Dwóch pijaczków i wielki pożar

Grzegorz Lisicki
26.04.2010 aktualizacja: 2010-04-26 22:32
A A A Drukuj
Pożar budynku mieszkalnego na skrzyżowaniu ulic Łopuszańskiej i Flisa we Włochach fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Jeden z zatrzymanych robotników
  • Pożar budynku mieszkalnego na skrzyżowaniu ulic Łopuszańskiej i Flisa we Włochach
  • Pożar budynku mieszkalnego na skrzyżowaniu ulic Łopuszańskiej i Flisa we Włochach
  • Pożar budynku mieszkalnego na skrzyżowaniu ulic Łopuszańskiej i Flisa we Włochach
Setki tysięcy złotych strat, trzy bloki komunalne i biurowiec ewakuowane po pożarze, który najprawdopodobniej wywołali pijani robotnicy remontujący dach. 101 osób jest bez dachu nad głową.
SERWISY
- To był na początku taki mały niewinny dymek. Zadzwoniłam po straż pożarną, ale nawet nie wychodziłam z mieszkania. Dopiero później wpadli strażacy i kazali natychmiast opuścić mieszkanie - mówi Ewa Szpakowska, lokatorka jednego z budynków przy ul. Flisa we Włochach. To boczna uliczka Łopuszańskiej kilkaset metrów od skrzyżowania z al. Krakowską.



Ogień wybuchł wczoraj około południa w bloku przy ul. Flisa 9. - Ludzie biegali, przyjechała straż pożarna. Wyszłam z domu i w szklanej elewacji tego biurowca zobaczyłam, że z dachu wali czarny dym jak z wulkanu - opowiada Regina Bista z mieszkania na parterze. Do mieszkań nie było już powrotu, policja i strażacy zabronili nawet zbliżać się do budynku.

Na dachu tymczasem trwała walka z ogniem, który zaczął się niewinnie - najprawdopodobniej robotnicy zaprószyli ogień, układając na dachu papę. Dopiero później zapaliła się konstrukcja poddasza. Zbudowane w 1952 r. domy oryginalnie były dwupiętrowe. Trzy lata temu urzędnicy z Włoch zdecydowali o ich nadbudowie, powiększając w ten sposób szczupły zasób mieszkań komunalnych w dzielnicy. - To konstrukcja aluminiowa wypełniona watą szklaną, ścianki z płyty gipsowo-kartonowej, dużo płyt paździerzowych. Wszystko się świetnie pali, zwłaszcza w taki wietrzny dzień - mówi asp. Piotr Tabencki z zespołu prasowego miejskiej straży pożarnej, który osobiście gasił wczorajszy pożar. - Ogień wszedł w wolną przestrzeń między dachem a konstrukcją. Tę z kolei wygięła temperatura, przez co dach po prostu runął do środka. Trzeciego piętra nie ma - opowiadał reporterowi "Gazety". Akcję gaśniczą trzeba było prowadzić z powietrza, czyli podnośników, bo strażacy nie mogli wejść do środka. Paląca się papa i inne materiały zasnuły dymem całą okolicę.

Strażacy zarządzili ewakuację szklanego biurowca na działce obok. Udało się obronić przed ogniem dwa sąsiednie budynki, ale podczas ewakuacji dwóch policjantów zatruło się dymem. Są w szpitalu.

Policja zatrzymała dwóch pijanych robotników, którzy remontowali dach. To 51-letni Andrzej M. i 52-letni Stanisław J. Mieli około dwóch promili alkoholu w wydychanym powietrzu. Zatrzymano też właściciela firmy remontowej Zdzisława S. Był trzeźwy.

101 osób utraciło dach nad głową. 9 spośród 35 mieszkań nie nadaje się na pewno do użytku, są całkowicie spalone. Te na niższych kondygnacjach są zapewne zalane wodą. Straty to setki tysięcy złotych, ale mogą być i milionowe, jeśli nadzór budowlany stwierdzi, że budynek nie nadaje się do użytku. - Właśnie skończyłam spłacać raty za meble. I wszystko się spaliło - mówi ze smutkiem pani Ewa. Ona i sąsiedzi najbliższe dni spędzą w hotelu wynajętym przez urzędników. - Już szukamy lokali zastępczych, liczymy tu na pomoc miasta - mówi burmistrz Włoch Michał Wąsowicz. Zapowiada też dochodzenie i ewentualne wyciągnięcie konsekwencji wobec pracowników ZGN we Włochach, którzy wynajęli pijacką ekipę majstrów. - Powinni ich nadzorować, ale mam wrażenie, że tu nie było żadnego nadzoru - mówi zdenerwowany.

Przeczytaj także: Samochód zapalił się na Wybrzeżu Helskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy