Najnowocześniejsze laboratorium w Polsce powstanie przy Nowogrodzkiej

Wojciech Grejciun
25.03.2010 aktualizacja: 2010-03-25 20:16
A A A Drukuj
Minister Kopacz i wojewoda Kozłowski za hermetycznymi drzwiami laboratorium fot. ROBERT KOWALEWSKI / AG
W stolicy powstało miejsce, w którym można zbadać i zniszczyć najgroźniejsze wirusy i bakterie: ptasiej grypy, żółtej febry, czy wąglika
SERWISY
Najnowocześniejsze laboratorium w Polsce, trzeciego stopnia bezpieczeństwa, ruszyło w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy ul. Nowogrodzkiej. - Jest to powód do dumy i wielkie święto dla polskiej diagnostyki epidemiologicznej - przekonywała minister Ewa Kopacz, która je wczoraj uroczyście otwierała.

Dotychczas jedyne w Polsce, podobne specjalistyczne laboratorium, funkcjonowało w wojskowym Instytucie Higieny w Puławach. To tam przewożono i badano najgroźniejsze wirusy i bakterie, np. ptasiej grypy. Teraz próbki z podejrzanymi wirusami, bakteriami z całej Polski będą przywożone także do stolicy.

Ze względów bezpieczeństwa laboratorium jest ściśle chronione. Normalnie wejść tam może tylko garstka epidemiologów. Wczoraj drzwi - podobne do tych, które znajdują się w elektrowniach atomowych - otworzono na jeden dzień dziennikarzom.

Wchodzimy więc do pierwszego pomieszczenia. To pokój monitoringu - kluczowy dla bezpieczeństwa. - Na ekranach widać aktualny obraz ze wszystkich pomieszczeń. Jest on stale nagrywany. Komputer rejestruje także informacje o tym, kto gdzie wszedł i co tam robił - opowiada Rafał Osowski, pracownik stołecznego sanepidu.

Od miejsca, gdzie badane są próbki z groźnymi wirusami, dzieli nas gąszcz korytarzy. Po drodze pracownik sanepidu wielokrotnie otwiera stalowe hermetyczne drzwi. Ubrania trzeba pozostawić także w hermetycznych szafkach. Potem obowiązkowy prysznic dezynfekcyjny i jesteśmy. W pomieszczeniu nazywanym serem laboratorium najważniejsza jest przeszklona szafka. W jednej ze ścian ma otwór na gumowe rękawice. To za ich pomocą laborant manipuluje groźnymi substancjami. Po zakończeniu badania próbki niszczone są w autoklawie, hermetycznie zamykanym zbiorniku, w którym panuje destrukcyjne dla wirusa podciśnienie. Epidemiolog niszczy także ubrania, w których pracował.

W razie alarmu z powodu skażenia drzwi laboratorium są automatycznie blokowane. - Uruchamiają się prysznice bezpieczeństwa. Z sufitu leci środek dezynfekcyjny - opowiada Jolanta Krszyna z sanepidu.

Inwestycja kosztowała 8 mln zł. Kwotę w całości wyłożyło Ministerstwo Zdrowia. Epidemiolodzy nie kryją, że laboratorium, choć może przebadać dziennie 100 probówek, nie będzie używane zbyt często. - Na całym świecie rośnie zagrożenie bioterrorystyczne. Chcemy być do tego przygotowani. A taka gotowość musi kosztować. Mamy przecież wojsko, a nie ma wojny - zaznacza Andrzej Wojtyła, główny inspektor sanitarny.

W Polsce nadal nie ma laboratorium spełniającego kryteria najwyższego stopnia bezpieczeństwa, czyli czwartego. Tylko w nim bada się ebolę i inne wirusy wywołujące gorączkę krwotoczną. W razie konieczności badania wykonywane są za granicą - w Niemczech lub Czechach. Są jednak plany, aby takie laboratorium powstało w Puławach.

Przeczytaj także: Rak języka niewykryty. Badanie trwało sekundy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy