W Śródmieściu każdy znajdzie lokal na swoją kieszeń

Rozmawiała Małgorzata Zubik
06.04.2010 aktualizacja: 2010-04-05 21:10
A A A Drukuj
Kawiarnia Fot. Albert Zawada / AG Fot.
Dramatyczne apele przedsiębiorców o wsparcie klientów, zbieranie podpisów w lokalach i internecie. Co jakiś czas słyszymy, że urzędnicy w Śródmieściu windują czynsze tak wysoko, jak się da, i straszą wypowiedzeniami firmy, które działają tu od lat. O tym, czy samorząd ma jakiś pomysł na swoje lokale użytkowe, rozmawiamy z burmistrzem Śródmieścia.
SERWISY
Małgorzata Zubik: Wygląda na to, że w pana dzielnicy wobec przedsiębiorców wynajmujących miejskie lokale obowiązuje tylko polityka zbierania jak najwyższego czynszu.

Wojciech Bartelski, burmistrz Śródmieścia: Czynsz nie jest jedynym wyznacznikiem. Oprócz komercyjnych stawek pamiętamy, że ktoś może prowadzić działalność kulturalną i społeczną. Przypomnę choćby konkurs na lokal na Mariensztacie 21a, na klubokawiarnię Nowy Wspaniały Świat czy lokale dla organizacji pozarządowych.

Wciąż jednak z hukiem wybuchają konflikty, w które angażowani są warszawiacy i media. Bez uprzedzenia urzędnicy wzywają przedsiębiorców na dywanik i strzelają stawkami z rozdzielnika. W przypadku kawiarni Między Nami przy Brackiej zapomnieli, że to nie tylko lokal gastronomiczny, ale i miejsce kultury, a piekarnia przy Polnej to nie jeden z punktów fabryki pieczywa, tylko zakład rzemieślniczy z tradycją długą na pół wieku.

- Poza głośnymi konfliktami są też inne przypadki. Właściciele księgarni Leksykon na Nowym Świecie zebrali tysiąc podpisów w jej obronie i nie poszli do gazet, tylko załatwili sprawę spokojnie w urzędzie.

Po co to w takim razie była potrzebna ta akcja? Czyżby urzędnicy mieli jakiś przelicznik, który uwzględnia liczbę podpisów w obronie lokalu przy ustalaniu stawki czynszu?

- Jest to jakiś wskaźnik, czy miejsce jest warte utrzymania. Pozwala to wyselekcjonować miejsca naprawdę potrzebne warszawiakom, a nam pokazuje, że są to lokale, które warto zachować.

Czyli jeśli ktoś nie ma takiej siły przebicia, to ma zwinąć interes?

- Nie przypominam sobie, by dzielnica zdusiła czynszem przedstawicieli ginących zawodów. Nie windujemy stawek, gdy ktoś prowadzi np. zakład kaletniczy czy naprawy sprzętu. Także fundacje i stowarzyszenia mają preferencyjne stawki. Stawka proponowana przez urzędników bierze się z konkretnych wycen, liczy się lokalizacja, rodzaj prowadzonej działalności i to, ile lat ona trwa. Stawkę obniżamy za długi staż. Jeśli przedsiębiorca umie negocjować, daje sobie dobrze radę. Oglądam protokoły z negocjacji i widzę, że na sto przypadków tylko kilka budzi kontrowersje. Czasami cofamy je do powtórki, bo błędy zdarzają się wszędzie.

Uważa pan, że przedsiębiorcy podnoszą larum na wyrost?

- Rzeczywiście trudna sytuacja była ponad rok temu, gdy narastał kryzys. Ale teraz są tacy, którzy płaczą przed kamerami, a potem śmieją się nam w twarz, odjeżdżając spod urzędu luksusowymi samochodami. Naprawdę to nie wysokość czynszu każe podnosić ceny w restauracjach. Trzy lata temu zaczęliśmy znaczące podwyżki. Kończyły się wtedy długie umowy, stawki poszły kilka razy w górę. Czy trzy lata temu kawa była kilka razy tańsza? Nie była.

Mówi pan o czynszach z tabel. Są tam stawki bardzo wysokie, które proponują przedsiębiorcy startujący w konkursach. Czy ktoś sprawdza, ilu z nich źle skalkulowało koszty i padło wkrótce po uruchomieniu interesu?

- Wiem o takich przypadkach, ostatnio na Chmielnej padła stawka blisko 400 zł za m kw. i podejrzewam, że wkrótce najemca będzie musiał skończyć działalność. Nie możemy jednak zabronić płacenia takich kwot, jeśli tylko ktoś jest chętny. Poza tym przedsiębiorcy mają swój rozum. Jak im nie wychodzi biznes, sprzedają go komuś innemu, kto zmienia branżę i wykupuje spółkę wraz z prawem najmu. Tygodniowo rozpatrujemy po kilka takich próśb.

Pana poprzednik na stanowisku powiedział przedsiębiorcom wprost, że miasto nie będzie sprzedawać kury, która znosi złote jaja. Pana ekipa też dociska najemców tak mocno, jak się da.

- Powiem coś, co jest niepopularne. Na inwestycje w Warszawie potrzeba pieniędzy i pochodzą one z kieszeni warszawskich podatników. Z czynszów mamy setki miliony złotych przychodów rocznie. Oczywiście czynsze mają wpływ na poziom cen, ale na Nowym Świecie czy Krakowskim Przedmieściu naprawdę każdy znajdzie lokal na swoją kieszeń.

Przeczytaj także: Ile czynszu w kawie, czyli w Śródmieściu podnoszą ceny



Śródmieście

Podziel się

  • W Śródmieściu każdy znajdzie lokal na swoją kie... zwieraczmentalny 06.04.10, 16:35

    A ja polecam zapoznanie się z: tymlinkiem. Wypowiedzenie: dwa tygodnie. Przedłużyć termin może osoba,która łaskawie znajdzie czas na spotkanie w czerwcu. Władze miasta sobie wkulki lecą i »

  • Gronkiewicz-Waltz nie ukrywa, że jej misją w.i.l 06.04.10, 16:51

    jest wysiedlenie ze Środmieścia mniej zamoznych lokatorow, właścicieli mieszkań i firm za pomoca śrubowania czynszów i opłat.Mają zostac tylko filie banków i porno-sklepy.»

  • W Śródmieściu każdy znajdzie lokal na swoją kie... evenrichim 07.04.10, 10:40

    Po przeczytaniu historii Paradoxu można dojśc do wniosku iż z miastem nie dasię robić żadnych interesów. Jak mozna podpisać z kimś umowę w lipcu, narażaćna wysokie koszty remontu obiektu o »

Najnowsze wiadomości z Warszawy