W czym Warszawa bije Kraków na głowę? W hejnałach!

Dariusz Bartoszewicz
15.05.2010 aktualizacja: 2010-05-14 23:18
A A A Drukuj
Wilanowski hejnał rozlega się
z Dzwonnicy Trzeciego Tysiąclecia Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
  • Wilanowski hejnał rozlega się
z Dzwonnicy Trzeciego Tysiąclecia
Warszawa górą! Kraków ma w swoich zbiorach naukowych jeden kołtun, a my aż dwa. Bijemy ich też na głowę hejnałami. Mamy ich ze dwa razy więcej, choć grane są rzadziej. No i Krakowskie Przedmieście też jest u nas
Zadziwiła mnie nerwowa reakcja kolegi z krakowskiej redakcji "Gazety" Stanisława Mancewicza na gorącego newsa, którego dostarczył varsavianista "Stołecznej" Jerzy S. Majewski. Dowiódł, że w zbiorach Głównej Biblioteki Lekarskiej na Jazdowie mamy aż dwa kołtuny. Tymczasem Krakusi pysznili się - i wprowadzali naród w błąd, że ostatni egzemplarz "plica polonica" spoczywa pod Wawelem, a ściślej w tamtejszej Akademii Medycznej. Nie mogąc się pogodzić z goryczą porażki, kolega Mancewicz zaczął dowodzić, że rozmiar ma znaczenie, bo krakowski eksponat jest dłuższy. Żałosne. A fryz, fantazyjne zaplecenie, a forma burzy stołecznych włochów to już wcale się nie liczą? Nasze kołtuny są zalotne, by nie powiedzieć fircykowate, a podwawelski przypomina pakuły do rury ciepłowniczej.

>>> Przeczytaj tekst Stanisława Mancewicza: "Stolica ma kołtuny? To zaniedbane dredy siwego hipisa"

W celu poprawienia sobie humoru udałem się do Wilanowa, by spojrzeć na perłę baroku - rezydencję króla Jana III Sobieskiego. Piękny pałac, choć mniejszy od Wawelu. Poszedłem tam zanim wybiła dwunasta, gdyż chciałem wysłuchać lokalnego hejnału z Dzwonnicy Trzeciego Tysiąclecia przy kościele św. Anny. Już nazwa wieży przypomina, że my, w stolicy patrzymy w przyszłość, a nie w przeszłość. Campanilla to świeżej daty, ma ledwie kilka lat, ale od razu wyglądała na pradawną.

Wilanowski hejnał stanowi dużą atrakcję turystyczną. Mimo padającego w piątek deszczu pod wieżę na rowerze przybyła Marjolein van Oosterbosh z czteroletnim synem Thomasem, który też już pedałuje. - Jestem tu ze dwa razy w tygodniu, bo mój syn to uwielbia - czeka na dzwony, ale najbardziej ceni sobie hejnał na trąbkę - mówi pani van Oosterbosh z Holandii.

Jest godz. 12. Dzwony zaczynają bić. Holenderka bierze syna pod ręce. Buja nim w rytm kołysania się dzwonów. Radość. - Ale czy na pewno dziś też będzie trąbka? - dopytuje Thomas. - Będzie - uspokaja matka i pyta, co to za hejnał. Wyjaśniam, że powstał z okazji 325. rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej, kompozycję wyłonił konkurs w 2008 r. Autorem jest Kamil Kosecki, wtedy 24-letni mieszkaniec Piekoszowa i student IV roku Akademii Muzycznej w Warszawie. "Hejnał ma 28 taktów, trwa 53 s i nawiązuje charakterem do królewskich tradycji Dzielnicy Wilanów". Władze lokalne uznały tę kompozycję za jej hejnał.

- Spędziliśmy w Polsce pięć lat, w tym roku wyjeżdżamy. Sporządzam listę tego, czego mi będzie brak. Na pewno zatęsknimy za tym hejnałem - mówi Marjolein van Oosterbosh (a więc nie za krakowskim!). - Lubię go. Prawie jak w Krakowie. Mógłby być głośniej grany, na całą Warszawę. Turyści o ten hejnał dopytują, mieszkańcy już się do niego przyzwyczaili - mówi Sabina Krawczyk zza lady w sklepie Tiento przy ul. Biedronki. - On jest odtwarzany elektronicznie, dwa razy dziennie. W południe i o godz. 21 na Apel Jasnogórki - przypomina Czesław Gąsowski, gospodarz w parafii.

Tak więc kolego Mancewicz. Mamy dwa kołtuny, dwa hejnały (bo stołeczny jest grany z Wieży Zamkowej), dwa monarsze zamki - i to nówki, wiele koronowanych głów, kilku prezydentów II RP. No i wszystko co ważne w państwie od wieków toczy się przy Krakowskim Przedmieściu, który też jest w stolicy, znaczy się w Warszawie.

Przeczytaj także: Stolica ma więcej kołtunów niż Kraków. A się nie chwali



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy