Chcą zniszczyć przedwojenne stacje kolejowe

Dominika Olszewska, Tomasz Urzykowski
30.03.2010 aktualizacja: 2010-03-30 12:07
A A A Drukuj
Stacja w Międzylesiu. Dach nad peronem przypomina skrzydła ptaka. W szczycie widać nazwę przystanku. W podobnym stylu utrzymane są pozostałe stacje do Otwocka fot. Michał Mutor / AG
  • Stacja w Międzylesiu. Dach nad peronem przypomina skrzydła ptaka. W szczycie widać nazwę przystanku.
Kolejarze chcą zrównać z ziemią wszystkie przedwojenne przystanki między Warszawą a Otwockiem. Miłośnicy kolei i architekci biją na alarm.
Pod kilof mają pójść charakterystyczne przystanki ze "skrzydlatymi" wiatami: Olszynka Grochowska, Międzylesie, Radość, Miedzeszyn, Michalin, Józefów i Świder.

Kwintesencja lat 30.

Powstały w latach 1936-38 podczas sztandarowej inwestycji PKP tamtych czasów - elektryfikacji linii kolejowych wokół Warszawy. Zgodnie z koncepcją inż. Kazimierza Centnerszwera z Biura Projektów i Studiów PKP perony budowano jako wyspy między torami, by pociągi mogły do nich podjeżdżać z dwóch stron. Przystanki miały jednolitą architekturę. Na peronach stawiano pawilony zaokrąglonymi narożnikami, które przypominały wagony pociągów. Przykryte zadartymi do góry dachami z umieszczonymi w szczytach nazwami miejscowości, mieściły kasy biletowe i poczekalnię. Na większych stacjach, gdzie już wcześniej istniały budynki dworcowe, wznoszono na peronach tylko wiaty.

- Budowano je według najnowszych dostępnych technologii. To prawdziwa perełka architektoniczna i techniczna - przekonuje prof. Andrzej Brandt z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Jego ojciec Kazimierz miał przed wojną firmę Szenejko i Brandt Inżynierowie, która te wiaty zbudowała. - One są kwintesencją stylu lat 30. Ładna forma stworzona przez dobrego architekta - podkreśla prof. Andrzej K. Olszewski, historyk sztuki, znawca architektury XX w.

Burzyć za unijne pieniądze

Mimo dewastacji i braku remontów, przystanki do dziś zachowały wiele z dawnej urody. Ich obecny gospodarz - Polskie Linie Kolejowe zamiast je odrestaurować, postanowił wyburzyć. Ma się to odbyć podczas planowanej przez PLK modernizacji trasy Warszawa Wschodnia - Lublin. Po rozbiórce peronów wyspowych i wyprostowaniu torów kolejarze chcą tędy puścić pociągi rozwijające prędkość 160 km na godz. Nowe wąskie perony mają powstać po bokach torowiska.

- Obecne wiaty nie są w rejestrze zabytków. Musimy je zlikwidować. To nie jest prosta decyzja, ale w tej sytuacji interes państwa jest najważniejszy. Nasz obowiązek to budowanie infrastruktury dla wydajnego transportu publicznego - twierdzi rzecznik PLK Robert Kuczyński. Na inwestycję firma zamierza zdobyć fundusze unijne.

- Skandaliczna propozycja. Wiaty są bezcennym świadectwem rozwoju polskiej myśli technicznej i architektonicznej. Trzeba je ocalić za wszelką cenę - apeluje dr Zbigniew Tucholski, szef Polskiego Towarzystwa Miłośników Kolei Wąskotorowych i pracownik Katedry Transportu Szynowego Politechniki Śląskiej. Przekonuje, że linię do Otwocka można zmodernizować bez burzenia tego, co jest.

- To byłby cios dla architektury kolejowej. Skoro wiaty przetrwały wojnę, to powinniśmy je remontować, a nie burzyć - dodaje Jakub Andrzejewski, student architektury na Politechniki Warszawskiej, który o wiatach pisze w pracy magisterskiej.

By ochronić cenne pawilony, miłośnicy kolei złożyli już wniosek o ich wpis do rejestru zabytków. Zaś Jakub Wacławek, prezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich, zapowiada wystosowanie listu otwartego do PLK i wojewódzkiego konserwatora zabytków o powstrzymanie rozbiórki przystanków.

- Kolej przed wojną miała w Polsce świetną markę. Teraz ma znacznie niższą i robi wszystko, żeby ją jeszcze obniżyć - mówi.

Powtórka z tandety

Wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska zna plany PLK. Firma już w lutym zwróciła się do niej o zgodę na zburzenie przystanku Świder, który jako jedyny na tej linii jest chroniony w planie miejscowym miasta Otwocka (rozbiórka obiektów sprzed 1945 r. wymaga tu akceptacji konserwatora). W tym samym piśmie PLK poinformowały Barbarę Jezierską o zamiarze wyburzenia pozostałych przystanków.

- Te wiaty są przykładem znakomitego rozwiązania konstrukcyjnego z lat 30. Żelbetowe łupiny ich dachów to unikaty. Są cenne i należy je chronić, z wyjątkiem tych, które przebudowano po wojnie - mówi pani konserwator. W tej sprawie spotkała się już z Wiesławem Ogłobinem, szefem regionalnego oddziału PLK. - Powiedział, że sprawę przemyśli. Wybieram się jeszcze na spotkanie z innym dyrektorem. Jeśli kolejarze nie zrezygnują z burzenia, wpiszę te przystanki do rejestru zabytków - zapowiada Barbara Jezierska.

Identyczna sytuacja miała miejsce 11 lat temu na trasie Warszawa Wschodnia - Mińsk Maz. Wtedy też pod hasłem modernizacji linii i dostosowania jej do pociągów pędzących 160 km na godz. zrównano z ziemią przedwojenne przystanki. Poległy wtedy pawilony i wiaty w Rembertowie, Wesołej, Sulejówku, Sulejówku-Miłośnie i Halinowie. Zamiast nich na nowych wąskich peronach pojawiły się tandetne blaszane budki, które błyskawicznie padły ofiarą wandali. Kasy biletowe upchnięto w kontenerach. Z planowanych przejść podziemnych zbudowano tylko niektóre, a i te zaraz zostały zdewastowane. Tak jest do dziś, a prędkość pociągów pozostała bez zmian. - Przy tak gęstych przystankach i przejazdach kolejowych nie pojadą szybciej - przekonują specjaliści.

KOMENTARZ

To już wyjątkowa bezczelność - osobniki z Polskich Linii Kolejowych chcą zniszczyć nasze dziedzictwo kulturowe i to za unijne pieniądze! Nie wiem już, czy to tylko bezdenna głupota i brak cienia wrażliwości estetycznej, czy może świadome działanie. Raczej to pierwsze, choć efekt w niczym nie różni się od prowadzonego z premedytacją niszczenia polskich zabytków przez Niemców w czasie okupacji. Plany PLK przekonują mnie, że kolej to jeden z najgorszych użytkowników zabytków w Polsce.

Gdy przed wojną zbudowano stacje kolejowe między Warszawa a Żyrardowem, Mińskiem Maz. i Otwockiem, mogły uchodzić za jedne z najpiękniejszych, podmiejskich przystanków kolejowych w Europie. Daszki o przekroju rozłożonych skrzydeł ptaka nadawały im wrażenie lekkości, a zaokrąglone narożniki poczekalni mogły kojarzyć się zarówno z modnym wtedy stylem okrętowym, jak i linią obudowy polskiego parowozu PM 36 Pacyfik pokazywanego na wystawie w Paryżu. Dla urzędników z PKL ta przeszłość nie ma żadnego znaczenia. Oni patrzą w przyszłość. Jaka ta przyszłość ma być, można się przekonać pomiędzy Rembertowem a Halinowem. Tu przed kilkunastu laty zburzono wyrafinowane architektonicznie stacje, by zamienić je bazarowymi budami - dziś kompletnie zdewastowanymi.

Jerzy S. Majewski



Przeczytaj także: Zabytkowa willa na Ursynowie zmieniła się górę gruzów



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy