Stolica ma więcej kołtunów niż Kraków. A się nie chwali
12.05.2010
aktualizacja: 2010-05-11 20:17
Kołtunów mamy dwa razy więcej niż Kraków! Oni jeden - w muzeum medycyny, my dwa - w zbiorach specjalnych Głównej Biblioteki Lekarskiej mieszczących się w dawnym pawilonie szpitala ujazdowskiego na Jazdowie.
ZOBACZ TAKŻE
- Eksponaty muzealne jak narzędzia tortur [ZDJĘCIA] (13-08-10, 10:00)
- "Dama" w Warszawie - a w Krakowie ogromny żal? (18-05-10, 12:00)
- Arcydzieła Leonarda da Vinci i Rembrandta w Warszawie (17-05-10, 23:00)
- W czym Warszawa bije Kraków na głowę? W hejnałach! (15-05-10, 15:00)
- "Stolica ma kołtuny? To zaniedbane dredy siwego hipisa" (13-05-10, 10:00)
- Znany obraz Leonarda da Vinci już w Warszawie (13-05-10, 08:30)
- Akcja na ratunek skrzydlatym wiatom (25-04-10, 17:33)
- Z Zamku Królewskiego w Warszawie na Wawel (16-04-10, 11:00)
- Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie powstanie (01-02-10, 10:00)
- Kontenery przed Belwederem i pytanie o granice (13-05-10, 10:00)
Kołtun to prawdziwa polska specjalność. W literaturze naukowej nosi nawet łacińską nazwę "plica polonica". Gdyby w Warszawie istniało muzeum medycyny moglibyśmy pokazywać go turystom z całego świata. Niestety, muzeum takiego nie ma i te równie niezwykłe co wstrząsające pamiątki obyczajowości dawnej Rzeczypospolitej czekają na lepsze czasy w pudełku na buty.
Kołtun to sklejony łojem pęk włosów. Nieznający grzebienia, szczotki ani mydła, raj dla wszy i drobnoustrojów. Przesądy broniły obcinania kołtunów. Wierzono, że jego utrata groziła ślepotą i popadnięciem w szaleństwo. Za to jego noszenie miało rzekomo chronić przed diabłem i chorobami.
Mazowsze, korzeń kołtunów
W kołtunach Mazowsze zawsze biło całą Polskę. Potwierdzał to kronikarz czasów saskich, ksiądz Jędrzej Kitowicz, opisując stroje majętniejszych chłopów. "Czapka na głowie różnego koloru, niska, pakułami wysłana. (...) Kołtonów pełna głowa, które to kołtony lubo się znajdują w całej Polszcze i Litwie dość obfito. Biorąc jednak proporcje do innych województw, możno twierdzić, iż w Księstwie Mazowieckim, osobliwie między chłopstwem samo centrum i korzeń sobie założyły tak dalece, że między trzema głowami chłopskimi dwie musiały być kołtonowate" - pisał Kitowicz. Taki kołtun hodowany był przez całe życie. "Ledwo dziecku głowa porosła włosami, zaraz się zwijała w kołtony rozmaite: drobne, grube, pojedyncze, na kształt czapki, podzielone na sznury gładkie albo tez na końcach węzłowate. Czy to pochodziło z natury, czy z niechlujstwa, zostawuję rozwiązanie tego zadania lekarzom" - tłumaczył Kitowicz u schyłku XVIII wieku.
W magazynie GBL-u muzealnik Grażyna Jermakowicz w ochronnych rękawicach zdejmuje z metalowej półki pudełko na buty. Wyciąga duże zawiniątko w gazecie. Ciemna zmierzwiona masa włosów, przypominająca niemyte od lat dredy. Rozkłada gazetę i obydwa kołtuny ukazują się nam w całej okazałości.
- Te kołtuny przywiózł nam prof. Stanisław Konopka współtwórca i wieloletni dyrektor Głównej Biblioteki Lekarskiej. - mówi Grażyna Jermakowicz. Przekonuje, że choć ostatnie kołtuny ścinał w XIX w. dr i prezydent Krakowa Józef Dietl, to sama po wsiach widziała zmierzwione głowy jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wydaje się, że w Warszawie kołtuny noszono dłużej niż w dawnej stolicy Polski. Z polecenia dr. Antoniego Le Bruna ścinano je aż do początku XX w. u wszystkich, zakołtunionych pacjentów pojawiających się w Szpitalu Dzieciątka Jezus.
Co z muzeum medycyny
Dziś warszawscy lekarze chcą, by kołtuny z pudełek na buty mogły wreszcie trafić do nowocześnie zaaranżowanej sali Muzeum Medycyny. O stworzenie takiego muzeum Polskie Towarzystwo Lekarskie zabiega od 1971 r. - Budynek już mamy. To właśnie obecna siedziba zbiorów specjalnych GBL-u w dawnym pawilonie chirurgicznym Szpitala Ujazdowskiego przy Jazdowie 1a. Na przełomie lat 80. i 90. zdewastowany budynek biblioteka wyremontowała ogromnym kosztem - mówi dr Krzysztof Królikowski, prezes Stowarzyszenia Muzeum Medycyny powołanego w ubiegłym miesiącu.
- Mamy ogromną kolekcję rękopisów i starodruków od XV wieku - oprowadza Jakub Żbikowski, kierownik zbiorów specjalnych GBL-u. Uwagę zwracają stare księgi o jasnych grzbietach. To pozostałości wielkiej biblioteki lekarskiej gromadzonej przez kilkaset lat przez hrabiów Schaffgotschów na Dolnym Śląsku, a po 1945 r. przewiezionej do Warszawy. - Nasze zbiory to nie tylko księgozbiór. Mamy też muzealia, meble pochodzące z gabinetów lekarskich i spuściznę wielu lekarzy. Na dowód pokazuje odtworzony gabinet częstochowskiego lekarza Władysława Biegańskiego z przełomu XIX i XX w. Wszystko wygląda tu tak jak przed stu laty.
Zaglądamy do magazynów na poddaszu. Tu piętrzą się sterty przerażających dziś narzędzi chirurgicznych i ginekologicznych, budzący panikę fotel dentystyczny ze straszliwymi świdrami. Kolejny magazyn, na półkach setki metrów bieżących akt personalnych lekarzy, izby dentystycznej, personelu pomocniczego.
Czy zbiory ocaleją? Nie mamy takiej pewności. Centrum Sztuki Współczesnej wspierane przez Ministerstwo Kultury upatrzyło sobie pawilon GBL-u na siedzibę instytutu muzyki.
Gromadzone od laty zbiory specjalne GBL-u nie będą miały gdzie się podziać. - Mogą wówczas ulec rozproszeniu, zapewne przepadłyby nam i obydwa kołtuny - załamuje ręce dr Królikowski.
Kołtun to sklejony łojem pęk włosów. Nieznający grzebienia, szczotki ani mydła, raj dla wszy i drobnoustrojów. Przesądy broniły obcinania kołtunów. Wierzono, że jego utrata groziła ślepotą i popadnięciem w szaleństwo. Za to jego noszenie miało rzekomo chronić przed diabłem i chorobami.
Mazowsze, korzeń kołtunów
W kołtunach Mazowsze zawsze biło całą Polskę. Potwierdzał to kronikarz czasów saskich, ksiądz Jędrzej Kitowicz, opisując stroje majętniejszych chłopów. "Czapka na głowie różnego koloru, niska, pakułami wysłana. (...) Kołtonów pełna głowa, które to kołtony lubo się znajdują w całej Polszcze i Litwie dość obfito. Biorąc jednak proporcje do innych województw, możno twierdzić, iż w Księstwie Mazowieckim, osobliwie między chłopstwem samo centrum i korzeń sobie założyły tak dalece, że między trzema głowami chłopskimi dwie musiały być kołtonowate" - pisał Kitowicz. Taki kołtun hodowany był przez całe życie. "Ledwo dziecku głowa porosła włosami, zaraz się zwijała w kołtony rozmaite: drobne, grube, pojedyncze, na kształt czapki, podzielone na sznury gładkie albo tez na końcach węzłowate. Czy to pochodziło z natury, czy z niechlujstwa, zostawuję rozwiązanie tego zadania lekarzom" - tłumaczył Kitowicz u schyłku XVIII wieku.
W magazynie GBL-u muzealnik Grażyna Jermakowicz w ochronnych rękawicach zdejmuje z metalowej półki pudełko na buty. Wyciąga duże zawiniątko w gazecie. Ciemna zmierzwiona masa włosów, przypominająca niemyte od lat dredy. Rozkłada gazetę i obydwa kołtuny ukazują się nam w całej okazałości.
- Te kołtuny przywiózł nam prof. Stanisław Konopka współtwórca i wieloletni dyrektor Głównej Biblioteki Lekarskiej. - mówi Grażyna Jermakowicz. Przekonuje, że choć ostatnie kołtuny ścinał w XIX w. dr i prezydent Krakowa Józef Dietl, to sama po wsiach widziała zmierzwione głowy jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wydaje się, że w Warszawie kołtuny noszono dłużej niż w dawnej stolicy Polski. Z polecenia dr. Antoniego Le Bruna ścinano je aż do początku XX w. u wszystkich, zakołtunionych pacjentów pojawiających się w Szpitalu Dzieciątka Jezus.
Co z muzeum medycyny
Dziś warszawscy lekarze chcą, by kołtuny z pudełek na buty mogły wreszcie trafić do nowocześnie zaaranżowanej sali Muzeum Medycyny. O stworzenie takiego muzeum Polskie Towarzystwo Lekarskie zabiega od 1971 r. - Budynek już mamy. To właśnie obecna siedziba zbiorów specjalnych GBL-u w dawnym pawilonie chirurgicznym Szpitala Ujazdowskiego przy Jazdowie 1a. Na przełomie lat 80. i 90. zdewastowany budynek biblioteka wyremontowała ogromnym kosztem - mówi dr Krzysztof Królikowski, prezes Stowarzyszenia Muzeum Medycyny powołanego w ubiegłym miesiącu.
- Mamy ogromną kolekcję rękopisów i starodruków od XV wieku - oprowadza Jakub Żbikowski, kierownik zbiorów specjalnych GBL-u. Uwagę zwracają stare księgi o jasnych grzbietach. To pozostałości wielkiej biblioteki lekarskiej gromadzonej przez kilkaset lat przez hrabiów Schaffgotschów na Dolnym Śląsku, a po 1945 r. przewiezionej do Warszawy. - Nasze zbiory to nie tylko księgozbiór. Mamy też muzealia, meble pochodzące z gabinetów lekarskich i spuściznę wielu lekarzy. Na dowód pokazuje odtworzony gabinet częstochowskiego lekarza Władysława Biegańskiego z przełomu XIX i XX w. Wszystko wygląda tu tak jak przed stu laty.
Zaglądamy do magazynów na poddaszu. Tu piętrzą się sterty przerażających dziś narzędzi chirurgicznych i ginekologicznych, budzący panikę fotel dentystyczny ze straszliwymi świdrami. Kolejny magazyn, na półkach setki metrów bieżących akt personalnych lekarzy, izby dentystycznej, personelu pomocniczego.
Czy zbiory ocaleją? Nie mamy takiej pewności. Centrum Sztuki Współczesnej wspierane przez Ministerstwo Kultury upatrzyło sobie pawilon GBL-u na siedzibę instytutu muzyki.
Gromadzone od laty zbiory specjalne GBL-u nie będą miały gdzie się podziać. - Mogą wówczas ulec rozproszeniu, zapewne przepadłyby nam i obydwa kołtuny - załamuje ręce dr Królikowski.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
-
Stolica ma więcej kołtunów niż Kraków. A się ni...
rosomak666
12.05.10, 11:19
Rzeczywiście, mamy się czym pochwalić światu, hehe.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




