Ile czynszu w kawie, czyli w Śródmieściu podnoszą ceny

Małgorzata Zubik
01.04.2010 aktualizacja: 2010-03-31 20:40
A A A Drukuj
Kawiarnia Fot. Albert Zawada / AG
Podwyżki czynszów uderzają w kolejnych przedsiębiorców ze Śródmieścia. A ci podnoszą ceny. - Gdy pytam właścicieli kawiarni, ile czynszu jest w cenie kawy, słyszę, że nawet 70 proc. - mówi radny dzielnicy
W śródmiejskim Zakładzie Gospodarowania Nieruchomościami policzyli: w zeszłym roku podwyżki dostało ponad 720 osób, które wynajmują lokale użytkowe od miasta. Ok. 30 osób z biznesu w miejskich pomieszczeniach musiało zrezygnować.

Czynsz jest jednak podnoszony nadal. - Wezwali mnie nagle i z dnia na dzień dowiedziałem się, że mam płacić kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie więcej niż dotąd - mówi Krzysztof Kałasa, współwłaściciel piekarni przy ul. Polnej i syn jej założyciela. Piekarnię uratowali m.in. klienci, którzy złożyli blisko 1,3 tys. podpisów w jej obronie. Wypiekany na zapleczu sklepu chleb i bułki kupują tu od 53 lat. O piekarni było też głośno w mediach i w efekcie nie będzie się pakować, tylko czeka na podpisanie umowy z miastem. Podobną drogę przeszła też m.in. kawiarnia Między Nami, wzięta w obronę przez jej miłośników, czy księgarnia Leksykon na Nowym Świecie.

Nie wszyscy przedsiębiorcy uderzeni podwyżką idą po pomoc do gazet. Właścicielka pralni (również przy ul. Polnej) po pół wieku prowadzenia interesu zamknęła go z początkiem roku.

Janusz Lück ze Stowarzyszenia Prywatnych Przedsiębiorców Warszawskiego Traktu Królewskiego co rusz jest wzywany na pomoc. Ma na swoim koncie udział w blisko stu negocjacjach w sprawie stawek czynszu. - Bywało i tak, że właściciele płakali na spotkaniach z urzędnikami - opowiada. - Pracownicy ZGN zaczynają od bardzo wysokiej stawki, są duże emocje, zupełnie niepotrzebne. Od apteki na Nowym Świecie, która ma sto lat, zażądali ponad 200 zł za metr. Na ogół udaje się dojść do porozumienia, do ostatecznie wynegocjowanej stawki strony mają dochodzić w ciągu dwóch lat. Takie rozkładanie podwyżki w czasie ma obowiązywać do końca tego roku.

ZGN przekonuje, że ma obowiązek wynajmować lokale na jak najbardziej korzystnych warunkach, czyli jak najdrożej. - Na negocjacje zapraszani są najemcy z całego Śródmieścia - tłumaczy Rafał Chromiński, rzecznik ZGN. - W pierwszej kolejności ci, w lokalach których są największe rozbieżności pomiędzy realną stawką a tą płaconą przez najemcę.

Zdaniem urzędników stawka realna to taka, którą wyliczyli rzeczoznawcy rynku nieruchomości komercyjnych, albo taka, jaką oferują w konkursach na wolne lokale przedsiębiorcy. Pracownicy ZGN zapewniają jednak, że biorą też pod uwagę m.in. to, czy lokal jest położony na bocznej ulicy, jaki jest do niego dostęp i jak długo trwa najem. Efekty wołania przedsiębiorców na dywanik są takie: po negocjacjach płacą np. 110 zamiast 21 zł z metra przy ul. Nowowiejskiej, 63 zł przy Marszałkowskiej zamiast niespełna 19 zł, 70 zł przy Nowogrodzkiej zamiast 14 zł, 100 zł przy ul. Kruczej zamiast 40 zł, 45 zł w al. "Solidarności" zamiast niecałych 12 zł, 40 zł przy ul. Tamka zamiast 11,4 zł. Za wynajem lokalu na Starym Mieście trzeba zapłacić 65-100 zł od metra, na Krakowskim Przedmieściu 100-110, a na Nowym Świecie 250-300 zł. Do podbijania stawek przyczyniają się ci, którzy startują w konkursach na wolne lokale miejskie: na Starówce są gotowi płacić 150 zł za m kw., na Krakowskim Przedmieściu już 320 zł, a na Nowym Świecie nawet 370 zł.

- Na Trakcie Królewskim prawie wszystkie lokale użytkowe są własnością miasta, sprawdziłem to - mówi niezależny radny Śródmieścia Marcin Wawrzyniak. - Miasto zachowuje się jak monopolista i często bierze za wynajem więcej niż prywatni właściciele lokali. Przedsiębiorcom poradziłem, by złożyli na miasto skargę. Gdy pytam właścicieli kawiarni, ile czynszu jest np. w cenie kawy, to słyszę, że nawet 70 proc. W efekcie za podwyżki płacimy my wszyscy, warszawiacy.

Przeczytaj także: Awantura obrońców praw lokatorów na sesji rady miasta



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy