z którym nie zamierza czekać sądowego finału, bo chce, by rezydencja jak najszybciej stała się centrum rzeźby i wzornictwa. Tymczasem Jan Krasiński, spadkobierca majątku, chce przy Puławskiej zamieszkać. Jak tłumaczył nam mec. Magiera, jego klient jest "człowiekiem bezdomnym, schorowanym i starszym".

- Właśnie ze względu na stan zdrowia pana Jana Krasińskiego będę prosił wojewódzki sąd administracyjny o przyspieszenie terminu rozprawy kasacyjnej - mówił mecenas.

Dodał, że zanim muzeum zdecydowało się na drogę sądowej "konfrontacji", możliwe były "różne scenariusze" wobec Królikarni.

- Zapewniam, że od sierpnia, kiedy tu jestem dyrektorem, nie było żadnego sygnału od adwokatów państwa Krasińskich, żadnej ugody - mówi dyrektor.

Pytamy, czy ze spadkobiercami próbował rozmawiać ktoś z Muzeum Narodowego. Dyrektor zaprzecza, a po chwili wyjaśnia taktykę: - Zawsze to silniejszy dyktuje warunki, a takimi są Krasińscy, szczególnie po wyroku sądu administracyjnego. Nie zamykam drzwi gabinetu. Rozmowa jeszcze nikomu nie zaszkodziła - podsumowuje.

Przeczytaj także: Królikarnia wróci do rodziny Krasińskich?



Mokotów

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy