Juror nagrody: Nie planowałem, że będę tłumaczem

Rozmawiała Beata Kęczkowska
03.04.2010 aktualizacja: 2010-04-02 19:51
A A A Drukuj
Jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki. Od lewej reżyser i scenarzysta Maciej Drygas, antropolożka kultury Joanna Bator, krytyczka literacka i pisarka Iwona Smolka, dziennikarka i pisarka Małgorzata Szejnert, Bożena Dudko i autor przekładów literatury polskiej na szwedzki, slawista i romanista Anders Bodegård Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
- Moje opus magnum jako tłumacza literatury to Gombrowicz. Takiej gawędy, stylu nie ma w szwedzkim. I co ma tłumacz zrobić, żeby to było czytelne, zabawne, dziwne i przekonujące jednocześnie? Męka prawdziwa! - opowiada Anders Bodegard*, juror nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
Beata Kęczkowska: Spośród 50 nadesłanych książek wyłoniliście dziesięć. Jak przebiegały obrady? Były burzliwe?

Anders Bodegard: Zdziwiłem się, że aż tak. Nasza grupa jest bardzo zróżnicowana, trzy kobiety - Małgorzata Szejnert, Iwona Smolka i Joanna Bator. Wszystkie przyszły doskonale przygotowane, z bogatymi notatkami na temat każdej książki. No i dwóch chłopaków - Maciej Drygas i ja. Maciej mówi, mówi, mówi. Aż się wystraszyłem, czy on będzie mówił o każdej z książek tak dużo. Ale to okazało się niezwykle ważne, bo on kwestionował, miał inne zdanie. Pobudzał do dyskusji.

A pan? Jaką sobie rolę pan wyznaczył?

- Przyjechałem z listą dziesięciu moich kandydatów. Upierałem się przy nich mocno. W sumie jestem zadowolony, bo wytypowana przeze mnie ósemka przeszła. Wspólnie z Joanną Bator walczyliśmy o książkę norweskiej dziennikarki Asne Seierstad "Dzieci Groznego". Wygraliśmy! Książka znalazła się w nominowanej dziesiątce, jako jedyna napisana przez kobietę.

Postawiliście na Afrykę - to dominujący temat. Aż cztery nominowane książki dotyczą tego kontynentu.

- To nie my, to autorzy. To, że na konkurs przysłano tyle książek o Afryce, to ewidentna inspiracja patrona nagrody.

Ryszard Kapuściński poświęcił Afryce wyjątkowo dużo miejsca w swojej twórczości. Ktoś niedawno powiedział, że reportaż się kończy. Nic podobnego! Obserwuję to też w Szwecji. Do głosu dochodzi właśnie nowe pokolenie ludzi, piszą o Kambodży, o Indiach. Również o Afryce. Pojawiło się ostatnio kilka książek napisanych przez dzieci, wnuki szwedzkich misjonarzy. Oni mają swoje rodzinne sprawy w Afryce.

Ma pan faworyta w tym gronie?

- Mam, ale nie powinien tego zdradzać w wywiadzie, wskażę go pani (mój rozmówca pokazuje na jedną z nominowanych książek). To trudny wybór, w tej dziesiątce jest kilka książek zasługujących na nagrodę. Cenię sobie prozę, w której wyczuwam, jak autor nad nią panuje, jak ją kontroluje. Są takie książki wśród nominowanych.

Pokłóciliście się o definicję reportażu?

- Tak. Dziewczyny napisały swoje definicje, my z Maciejem tylko gadaliśmy. Dla mnie są dwa klucze - autor i język. Musi być jakaś obecność autora w reportażu literackim, a język bezwzględnie ma mieć jak najwyższy poziom.

Dużo rozmawialiśmy o biografiach. Skreśliliśmy je, zakazu, by je przysyłać, nie będzie, ale to wskazówka dla przyszłych edycji. Autor, przede wszystkim autor.

Co pana zaskoczyło wśród nadesłanych lektur?

- Ta Afryka. I fakt, że w tym gronie jest tak mało kobiet. I może też to, że na liście dziesięciu nominowanych jest siedem przekładów. Nie będzie z tego powodu skandalu?

Dlaczego miałby być?

- Ma pani rację. Regulamin zachęca do zgłaszania przekładów, to nagroda o charakterze międzynarodowym. Bardzo ważna rzecz - pokazać tłumaczenia, czytać je, porównywać, również krytykować. Wydaje mi się, że poziom tłumaczy literackich w Polsce jest bardzo wysoki, chyba wyższy niż w Szwecji. Porównałem dwa przekłady - polski i szwedzki - książki Jeana Hatzfelda "Strategia antylop". Polski jest o wiele lepszy. Podobnie w przypadku książki Asne Seierstad. Polskie tłumaczenie jest zdecydowanie dokładniejsze, sprawniejsze pod względem językowym niż szwedzkie.

W Polsce macie sporo nagród, ostatnio ich nawet przybyło. Nagrody promują książkę. W Szwecji mamy Nobla i nieustanne dyskusje, jak można dokonać właściwego wyboru, jak wybrać jednego autora i jedną książkę. Tworzymy z przyjaciółmi grupę czytelniczą. Pamiętam, jak zachwyciła nas książka kompletnie nieznanego pisarza z RPA J.M. Coetzeego. Było to na długo przed tym, nim Akademia zdecydowała o uhonorowaniu go Noblem. Gdy go otrzymał, natychmiast stał się sławny.

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki jest szczególna pod jeszcze jednym względem - bierze pod uwagę przekłady. Nie zamyka się wyłącznie na polskich autorów, zwraca uwagę na rolę tłumaczy. Granice się otwierają. A tłumaczenie to niełatwa praca, prawda?

To pan zajmuje się przekładami...

- ...i dobrze wiem, że to czasochłonne, odpowiedzialne zajęcie. Nie zaplanowałem, że będę tłumaczem. Uczyłem języków: rosyjskiego, francuskiego, szwedzkiego. Mieszkałem w Krakowie, pracowałem jako lektor, gdy ogłoszono stan wojenny. Nagle wszyscy mieliśmy więcej czasu, dużo czytałem. Zacząłem więc przekładać na własny użytek, żeby lepiej zrozumieć. To sposób czytania może i zabierający dużo czasu, ale najlepszy. Na początku była to poezja, potem "Etyka Solidarności" księdza Józefa Tischnera. Też po to, żeby zrozumieć, tyle że tym razem to, co się działo wokół. W 1984 r. mój przekład "Etyki..." został wydany i taki to był mój debiut translatorski, dziwny trochę.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy