Po śmierci Tomasza Merty los zabytków jest niepewny
26.04.2010
aktualizacja: 2010-04-25 21:05
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Bronił przed rozbiórką willę Chowańczaka na Mokotowie i kościół św. Rocha w Lipkowie. Odpierał ataki polityków, a urzędowi generalnego konserwatora przywrócił autorytet. Po śmierci Tomasza Merty los wielu zabytków znów jest niepewny - pisze Tomasz Urzykowski.
ZOBACZ TAKŻE
- Smoleńska kwatera na Powązkach w artystycznej oprawie (06-05-10, 10:00)
- Trzask-prask i po wiadukcie na Żoliborz (26-04-10, 08:00)
- Nowe przepisy: domy pod szczególnym nadzorem (10-06-10, 10:00)
- Ratusz podliczył koszty żałoby narodowej (28-04-10, 09:00)
- Kłopot z zapłatą za barierki na placu Piłsudskiego (27-04-10, 18:30)
- Trzy pożegnalne msze na Starym Mieście (26-04-10, 21:01)
- Warszawskie pogrzeby we wtorek (26-04-10, 20:55)
- Co zrobić z warszawskimi gimnazjami? (26-04-10, 10:00)
- Dyrektor muzeum kandydatem na prezydenta Warszawy? (26-04-10, 08:00)
- Różami pożegnali Izabelę Jarugę-Nowacką (26-04-10, 08:00)
- Znikły bazgroły z ul. Racławickiej (26-04-10, 10:00)
- Burzą legendarny budynek: kwaterę generała Bora (27-04-10, 09:00)
Obym się mylił. Nietrudno jednak sobie wyobrazić, że do nowego generalnego konserwatora zabytków zaraz ustawią się w kolejce ci, których Tomasz Merta odprawił kiedyś z kwitkiem, a byli wśród nich rozmaici deweloperzy, politycy, wojewoda mazowiecki, a nawet arcybiskup warszawski. Były konserwator każdego wysłuchał, lecz gdy propozycje rozmówcy godziły w ochronę zabytków, twardo odpowiadał: "nie. Obawiam się, że ktoś, kto go zastąpi, może już nie być tak stanowczy jak on.
Tomasz Merta nie krył, że wiceministrem kultury i generalnym konserwatorem zabytków został z politycznego nadania. Gdy w listopadzie 2005 r., wraz z nastaniem rządu PiS, obejmował to stanowisko, sądziłem, że będzie kolejnym nieudanym "partyjnym konserwatorem" Jego poprzednicy z SLD traktowali zabytki po macoszemu: Aleksandra Jakubowska zajęta była ustawą medialną, Ryszard Mikliński od pamiątek przeszłości wolał jazz. Szybko okazało się, że Tomasz Merta swoją pracę traktuje jak misję, a przyjście spoza środowiska zajmującego się zabytkami (z wykształcenia był polonistą) to jego dodatkowy atut. Nie należał do konserwatorskich koterii, nigdy nie udawał, że jest w tej dziedzinie ekspertem. W trudnych sprawach zasięgał zawsze opinii fachowców.
Tomasz Merta umiał bronić swojego zdania przed naciskami z różnych stron. Odmówił zgody na nadbudowę cennej kamienicy przy ul. Próżnej i wykreślenie z rejestru fabryki Norblina przy ul. Żelaznej. Zaangażował się w ocalenie zagrożonej rozbiórką willi Arpada Chowańczaka przy ul. Morskie Oko, choć wcześniej były wojewódzki konserwator Ryszard Głowacz nie widział potrzeby objęcia jej ochroną. Tomasz Merta, wbrew wielu członkom i sympatykom tej partii, nie zablokował wpisania do rejestru zabytków Pałacu Kultury i Nauki. Choć osobiście nie był entuzjastą uznania "daru Stalina" za dobro kultury, nie poparł histerycznych ataków na tę decyzję podgrzewanych w TVP i "Rzeczpospolitej" przez Jana Pospieszalskiego. Pod przykrywką walki z symbolem komunizmu chciano zniszczyć Salę Kongresową. Szykowano jej gruntowną przebudowę na teatr muzyczny dla zaprzyjaźnionego z parą prezydencką Janusza Pietkiewicza. Decyzja wojewódzkiego konserwatora o wpisie PKiN-u do rejestru zabytków przekreśliła te plany.
Nieraz zresztą przeciwstawiał się politycznym naciskom na służby konserwatorskie. Wojewodzie mazowieckiemu Jackowi Kozłowskiemu (PO) odmówił zgody na odwołanie wojewódzkiej konserwator Barbary Jezierskiej. Miała odejść bez poważnej przyczyny, a na jej miejsce czekał już były dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand Ruszczyc. Podobna sytuacja zdarzyła się w Lublinie.
Był niezależny również od społecznych obrońców zabytków. Gdy uznał za słuszne, podejmował decyzje wbrew nim. Tak było z dawną odlewnią Braci Łopieńskich przy ul. Hożej. Generalny konserwator nie stanął w jej obronie, uznając, że nie da się zanegować opinii pięciu ekspertów kwestionujących wartość tego obiektu.
Najbardziej zaimponował mi, sprzeciwiając się rozbiórce klasycystycznego kościoła św. Rocha w podwarszawskim Lipkowie. Tamtejszy proboszcz postanowił zburzyć XVIII-wieczną świątynię, aby zbudować większą. Z Tomaszem Mertą spotkał się w tej sprawie metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz. Chciał uzyskać jego zgodę na rozbiórkę, ale generalny konserwator, który - jak mówił ksiądz na jego pogrzebie - nie rozstawał się z różańcem, wyjaśnił arcybiskupowi, że o zburzeniu kościoła mowy nie ma.
Tomasz Merta nie krył, że wiceministrem kultury i generalnym konserwatorem zabytków został z politycznego nadania. Gdy w listopadzie 2005 r., wraz z nastaniem rządu PiS, obejmował to stanowisko, sądziłem, że będzie kolejnym nieudanym "partyjnym konserwatorem" Jego poprzednicy z SLD traktowali zabytki po macoszemu: Aleksandra Jakubowska zajęta była ustawą medialną, Ryszard Mikliński od pamiątek przeszłości wolał jazz. Szybko okazało się, że Tomasz Merta swoją pracę traktuje jak misję, a przyjście spoza środowiska zajmującego się zabytkami (z wykształcenia był polonistą) to jego dodatkowy atut. Nie należał do konserwatorskich koterii, nigdy nie udawał, że jest w tej dziedzinie ekspertem. W trudnych sprawach zasięgał zawsze opinii fachowców.
Tomasz Merta umiał bronić swojego zdania przed naciskami z różnych stron. Odmówił zgody na nadbudowę cennej kamienicy przy ul. Próżnej i wykreślenie z rejestru fabryki Norblina przy ul. Żelaznej. Zaangażował się w ocalenie zagrożonej rozbiórką willi Arpada Chowańczaka przy ul. Morskie Oko, choć wcześniej były wojewódzki konserwator Ryszard Głowacz nie widział potrzeby objęcia jej ochroną. Tomasz Merta, wbrew wielu członkom i sympatykom tej partii, nie zablokował wpisania do rejestru zabytków Pałacu Kultury i Nauki. Choć osobiście nie był entuzjastą uznania "daru Stalina" za dobro kultury, nie poparł histerycznych ataków na tę decyzję podgrzewanych w TVP i "Rzeczpospolitej" przez Jana Pospieszalskiego. Pod przykrywką walki z symbolem komunizmu chciano zniszczyć Salę Kongresową. Szykowano jej gruntowną przebudowę na teatr muzyczny dla zaprzyjaźnionego z parą prezydencką Janusza Pietkiewicza. Decyzja wojewódzkiego konserwatora o wpisie PKiN-u do rejestru zabytków przekreśliła te plany.
Nieraz zresztą przeciwstawiał się politycznym naciskom na służby konserwatorskie. Wojewodzie mazowieckiemu Jackowi Kozłowskiemu (PO) odmówił zgody na odwołanie wojewódzkiej konserwator Barbary Jezierskiej. Miała odejść bez poważnej przyczyny, a na jej miejsce czekał już były dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand Ruszczyc. Podobna sytuacja zdarzyła się w Lublinie.
Był niezależny również od społecznych obrońców zabytków. Gdy uznał za słuszne, podejmował decyzje wbrew nim. Tak było z dawną odlewnią Braci Łopieńskich przy ul. Hożej. Generalny konserwator nie stanął w jej obronie, uznając, że nie da się zanegować opinii pięciu ekspertów kwestionujących wartość tego obiektu.
Najbardziej zaimponował mi, sprzeciwiając się rozbiórce klasycystycznego kościoła św. Rocha w podwarszawskim Lipkowie. Tamtejszy proboszcz postanowił zburzyć XVIII-wieczną świątynię, aby zbudować większą. Z Tomaszem Mertą spotkał się w tej sprawie metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz. Chciał uzyskać jego zgodę na rozbiórkę, ale generalny konserwator, który - jak mówił ksiądz na jego pogrzebie - nie rozstawał się z różańcem, wyjaśnił arcybiskupowi, że o zburzeniu kościoła mowy nie ma.
Przeczytaj także: Zobacz zabytkowe podwarszawskie stacje kolejowe
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


