Żelazowa Wola bez tirów to dramat dla przedsiębiorców

Dominika Olszewska
14.05.2010 aktualizacja: 2010-05-13 19:30
A A A Drukuj
W Roku Chopinowskim, szosą z Sochaczewa przez Leszno do Warszawy, tiry nie pojadą Dominka Olszewska
Żelazowa Wola wolna od tirów w Roku Chopinowskim - pod tym hasłem zakazano ciężarówkom jazdy szosą z Sochaczewa przez Leszno do Warszawy. Może to doprowadzić okoliczne firmy na skraj bankructwa
Drogą obok dworku Chopina w Żelazowej Woli od lat pędziły sznury tirów. Kierowcy ciężarówek jadący na północne Mazowsze omijali tędy zakorkowaną Warszawę.

Mieszkańcy przydrożnych wsi żyli w ciągłym hałasie. Poruszanie się po szosie wiązało się z ryzykiem, bo nie zbudowano przy niej porządnych chodników i ścieżek rowerowych.

- To był koszmar. Szyby w domach się trzęsły cały czas. Mieliśmy tu ruch jak w centrum Warszawy, ale żadnych świateł. Ciągle musieliśmy uważać na pędzące ciężarówki - zwierzyła się pani Stanisława, którą spotkaliśmy wczoraj na przystanku w Kampinosie.

Bezpieczeństwo miłośników

Pod koniec marca wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO) wprowadził zakaz wjazdu tirów na drogę między Lesznem a Sochaczewem. Ma on obowiązywać do końca Roku Chopinowskiego.

- Chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo wycieczek miłośników Chopina. Ale chcieliśmy poprawić też sytuację mieszkańców kilku wsi wzdłuż tej trasy - mówi Ivetta Biały, rzeczniczka wojewody.

Wojewoda pozwolił na ruch lokalny, czyli np. wjazd tirów dowożących towar do okolicznych firm. Mimo to zarządca drogi, czyli podległy marszałkowski Adamowi Struzikowi (PSL) Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich (MZDW), postawił znak zakazu wjazdu dla wszystkich ciężarówek, które nie mają specjalnych identyfikatorów.

Gdy pojawiły się znaki, z dnia na dzień w tarapaty popadło kilkudziesięciu przedsiębiorców z okolicznych wsi. Do sklepów spożywczych, hurtowni czy warsztatów nie mogą teraz dojechać żadne samochody z towarami.

Mariusz Błaszczyk od wielu lat prowadzi hurtownię budowlaną w Łazach niedaleko Kampinosu. Zatrudnia 50 osób. Do jego magazynów ciężarówki zwożą cegły, beton czy gips.

- Dotąd interes się kręcił. Od kiedy wprowadzono zakaz wjazdu tirów przez naszą wieś, jest dramat. Kierowcy nie chcą już do nas przyjeżdżać. Boją się mandatów. Urzędnicy jednym bezsensownym znakiem odcięli nas od świata - żali się.

Adam Kenig w Kampinosie ma dużą firmę transportową. Każdego dnia głównie z towarami budowlanymi pojawia się u niego 30 tirów z całej Europy. - To absurd! Nie mam szans wyrobić dla nich pozwoleń. Często do ostatniej chwili nie wiem, kto przyjedzie - dodaje Adam Kenig.

W złej sytuacji znalazł się również Marek Żakieta, który w Komorowie od 15 lat prowadzi warsztat dla ciężarówek. - Dla mnie to dramat. Kierowcy tirów boją się tu przyjeżdżać. Dochody spadają mi każdego dnia. Nie chcę pójść z torbami - martwi się.

Potrzebują czasu

Przedsiębiorcy skrzyknęli się i postanowili walczyć. Ich dramatyczny list trafił już na biurko władz Kampinosu, wojewody i urzędników MZDW. - Jak tak dalej pójdzie, firmy na naszym terenie popadną w kłopoty. Przedsiębiorstwa to przecież miejsca pracy. My tej sprawy nie odpuścimy. Urzędnicy, którzy postawili ten znak, muszą to jakoś rozwiązać - uważa Paweł Białecki, wicewójt Kampinosu.

Takimi znakami zaskoczony jest też urząd wojewódzki.

- Zakaz był potrzebny, ale musi obowiązywać w granicach zdrowego rozsądku. Nie można przecież blokować działalności lokalnych przedsiębiorców - twierdzi Ivetta Biały.

- Widzimy ten problem, ale potrzebujemy czasu. Zastanowimy się, jak go rozwiązać - zapewnia Monika Burdon, rzeczniczka MZDW.

Przedsiębiorców to nie przekonuje: - My nie możemy czekać. Dla nas każdy dzień to straty. Dla nas to sprawa życia i śmierci - kwituje Mariusz Błaszczyk.

Przeczytaj także: Na Żoliborzu parkowanie kosztem drzew



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy