Kultowa Cafe Bajka wróciła na Nowy Świat

Wojciech Karpieszuk
30.04.2010 aktualizacja: 2010-04-30 11:17
A A A Drukuj
Jadwiga Myrcha po kilku miesiącach przerwy znowu jest kierowniczką kawiarni Bajka Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Rozniosło się już po Warszawie, że legendarna kawiarnia Bajka jest znowu otwarta. Już zaglądają tam stali konsumenci, którzy przychodzili tam jeszcze za czasów PRL-u
Zobacz jak zamykali kawiarnię "Bajka"



- Piwko będzie po weekendzie - kierowniczka kawiarni Jadwiga Myrcha rzuca do starszego pana, który w czwartek wpadł, by na własne oczy zobaczyć, że Bajka wróciła. - Przychodzą z kwiatami i się witają. Pytają: "Pani Jadziu, a czy będą lustra?" Oczywiście, że będą. Co to za kawiarnia bez luster! - opowiada i pokazuje, gdzie zawisną.

Pani Jadwiga Bajkę przy Nowym Świecie 44 prowadziła od 1984 r. Wtedy lokal pod tą samą nazwą istniał już 32 lata. Kiedy inne stare kawiarnie padały, Bajka miała się dobrze. Przychodzili profesorowie, studenci, aktorzy i pospolici pijaczkowie. Wszyscy czuli się tu jak u siebie. Niewiele się zmieniło od czasów PRL: taborety przykręcone do podłogi, na ścianach lustra (można się było napić z własnym odbiciem), sztuczne kwiatki w wazonikach na stołach. W menu krem sułtański, galaretka owocowa i herbata w szklankach. Jednak w zeszłym roku pani Jadwiga musiała zamknąć Bajkę. Właściciel kamienicy podniósł kilkakrotnie czynsz. Wtedy powstał nowoczesny cocktail bar.

- Zadzwonili do mnie konsumenci i mówią, że lokal pusty stoi. Cocktail bar zbankrutował. Dogadałam się z właścicielem i wracam - cieszy się kierowniczka. - Tyle lat tu spędziłam. W domu już mi się dłużyło. Tęskniłam za konsumentami, za młodzieżą. Wszyscy tutaj mnie zagadywali: "Pani Jadziu, jak zdrówko?". U mnie nigdy nikt nie podchodził do klienta co pięć minut z pytaniem: "Co jeszcze podać?". Studenci wyprawiali tu urodziny. Robiłam kanapki i wynosiłam do ogródka. Patrzę - u sąsiadów pusto, a u mnie komplet. Taka dumna byłam. Ale jak można za kawę brać 9 zł? U mnie jest za pięć. Herbata za 3,50. Może jestem starej daty, ale herbaty w kubkach nie uznaję. Tylko szklanki. Szarlotkę i wuzetkę mam za 5 zł. Piwo będzie za 6,50. Już 40 lat robię w gastronomii i wiem, jak konsumenta utrzymać.

Kawiarnia przeszła generalny remont. Nie ma już kafelków w esy folersy. Teraz ściany są jasnego koloru. Na szybie duży napis "Bajka", taki sam jak przed zamknięciem. Na zewnątrz markizy. - Mam nowy bufet i lodówkę, młynek do kawy. Jest nowy ekspres. Nie byle jaki, włoski. Cappucino wychodzi bardzo dobre.

Pani Jadwiga kawę odmierza miarką, którą kupiła w 1984 r. Ma równo osiem gramów, bo takie były kiedyś przepisy. Dziś nikt już na to nie zwraca uwagi. - Całą Warszawę taksówką zjeździłam, zanim miarkę znalazłam - opowiada. Wspomina, jak 26 lat temu przejmowała lokal w ajencję od Społem. Trzy razy stawała przed specjalną komisją, zanim wygrała. Wspomina też wieczór sprzed roku, ostatni przed zamknięciem Bajki: - Ile płaczu było! Ja płakałam, klienci płakali i śpiewali "Sto lat". Studentki nie chciały wychodzić. Do drugiej nad ranem ludzie siedzieli - przypomina. - Syn opowiadał mi niedawno, że gdzieś na Ochocie też była taka kawiarnia jak moja. Kierowniczka miała z 80 lat i ciągle przychodziła, tak bardzo była zżyta z konsumentami. Z laską podobno siedziała. Śmiejemy się, że ze mną będzie tak samo.

Dzwoni komórka (pani Jadwiga ma ją dopiero od niedawna). - Jutro przyjdziecie? O, jak się cieszę! - odkłada telefon i mówi: - Komisja w sprawie alkoholu. Jak wszystko pójdzie dobrze, to jeszcze w piątek dzwonię do handlowca. I na długi weekend ruszam pełną parą.

Przeczytaj także: Trup w szafie, czyli zmarnowany Pałac Saski



Śródmieście

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy