Muzeum Chopina zdobyte. Nie bez problemów

bart, msz
06.04.2010 aktualizacja: 2010-04-06 20:37
A A A Drukuj
Sala dla dzieci z kapsułami i ekranami dotykowymi Fot. Jacek Lagowski / Agencja Gazeta
  • Jedną z pierwszych zwiedzających grup byli turyści z Japonii
  • Jedną z pierwszych zwiedzających grup byli turyści z Japonii
  • Jedną z pierwszych zwiedzających grup byli turyści z Japonii
  • Jedną z pierwszych zwiedzających grup byli turyści z Japonii
Kolejek ani dantejskich scen na Tamce nie było. Ale nie brakowało rozczarowanych osób, które w momencie otwarcia Muzeum Chopina o godz. 12 słyszały: - Biletów już nie ma.


Kwadrans przed południem do budynku z kasami, który został urządzony przy murze oporowym i pod schodami prowadzącymi na skarpę i Ordynacką, szybkim krokiem nadciąga wycieczka emerytów z Japonii.

- W sumie 18 osób, no i ja. Biuro podróży zarezerwowało bilety na godz. 12. Nikt mi nie powiedział, że w przypadku grup trzeba się zameldować pół godziny przed czasem. Kiedy dostałam telefon, wciąż zwiedzaliśmy Starówkę - denerwuje się Iwona Mandrewicz, pilotka wycieczki.

Przewodniczka początkowo usłyszała w kasie, że jest za późno i zarezerwowane bilety przepadły. Pracownik zadzwonił jednak do przełożonych. - Uff. Udało się - odetchnęła z ulgą Iwona Mandrewicz.

Japończycy wyciągnęli kamery, aparaty fotograficzne i komórki. Zdjęciom nie było końca.

Nie wszyscy od razu rozumieli, dlaczego w dniu, kiedy zwiedzanie jest za darmo (tak będzie zawsze we wtorki), za każdą wchodzącą osobę trzeba w kasie zostawić 5 zł. - Pieniądze do państwa wrócą. To jest kaucja za bilet-kartę magnetyczną, którą należy oddać - tłumaczył pracownik.

Pierwsze spostrzeżenie. Ogromne drzwi ze szkła są tak ciężkie, że nie tylko wątły emeryt z Japonii ale nawet strongman Mariusz Pudzianowski poczułby je w mięśniach. Forma wzięła górę nad funkcją (projekt adaptacji zabytku na potrzeby muzeum - w sumie udany - powstał w pracowni architektonicznej Grzegory & Partnerzy).

O emerytkach, które się zagapiły

- Matko Boska! Jak to nie ma biletów? Nie rezerwowałyśmy wcześniej [do niedawna można to było zrobić na stronie internetowej http://pl.chopin.nifc.pl/museum/ - red.], bo myślałyśmy, że w dniu otwarcia po prostu da się wejść - nie kryły zdziwienia pani Irena, emerytowana nauczycielka muzyki, i jej znajoma pani Danuta.

Panie przybyły pod Zamek Ostrogskich po godz. 11. Ktoś je poinformował, że muzeum otwiera się w samo południe. - No to poszłyśmy na kawę do kawiarni w Centrum Chopinowskim. Tam czekałyśmy. Kiedy wróciłyśmy po bilet, okazało się, że nie ma już żadnego. Jesteśmy gapy - stwierdziła pani Irena.

Należało bowiem od razu udać się do kasy (są otwarte od godz. 11) i jak najszybciej odebrać wejściówkę. Pani Danuta: - Spróbujemy za tydzień. Okazało się jednak, że na następny wtorek, kiedy zwiedzanie znów jest za darmo, biletu nie można zarezerwować. Trzeba przyjść i pytać, czy da się wejść.

Panie uznały zgodnie, że "bilety są dość drogie": pojedynczy ulgowy kosztuje 13 zł (grupowy 11 zł), normalny odpowiednio 22 zł lub 18 zł.

O szczęściu może za to mówić Ludomira Galewska z Poznania, która okazała się niezwykle przebojowa. Oświadczyła w budynku kasowym, że jest melomanką wiekową, była teraz w Warszawie na Festiwalu Beethovena, Chopina kocha, ma pociąg powrotny do domu o godz. 14.30 i wcześniej musi zobaczyć wystawę. Udało się wyszukać bilet.

Sąsiedzi z gospodarską wizytą

Na drugie piętro jedziemy windą z państwem Danutą i Jerzym Wesołowskimi. Są emerytami i mieszkają w pobliżu. Chcieli jak najszybciej zobaczyć hipernowoczesne muzeum, bo obserwowali toczące się prace (kamieniarze na zewnątrz jeszcze ich nie skończyli).

- Muzeum jest wspaniałe w sensie technicznym. Ale informacji jest tutaj bardzo dużo, tematy są potraktowane tak szeroko, że nie wiadomo, co wybrać i gdzie pójść. Potrzeba kilku dni, żeby zorientować się w całości - uważa Jerzy Wesołowski.

Wysiadamy z windy na drugim piętrze. Z każdej strony pozamykane drzwi. Otwieramy pierwsze z brzegu. Wchodzimy do sali pełnej płaskich monitorów i nazw miast, które mogą się kojarzyć z terminalem na lotnisku. - Co to jest? Czego się mogę tutaj dowiedzieć? Brakuje mi informacji - komentuje pan Wesołowski.

Tabliczka z napisem "Osobowość i podróże Chopina po Europie" znajduje się bowiem tylko przed innym wejściem do tej sali - od strony schodów; brak jakiejkolwiek informacji dla osób, które wjechały na górę i na wystawę weszły od strony windy.

Państwo Wesołowscy nie kryją jednak entuzjazmu: - Wcześniej muzeum było bardzo skromne. Teraz jest wspaniałe i imponujące.

Wiedzą, że w tej zmianie swój udział ma Unia Europejska. Koszt całej inwestycji wyniósł 81 mln 677 tys. i 88 zł, z czego dofinansowanie z UE to 30 mln 695 tys. 314 zł.

Poznanianka sprawdza daty

Zwiedzający byli czujni. - Zamarłam, kiedy przeczytałam, że Chopin opuścił Warszawę na zawsze 3 listopada 1830 r. Taki błąd? Przecież wyjechał dzień wcześniej. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to informacja, która została opublikowana 3 listopada w "Kurierze Warszawskim" wraz z kantatą pożegnalną Józefa Elsnera - przypomina Ludomira Galewska.

Stołeczne muzeum zrobiło na poznaniance duże wrażenie, zamierza do niego jeszcze wrócić. - Wspaniała jest sala koncertowa urządzona w kazamatach. Dopiero w piwnicach z cegieł i głazów widać, że jesteśmy w prawdziwym Zamku (Ostrogskich) - mówi.

Ćwiczyć tu będą uczestnicy konkursu Chopinowskiego. - Już w 2008 r. wystarałam się o bilety na tegoroczny konkurs - zdradza pani Galewska.

Kto chce kupić bilety do muzeum, też musiał to robić z wyprzedzeniem, choć nie aż tak ekstremalnym, dokonując rezerwacji w sieci. Teraz można już tylko próbować szczęścia w kasie. Na stronie internetowej muzeum czytamy: "W związku z ogromnym zainteresowaniem, możliwość rezerwacji biletów została wstrzymana. Obecnie uruchamiany jest system zakupu biletów on-line, który wraz z nową witryną Muzeum Fryderyka Chopina będzie dostępny niebawem. Telefon kontaktowy: +48 22-44-16-272".

Przeczytaj także: Rusza Muzeum Chopina - może być chaos



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy