Pożegnali spożywczak z filmu Barei

Magdalena Dubrowska
02.04.2010 aktualizacja: 2010-04-01 21:59
A A A Drukuj
Organizator zabawy Włodzisław Jagodziński na pożegnalnym zdjęciu z przypadkowym klientem Jackiem Łowińskim Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Amatorzy "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" robili sobie zdjęcia w niezmienionej przez lata sklepowej scenerii.
Każdy mieszkaniec Powiśla zna szary pawilon sklepu spożywczego Bis przy ul. Solec 63b. Na pierwszy rzut oka widać, że to relikt PRL-u, nie wszyscy jednak kojarzą, że to właśnie w jego malowniczej scenerii rozegrały się najlepsze sceny komedii Stanisława Barei pt. "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?". To na tę posadzkę w kolorze salcesonu wysypały się ekspedientce śledzie, to między tymi półkami padły historyczne słowa: "Pan tu nie stał", a na ścianie wisiała tablica: "Tych klientów nie obsługujemy" ze zdjęciami twarzy w objęciach dłoni kierownika (Janusz Gajos). Do dziś wszystko tu wygląda tak samo, oprócz produktów na półkach i kas fiskalnych. Tylko tablicy "nieobsługiwanych" nie ma. No i kolejki.

Rok temu gruchnęła wiadomość: Spółdzielnia mieszkaniowa Torwar wyburzy pawilon, aby zrobić miejsce dla apartamentowca. Sklep kończy działalność wraz z Wielkanocą, ale wczoraj, dwa dni przed zamknięciem, przypomniał sobie lata świetności. O godz. 16. wkroczyła grupka osób z aparatami fotograficznymi.

- Ostatni raz robimy tu zakupy, postanowiliśmy powtórzyć scenę z filmu, zrobić sobie na pamiątkę zdjęcia jak z tablicy - tłumaczą. - Tylko pod innym hasłem: "Tych klientów obsługiwaliśmy".

To pracownicy pobliskiej firmy. Od trzech lat wpadają do kultowego spożywczaka w porze obiadu i kupują coś z działu garmażeryjnego.

- Film też uwielbiamy. W pracy często mówimy do siebie cytatami - zapewnia Włodzisław Jagodziński.

- To ja odkryłam, że podłoga w tym sklepie się nie zmieniła - deklaruje Beata Dmochowska. - Jak będą wyburzać, trzeba koniecznie przyjść po kawałek posadzki. To lepsze niż fragment muru berlińskiego.

Pan Włodzisław wzdycha: - Legendy upadają jak fortepian Chopina. Przecież ten sklep to kawał historii, a teraz chcą postawić durny apartamentowiec, brzydki, niepotrzebny - narzeka. I nagle rozgląda się nerwowo po zgromadzonych. - A gdzie kurczak i ścierka?

To rekwizyty potrzebne w scenie, w której klient nonkonformista oburza się, że kurczaka podano mu przez brudną ścierkę i sam domaga się umieszczenia na tablicy "nieobsługiwanych". W odpowiedzi słyszy od kierownika, że po to jest ścierka, żeby była brudna.

Kurczaka nikt nie przyniósł, a w sklepie już nie sprzedają drobiu. Nie ma też brudnej ściery, tylko gustowna szmatka. Pozostaje zatem scena zdjęć. Kierownikiem zostaje Włodzisław Jagodziński. Na ramiona zarzuca fartuch. Po kolei ugniata twarze współpracowników. Wreszcie zaczepia przypadkowego klienta z koszykiem:

- Może pan do zdjęcia?

- Czemu nie! - jegomość z ochotą udostępnia oblicze rękom Jagodzińskiego. Pstryk.

- Domyślam się, o co chodzi, znam film Barei, oglądam nawet często - śmieje się klient. Nazywa się Jacek Łowiński, mieszka nieopodal i do sklepu przychodzi od początku, czyli od 40 lat. - Już się nie zobaczymy - żegna się z ekspedientkami. - Wesołych świąt.

Przeczytaj także: Awantura obrońców praw lokatorów na sesji rady miasta



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy