Tata przebija się przez warszawskie ulice

Krzysztof Śmietana
03.04.2010 aktualizacja: 2010-04-02 20:56
A A A Drukuj
Krzysztof Śmietana z Marysią Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Tydzień na urlopie tacierzyńskim w Warszawie i już wiem: spacery z wózkiem dziecięcym to jak przedzieranie się przez dżunglę. Ciągle zastanawiasz się, jak forsować kolejne przeszkody - nieczynne windy, auta zaparkowane na chodnikach czy drzwi autobusów, które niby są niskopodłogowe.

Przeczytaj blog o komunikacji autora tego artykułu



Jako tata półrocznej Marysi postanowiłem skorzystać z nowego przywileju, który przyznało państwo - tygodniowego urlopu ojcowskiego. To taki macierzyński, tyle że w bardzo krótkiej wersji. Wreszcie można się było w pełni rozkoszować ojcostwem i zająć błyskawicznie rosnącą córką. Oszczędzę jednak opisów, jak doskonaliłem umiejętności przy wymianie pieluch i eksperymentowaniu z nowymi kaszkami. Ciekawsze jest to, jak się jeździ z takim małym dzieckiem po mieście.

Na niezbyt dużych dystansach zamiast samochodu staram się wybierać komunikację miejską. Tutaj dopiero można się przekonać, ile barier czyha na tatę czy mamę z dziecięcym wózkiem. Można sobie wyobrazić, o ile trudniej jest tym, którzy mają jeszcze większe problemy z poruszaniem, czyli niepełnosprawnym.

Miasto często się chwali, że większość warszawskich autobusów to już niskopodłogowce. Co z tego, skoro na przystankach wielu kierowców nie chce dodatkowo obniżać podłogi do poziomu chodnika. Bez tego samodzielny wyjazd z wózkiem nawet z niskopodłogowca jest bardzo trudny - między podłogą a chodnikiem nadal jest spora różnica. Dlatego bardzo powoli gramolę się na przystanek, żeby nie wywrócić wózka z Marysią.

Nieco lepiej rodzice mają w metrze. Na każdą stację zjadą windą. Tyle że mocno szwankuje informacja. Np. na stacji Ratusz Arsenał. Żeby z peronu wydostać się pod kino Muranów, na poziomie galerii handlowej trzeba wyjść z jednej windy, przejść na przeciwległy koniec stacji i wsiąść do drugiej. Tę łamigłówkę trzeba jednak samemu rozwiązać, bo Metro nie przygotowało żadnych wskazówek.

Wciąż nie ma też siły na naszych kierowców, którzy notorycznie zastawiają chodniki. Dla naszego wózka zostawiali często ledwie 20-centymetrowy przesmyk. Następnego dnia na basen sami wybraliśmy się więc z Marysią samochodem. U zbiegu ul. Anody i Ciszewskiego na Ursynowie rano są zajęcia dla kilkumiesięcznych maluchów.

Zdobywaliśmy też kładki nad ulicami. Nasza "ulubiona" to ta w pobliżu Galerii Mokotów nad ul. Rzymowskiego. Jeszcze kilka lat temu były tam zwykłe zebry na jezdni. Po pamiętnej przebudowie, której przez wiele miesięcy nie mogło skończyć Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych, teraz w dwóch miejscach trzeba przedzierać się górą. Nawet udaje nam się wjechać windą, ale ze zjazdem, niestety, już nie tak łatwo. Zgodnie z instrukcją długo przyciskam guzik i... guzik. Winda ani drgnie. Wielokrotne próby nie dają rezultatu. Utknęliśmy z wózkiem na kładce. Trzeba go było znosić po schodach.

Może wzorem szalonego wózkowicza, który ostatnio zaproponował pani prezydent przejażdżkę po mieście na wózku inwalidzkim, zaprosić ją też na spacer z wózkiem dziecięcym?

Przeczytaj także: Miasto czeka seria ciężkich remontów ulic i torów



Podziel się

  • Tata przebija się przez warszawskie ulice felicjan15 03.04.10, 12:37

    ZDM instalując windy zapomina (?), że trzeba o nie dbać, że są niszczone i zaśmiecane. Ja już wolę pochylnię - w odróżnieniu od windy jest 100% pewna.A Staż Miejska i Zarząd Dróg Miejskich »

  • Komunikacja jl_warszawa 03.04.10, 13:33

    Czy po takim artykule znów będą głos "precz z samochodami niech żyje komunikacja masowa"? Ktoś śmie powiedzieć, że rodzic z dzieckiem chce wozić swoją dupę prosto pod przychodnię czy »

  • Tata przebija się przez warszawskie ulice sportif 03.04.10, 14:57

    jak widać, coś musi bezpośrednio nas dotyczyć abyśmy zauważyli problem»

Najnowsze wiadomości z Warszawy