Okradli kirkut w Radości. A miał być ogrodzony

Tomasz Urzykowski
16.05.2010 aktualizacja: 2010-05-14 21:11
A A A Drukuj
Macewa z grobu kobiety (u góry widać fragment świecznika) fot. PIOTR ANTONIAK
  • Druga macewa z grobu potomka lewitów
(z prawej widać wodę płynącą z dzbanu)
Złodzieje ukradli cenne kolorowe macewy z trzeciej po Powązkach i Bródnie zachowanej do dziś nekropolii żydowskiej
- Z macew chcieliśmy zbudować lapidarium, rabin Schudrich obiecywał ogrodzić teren. I teraz, gdy byliśmy blisko finału, nagle taka strata - nie kryje żalu Ewa Masny, mieszkanka Radości i stołeczna radna PO, która z grupą lokalnych społeczników zainicjowała ratowanie zapomnianego cmentarza.

Pamiątka sprzed wojny

Mało kto wie o jego istnieniu. Znajduje się w Radości, a dokładniej w Zbójnej Górze, ukryty w sosnowym zagajniku u zbiegu ulic Izbickiej i Kwitnącej Akacji. Powstał na początku XX w. Grzebano na nim Żydów głównie z Radości i Falenicy. Już w latach 30. teren wypełnił się grobami. Pochówków zaprzestano w 1937 r. Od tej pory zmarłych chowano na cmentarzu w pobliskim Aleksandrowie, po którym obecnie nie ma śladu. Na kirkucie w Zbójnej Górze przetrwały fragmenty kilkunastu nagrobków z napisami po hebrajsku i po polsku, resztka ceglanego muru okalającego niegdyś cmentarz i ruina małego budynku, który mógł służyć jako dom przedpogrzebowy lub siedziba dozorcy.

W Radości zawiązał się społeczny ruch na rzecz ochrony resztek nekropolii. Obok radnej Ewy Masny najbardziej zaangażowali się w to nauczycielka Magdalena Ładyko i Zbigniew Niziński, prezes fundacji "Pamięć, która trwa" zajmującej się żydowskim dziedzictwem. W akcję włączył się też urząd Wawra. Cmentarz został posprzątany ze śmieci, domek dozorcy ogrodzony siatką, a opiekę nad kirkutem - dzięki akcji "Szkoła adoptuje zabytek" - przyjęło Gimnazjum nr 104, w którym uczy Magdalena Ładyko. Latem zeszłego roku dzielnica poprosiła stołecznego konserwatora zabytków o zalecenia, jak chronić pozostałości cmentarza. Konserwator zamówił jego inwentaryzację. Już jesienią przygotowała ją Krystyna Antoniak, rzeczoznawca Ogólnopolskiej Rady Konserwatorów Dzieł Sztuki przy Związku Polskich Artystów Plastyków. Obejrzała i opisała każdy fragment nagrobka, określiła zakres niezbędnych prac. To ona odnalazła dwie najcenniejsze macewy.

- Leżały wśród gruzu pod okapem domku. Nie były kompletne - jednej ktoś spiłował szczyt, z drugiej pozostał tylko górny fragment - mówi Krystyna Antoniak.

- Były piękne, bo malowane. Na żadnym cmentarzu takich nie widziałam - podkreśla Ewa Masny.

Na wykonanych z piaskowca macewach utrzymały się przedwojenne farby, którymi Żydzi często pokrywali nagrobki. Jedną z macew zdobiło przedstawienie ręki z dzbanem, a więc pochodziła z grobu potomka Lewiego (osoby z tego rodu usługiwały kiedyś w Świątyni). Druga miała wykuty przez kamieniarza świecznik. To znak, że stała na grobie kobiecym (zgodnie z tradycją, kobiety zapalają szabasowe świece). Od czasu inwentaryzacji obie płyty stały pod okapem domku dozorcy i kolorowym frontem zwrócone były do ulicy.

- Trudno ich było nie zauważyć - mówi Ewa Masny.

Wypatrzone w gruzie

Kolorowe macewy widziano jeszcze w połowie kwietnia. Potem zniknęły. Ktoś wszedł przez uszkodzone ogrodzenie domku i zabrał płyty. Dlaczego nie były odpowiednio zabezpieczone, albo przynajmniej odwrócone, by nie rzucały się w oczy?

- Trochę je może odsłoniłam, ale i wcześniej kto chciał, mógł je zobaczyć w tym gruzie - odpowiada Krystyna Antoniak.

Agnieszka Kasprzak-Miler z Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków twierdzi, że zabezpieczenie cmentarza to rola dzielnicy: - Dostała od nas gotową inwentaryzację i zalecenia, co robić dalej. To opracowanie jest podstawą do wystąpienia o wpis cmentarza do rejestru zabytków i objęcia go ścisłą ochroną. Niestety, do tej pory dzielnica tego nie zrobiła.

Rzecznik Wawra Andrzej Murat twierdzi, że to nie takie proste, bo cmentarz znajduje się na gruncie prywatnym. Około jednej trzeciej obszaru kirkutu należy do rodziny, która mieszkała w domku dozorcy od 1937 r. do lat 90. Reszta podlega miastu.

- Problem ten znany jest zarówno Radzie Rabinackiej, jak i warszawskiej Gminie Żydowskiej. Bez odzewu, chociaż wydawałoby się, że to im najbardziej powinno zależeć na wystąpieniu o ochronę konserwatorską - oświadcza Andrzej Murat.

Anna Grzegorzewska z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie mówi z kolei, że o ochronę może występować właściciel terenu, a cmentarz w Zbójnej Górze do gminy nie należy.

- Zamierzamy go odzyskać. Sprawa toczy się w komisji regulacyjnej MSWiA. Dopóki nie zostanie rozstrzygnięta, cmentarz nie jest nasz - oznajmia Anna Grzegorzewska. Zaraz jednak precyzuje, że gmina żydowska jest zainteresowana losem tej nekropolii: - Chcemy zorganizować spotkanie wszystkich, którzy mogą coś w tej sprawie zrobić, i ustalić plan działania.

Tymczasem Magdalena Ładyko już organizuje akcję poszukiwania ukradzionych macew: - Uczulę młodzież z mojej szkoły, żeby rozglądała się po okolicy i pytała ludzi. Jeśli macewy zabrał ktoś z stąd, mogą pojawić się w czyimś ogródku.

Przeczytaj także: Stop profanacji kirkutu na Bródnie!



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy