Historyk literatury za wszelką cenę oryginalny
26.03.2010
aktualizacja: 2010-03-26 01:04
Pozytywista i historyk literatury Julian Adolf Święcicki za wszelką cenę starał się być oryginalny. Efekt był odwrotny od zamierzonego
ZOBACZ TAKŻE
- Przyjaciel Chopina z domu przy Chłodnej (12-03-10, 15:00)
- Serce Chopina trzymała w słoju na Podwalu (26-02-10, 15:00)
SERWISY
Pokazywał się publicznie upozowany na którąś z aktualnych sław. "Zapatrzył się na głowę Paderewskiego dumny, że sławny wirtuoz bywał często w jego domu. Do rozwichrzonej a la Ibsen czy Schopenhauer czupryny dodał logicznie szczegół uzupełniający jako integralną jej część, sylwetkę znakomitego pianisty: jego biały, fularowy fontaż przy szeroko wykładanym kołnierzyku. Paderewski, nawet występując jako polski mąż stanu (...) innego krawata nie nosił" - pisał Wacław Rogowicz w książce "Warszawa wydarta niepamięci".
Skromnie, ale z gustem
Przed pierwszą wojną światową rodzina Święcickich zajmowała duże frontowe mieszkanie w kamienicy Sierpińskich przy Marszałkowskiej 73. Budynek stojący w pierzei kamienic między Piękną a Wilczą sąsiadował z "barokowym puzderkiem", jakim była wzniesiona przed 1914 r. kamienica króla czekolady Fruzińskiego.
Eklektyczny dom Sierpińskich był znacznie skromniejszy. Mimo wszystko należał do kamienic dość efektownych i zaprojektowanych z estetycznym umiarem. Miał cztery piętra i symetrycznie ukształtowaną fasadę. Dwie dolne kondygnacje stanowiły tu boniowaną partię cokołową. Część środkowa zaakcentowana została dwupiętrowym wykuszem. Był on na tyle wydatny, że z jego okien można było zobaczyć perspektywę ulicy Marszałkowskiej w stronę placu Zbawiciela i Alej Jerozolimskich.
Dodatkowo wykusz ożywiały pilastry. Okna wyższych pięter budynku ujmowały efektowne obramienia. Całość nawiązywała do sztuki włoskiego renesansu i klasycyzmu.
Budynek stanął na niewielkiej posesji. Stosunkowo wąskiej i płytkiej. Po przekroczeniu bramy wchodziło się tu na mroczne podwórko studnię z dużą lewą oficyną boczną.
Synekura na kolei
Już chyba tylko specjaliści od dziejów literatury polskiej pamiętają poezje i dramaty Juliana Święcickiego (jego niewielka ulica znajduje się na Żoliborzu Dziennikarskim). Był m.in. autorem trzyaktowej komedii wierszem "U wrót szczęścia" czy poematu "Opętany". Znacznie bardziej interesujący jest jego ogromny dorobek jako krytyka literatury, tłumacza z języków hiszpańskiego, portugalskiego i francuskiego. Pisał o współczesnej mu literaturze francuskiej, dramaturgach hiszpańskich, wreszcie kobiecie na orientalnym Wschodzie. Jednak jego najbardziej monumentalnym dziełem była nigdy niedokończona wielotomowa historia literatury. Pierwsze części poświęcił dziejom literatury egipskiej, babilońskiej, asyryjskiej, perskiej, arabskiej czy żydowskiej.
Dom przy Marszałkowskiej, gdzie mieszkał z żoną i córką jedynaczką, utrzymywany był na wysokim poziomie. Stał się salonem warszawskich pozytywistów. Święcicki utrzymywał go jednak nie z pisarstwa, lecz intratnej synekury, jaką było stanowisko sekretarza Rady Zarządzającej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.
Zdaniem Wacława Rogowicza, którego siostra przyjaźniła się z córką Święcickiego, to stanowisko było rodzajem kryptostypendium udzielanego przez zarządzaną przez Polaków kolej. "Władze Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej zdawały sobie sprawę, że niejedna posada jest lipą, z której instytucja nie ma żadnego pożytku, ale traktowało to (...) jako obywatelską pomoc, bez której te wartościowe dla kultury polskiej jednostki byłyby skazane na całkowity rozbrat z pracą umysłową. (...) Długa byłaby lista tych subwencjonowanych przez kolej wiedeńską historyków, krytyków, estetyków, uczonych polskich odsuniętych od katedr uniwersyteckich" - pisał Rogowicz.
Gorsząca Hajota
W salonie Święcickiego bywali jego wybitni rówieśnicy, z którymi łączyły go poglądy pozytywistyczne, często wspominki kombatanckie o czasach powstania styczniowego i zainteresowania artystyczne. Poza Paderewskim stale przychodzili tu Julian Ochorowicz - człowiek renesansu, wnikliwy psycholog, badacz duszy i zjawisk paranormalnych, Ignacy Erazm Matuszewski - wynalazca, krytyk literacki, Antoni Sygietyński - powieściopisarz oraz krytyk literacki, muzyczny i teatralny, Józef Kotarbiński - aktor teatralny, a pod koniec życia także filmowy. W trakcie tych spotkań dużo rozmawiano i opróżniano kolejne butelki wina. Zdarzali się jednak abstynenci. Należał do nich Bolesław Prus.
Gospodynią salonu była żona Święcickiego "z domu Bogucka, w typie Cyganki, zawsze nosiła kolczyki w kształcie dużych złotych półksiężyców" - pisał Rogowicz. Jednak największe wrażenie wywierała na zgromadzonych jej siostra, głośna wówczas powieściopisarka i autorka nowel. To Hajota, czyli Helena Janina z Boguckich Szolc-Rogozińska. Była żoną podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego. Jeździła z nim do Kamerunu, gdzie w 1882 r. pod przykrywką wyprawy naukowej założył on polską kolonię (przedsięwzięcie upadło, bo wkrótce kolonię przejęli Niemcy). Mieszkali na wyspie w Zatoce Gwinejskiej. Dla warszawskich mieszczan te dalekie wyprawy były uosobieniem awanturnictwa i egzotyki. Jak wspomina Rogowicz, z ust do ust wędrowały plotki: "Chodziła nago jak Murzynka!" - miały sobie powtarzać pełne oburzenia warszawianki.
Szolc-Rogoziński umarł w wieku 36 lat. Hajota ponownie wyszła za mąż za wielkopolanina Nikodema Pajzderskiego, architekta i kustosza kolekcji Czartoryskich w Gołuchowie. "Spotykałem Hajotę w świecie literackim, przez wiele lat. Zawsze była pełna wigoru i nigdy, nawet przekroczywszy sześćdziesiątkę, nie pozwalała swym kruczym włosom zmieniać z wiekiem barwy, przez zrozumiałe przywiązanie do swej dawnej, ognistej urody" - pisał Rogowicz.
Sława matematyki
Najsłynniejszym mieszkańcem kamienicy przy Marszałkowskiej 73 był jednak nie Święcicki, ale jej współwłaściciel prof. Wacław Sierpiński, światowej sławy matematyk, jeden z twórców polskiej szkoły matematycznej. Jego rodzicami byli lekarz Konstanty Sierpiński i Ludwika z Łapińskich. W czasach, gdy w salonie Święcickiego zbierali się pozytywiści, Sierpiński dopiero się uczył. Zapewne też tam bywał, mógł rozmawiać z ludźmi tak wszechstronnymi jak Julian Ochorowicz, który wynalazł urządzenia do przenoszenia na odległość dźwięku i światła i jest uważany za prekursora telewizji.
Sierpiński studiował na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem wybitnego rosyjskiego matematyka Gieorgija Fieodosjewicza Woronoja (wykładał od 1894 r.). Potem zaś, gdy w 1904 r. skończył studia, sam uczył matematyki i fizyki w rosyjskim IV Gimnazjum Żeńskim. Gdy na fali rewolucji wybuchł strajk szkolny z żądaniami m.in. przywrócenia języka polskiego w szkołach, Sierpiński zaangażował się w protest. Został zmuszony do ustąpienia z pracy i wyjechał do Krakowa. Wrócił po roku, ale już z tytułem doktora filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Później studiował w Getyndze, pierwszą wojnę światową spędził m.in. w Wiatce i Moskwie. Po wojnie wykładał we Lwowie, ale zawsze wracał do mieszkania przy Marszałkowskiej.
Spłonęło w 1944 r., a wraz z nim ogromna biblioteka. Sam Sierpiński przeszedł przez obóz przejściowy w Pruszkowie i w lutym 1945 r. znalazł się w Krakowie.
Mury spalonej kamienicy jednak przetrwały. Stały jeszcze dość długo, aż rozebrano je w czasie przygotowań do budowy Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej i pl. Konstytucji. Dziś w miejscu domu znajduje się poszerzona jezdnia Marszałkowskiej, zaś w głębi posesji fragment bloku mieszkalnego.
Skromnie, ale z gustem
Przed pierwszą wojną światową rodzina Święcickich zajmowała duże frontowe mieszkanie w kamienicy Sierpińskich przy Marszałkowskiej 73. Budynek stojący w pierzei kamienic między Piękną a Wilczą sąsiadował z "barokowym puzderkiem", jakim była wzniesiona przed 1914 r. kamienica króla czekolady Fruzińskiego.
Eklektyczny dom Sierpińskich był znacznie skromniejszy. Mimo wszystko należał do kamienic dość efektownych i zaprojektowanych z estetycznym umiarem. Miał cztery piętra i symetrycznie ukształtowaną fasadę. Dwie dolne kondygnacje stanowiły tu boniowaną partię cokołową. Część środkowa zaakcentowana została dwupiętrowym wykuszem. Był on na tyle wydatny, że z jego okien można było zobaczyć perspektywę ulicy Marszałkowskiej w stronę placu Zbawiciela i Alej Jerozolimskich.
Dodatkowo wykusz ożywiały pilastry. Okna wyższych pięter budynku ujmowały efektowne obramienia. Całość nawiązywała do sztuki włoskiego renesansu i klasycyzmu.
Budynek stanął na niewielkiej posesji. Stosunkowo wąskiej i płytkiej. Po przekroczeniu bramy wchodziło się tu na mroczne podwórko studnię z dużą lewą oficyną boczną.
Synekura na kolei
Już chyba tylko specjaliści od dziejów literatury polskiej pamiętają poezje i dramaty Juliana Święcickiego (jego niewielka ulica znajduje się na Żoliborzu Dziennikarskim). Był m.in. autorem trzyaktowej komedii wierszem "U wrót szczęścia" czy poematu "Opętany". Znacznie bardziej interesujący jest jego ogromny dorobek jako krytyka literatury, tłumacza z języków hiszpańskiego, portugalskiego i francuskiego. Pisał o współczesnej mu literaturze francuskiej, dramaturgach hiszpańskich, wreszcie kobiecie na orientalnym Wschodzie. Jednak jego najbardziej monumentalnym dziełem była nigdy niedokończona wielotomowa historia literatury. Pierwsze części poświęcił dziejom literatury egipskiej, babilońskiej, asyryjskiej, perskiej, arabskiej czy żydowskiej.
Dom przy Marszałkowskiej, gdzie mieszkał z żoną i córką jedynaczką, utrzymywany był na wysokim poziomie. Stał się salonem warszawskich pozytywistów. Święcicki utrzymywał go jednak nie z pisarstwa, lecz intratnej synekury, jaką było stanowisko sekretarza Rady Zarządzającej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.
Zdaniem Wacława Rogowicza, którego siostra przyjaźniła się z córką Święcickiego, to stanowisko było rodzajem kryptostypendium udzielanego przez zarządzaną przez Polaków kolej. "Władze Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej zdawały sobie sprawę, że niejedna posada jest lipą, z której instytucja nie ma żadnego pożytku, ale traktowało to (...) jako obywatelską pomoc, bez której te wartościowe dla kultury polskiej jednostki byłyby skazane na całkowity rozbrat z pracą umysłową. (...) Długa byłaby lista tych subwencjonowanych przez kolej wiedeńską historyków, krytyków, estetyków, uczonych polskich odsuniętych od katedr uniwersyteckich" - pisał Rogowicz.
Gorsząca Hajota
W salonie Święcickiego bywali jego wybitni rówieśnicy, z którymi łączyły go poglądy pozytywistyczne, często wspominki kombatanckie o czasach powstania styczniowego i zainteresowania artystyczne. Poza Paderewskim stale przychodzili tu Julian Ochorowicz - człowiek renesansu, wnikliwy psycholog, badacz duszy i zjawisk paranormalnych, Ignacy Erazm Matuszewski - wynalazca, krytyk literacki, Antoni Sygietyński - powieściopisarz oraz krytyk literacki, muzyczny i teatralny, Józef Kotarbiński - aktor teatralny, a pod koniec życia także filmowy. W trakcie tych spotkań dużo rozmawiano i opróżniano kolejne butelki wina. Zdarzali się jednak abstynenci. Należał do nich Bolesław Prus.
Gospodynią salonu była żona Święcickiego "z domu Bogucka, w typie Cyganki, zawsze nosiła kolczyki w kształcie dużych złotych półksiężyców" - pisał Rogowicz. Jednak największe wrażenie wywierała na zgromadzonych jej siostra, głośna wówczas powieściopisarka i autorka nowel. To Hajota, czyli Helena Janina z Boguckich Szolc-Rogozińska. Była żoną podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego. Jeździła z nim do Kamerunu, gdzie w 1882 r. pod przykrywką wyprawy naukowej założył on polską kolonię (przedsięwzięcie upadło, bo wkrótce kolonię przejęli Niemcy). Mieszkali na wyspie w Zatoce Gwinejskiej. Dla warszawskich mieszczan te dalekie wyprawy były uosobieniem awanturnictwa i egzotyki. Jak wspomina Rogowicz, z ust do ust wędrowały plotki: "Chodziła nago jak Murzynka!" - miały sobie powtarzać pełne oburzenia warszawianki.
Szolc-Rogoziński umarł w wieku 36 lat. Hajota ponownie wyszła za mąż za wielkopolanina Nikodema Pajzderskiego, architekta i kustosza kolekcji Czartoryskich w Gołuchowie. "Spotykałem Hajotę w świecie literackim, przez wiele lat. Zawsze była pełna wigoru i nigdy, nawet przekroczywszy sześćdziesiątkę, nie pozwalała swym kruczym włosom zmieniać z wiekiem barwy, przez zrozumiałe przywiązanie do swej dawnej, ognistej urody" - pisał Rogowicz.
Sława matematyki
Najsłynniejszym mieszkańcem kamienicy przy Marszałkowskiej 73 był jednak nie Święcicki, ale jej współwłaściciel prof. Wacław Sierpiński, światowej sławy matematyk, jeden z twórców polskiej szkoły matematycznej. Jego rodzicami byli lekarz Konstanty Sierpiński i Ludwika z Łapińskich. W czasach, gdy w salonie Święcickiego zbierali się pozytywiści, Sierpiński dopiero się uczył. Zapewne też tam bywał, mógł rozmawiać z ludźmi tak wszechstronnymi jak Julian Ochorowicz, który wynalazł urządzenia do przenoszenia na odległość dźwięku i światła i jest uważany za prekursora telewizji.
Sierpiński studiował na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem wybitnego rosyjskiego matematyka Gieorgija Fieodosjewicza Woronoja (wykładał od 1894 r.). Potem zaś, gdy w 1904 r. skończył studia, sam uczył matematyki i fizyki w rosyjskim IV Gimnazjum Żeńskim. Gdy na fali rewolucji wybuchł strajk szkolny z żądaniami m.in. przywrócenia języka polskiego w szkołach, Sierpiński zaangażował się w protest. Został zmuszony do ustąpienia z pracy i wyjechał do Krakowa. Wrócił po roku, ale już z tytułem doktora filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Później studiował w Getyndze, pierwszą wojnę światową spędził m.in. w Wiatce i Moskwie. Po wojnie wykładał we Lwowie, ale zawsze wracał do mieszkania przy Marszałkowskiej.
Spłonęło w 1944 r., a wraz z nim ogromna biblioteka. Sam Sierpiński przeszedł przez obóz przejściowy w Pruszkowie i w lutym 1945 r. znalazł się w Krakowie.
Mury spalonej kamienicy jednak przetrwały. Stały jeszcze dość długo, aż rozebrano je w czasie przygotowań do budowy Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej i pl. Konstytucji. Dziś w miejscu domu znajduje się poszerzona jezdnia Marszałkowskiej, zaś w głębi posesji fragment bloku mieszkalnego.
Przeczytaj także: Wystawa pełna portretów kobiet, aktów i par kochanków
-
Historyk literatury za wszelką cenę oryginalny
donaldtheduck
26.03.10, 16:55
Gdzie sa dzis tacy wybitni polscy matematycy jakim byl prof. Sierpinski?»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





