Podręczniki z internetu zastąpią tradycyjne książki
19.05.2010
aktualizacja: 2010-05-18 21:34
Historia bez tradycyjnego podręcznika? Uczniowie z Żoliborza mają go w internecie. Na lekcję drukują tyle, ile potrzebują.
ZOBACZ TAKŻE
- Wychowawcy z gimnazjum we Włochach w finale konkursu (20-05-10, 12:00)
- Komputery i internet od pierwszej klasy (18-05-10, 11:00)
- Szkoła w dobie Internetu: książka lżejsza, laptop lepszy (17-05-10, 10:00)
- Prof. Hopfinger: Jestem z kultury druku (13-12-10, 09:00)
- Podręcznikowy absurd (09-07-10, 16:00)
- Do sądu za 33 zł - niebezpieczny biznes w internecie (18-06-10, 09:00)
- Trzeba regularnie przypominać: Tornistry są za ciężkie (10-06-10, 11:00)
- Podstawówki po egzaminie - najlepszy Ursynów (01-06-10, 09:00)
- Bestsellery z ciężarówek. Tak kiedyś sprzedawano książki (29-05-10, 11:00)
- Pomagają uczniom i nauczycielom jak qmać media (24-05-10, 15:00)
- Opowiadamy o świecie 19-latków. Wy nas nie rozumiecie (17-05-10, 09:00)
Waldemar Kopacki uczy w Szkole Podstawowej nr 65 przy ul. Mścisławskiej na Żoliborzu. Kiedy powiedział rodzicom, że książek do historii mają dzieciom nie kupować, byli zaskoczeni. - Dziwili się, że podręcznik będzie w internecie i że nie trzeba za niego płacić - wspomina nauczyciel. - Wcześniej byłem u pani metodyk, której powiedziałem, że nie podobają mi się książki dostępne na rynku. Usłyszałem, że wcale nie muszę z nich korzystać. Napisałem własny podręcznik dla czwartej, piątej i szóstej klasy.
Natchnieniem do tego, aby drukować książkę "w porcjach" na poszczególne lekcje, była akcja "Lekki tornister". - Zastanaiałem się, czy nie poprosić jakiegoś wydawnictwa, by udostępniło podręcznik w internecie do darmowego ściągania, tak aby dzieci mogły przynosić tylko pojedyncze kartki wskazane przez nauczyciela. Zdałem sobie jednak sprawę, że jestem zbyt naiwny, sądząc, że wydawnictwo zrezygnuje z zarobku. Jedynym wyjściem było napisanie podręcznika do wydrukowania - mówi Kopacki.
Rozwiązanie przypadło do gustu uczniom. - Książka do historii w internecie jest świetna, bo dzięki temu, że nie trzeba jej nosić do szkoły, mam lżejszy plecak - chwali Janek z piątej klasy. - Podoba mi się to, że nie ma dużo do czytania. Są w tej książce obrazki i musimy wiedzieć, kim jest osoba z portretu i co robiła, a to nie jest takie proste. Na lekcjach jest bardzo ciekawie, bo pan od historii pokazuje nam dużo slajdów albo filmy.
Z nowatorskiego rozwiązania cieszy się tata Janka. - Treści są podane w taki sposób, że łatwiej je powtarzać przed sprawdzianem. Jest i jeden minus. Dzieci muszą utrzymać drukowane kartki w porządku.
Czy jednak książka w internecie jest dostępna dla każdego z blisko 250 uczniów SP 65, którzy uczą się historii? Okazuje się, że i na to jest sposób. Ci, którzy mają internet i drukarkę, drukują podręcznik u siebie. Inni robią kserokopie. A tych, którzy nie potrafią sobie zorganizować kopii, wspiera nauczyciel. - Zawsze znajdę dzieci, które mogą wydrukować w domu czy dzięki rodzinie gdzieś w pracy kilka stron i przekazać je kolegom - tłumaczy Waldemar Kopacki.
Na swoich lekcjach nie rozwiesza map. Mapy, a także np. portrety królów, przywódców państw, obrazy bitew uczniowie oglądają w wersji elektronicznej, na dużym ekranie z komputera połączonego z rzutnikiem. - Materiał do lekcji mam tutaj - nauczyciel pokazuje pendrive'a. - Cenna jest zwłaszcza możliwość pracy z mapami. Uczniowie nie potrafią sobie wyobrazić, jak to było z ustalaniem granic. A ja rysuję im je i wymazuję.
Niemal po roku pracy z podręcznikiem internetowym widać i minusy - mało kto ma dostęp do kolorowej drukarki, a czarno-białe ilustracje są czasem mało czytelne. Kopackiego to jednak nie zniechęca. Podręczniki poprawia, ciągle pracuje też nad stroną internetową (www.magister.maturus.pl), która pomoże mu lepiej komunikować się z uczniami. Już teraz ci, którzy chcą zapracować na szóstki, mogą dowiedzieć się z niej, jakie zadania powinni wykonać. Uczniowie, którzy nie boją się komputera, wykonują np. prezentacje na konkretne tematy, które potem można wykorzystać na lekcjach.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Natchnieniem do tego, aby drukować książkę "w porcjach" na poszczególne lekcje, była akcja "Lekki tornister". - Zastanaiałem się, czy nie poprosić jakiegoś wydawnictwa, by udostępniło podręcznik w internecie do darmowego ściągania, tak aby dzieci mogły przynosić tylko pojedyncze kartki wskazane przez nauczyciela. Zdałem sobie jednak sprawę, że jestem zbyt naiwny, sądząc, że wydawnictwo zrezygnuje z zarobku. Jedynym wyjściem było napisanie podręcznika do wydrukowania - mówi Kopacki.
Rozwiązanie przypadło do gustu uczniom. - Książka do historii w internecie jest świetna, bo dzięki temu, że nie trzeba jej nosić do szkoły, mam lżejszy plecak - chwali Janek z piątej klasy. - Podoba mi się to, że nie ma dużo do czytania. Są w tej książce obrazki i musimy wiedzieć, kim jest osoba z portretu i co robiła, a to nie jest takie proste. Na lekcjach jest bardzo ciekawie, bo pan od historii pokazuje nam dużo slajdów albo filmy.
Z nowatorskiego rozwiązania cieszy się tata Janka. - Treści są podane w taki sposób, że łatwiej je powtarzać przed sprawdzianem. Jest i jeden minus. Dzieci muszą utrzymać drukowane kartki w porządku.
Czy jednak książka w internecie jest dostępna dla każdego z blisko 250 uczniów SP 65, którzy uczą się historii? Okazuje się, że i na to jest sposób. Ci, którzy mają internet i drukarkę, drukują podręcznik u siebie. Inni robią kserokopie. A tych, którzy nie potrafią sobie zorganizować kopii, wspiera nauczyciel. - Zawsze znajdę dzieci, które mogą wydrukować w domu czy dzięki rodzinie gdzieś w pracy kilka stron i przekazać je kolegom - tłumaczy Waldemar Kopacki.
Na swoich lekcjach nie rozwiesza map. Mapy, a także np. portrety królów, przywódców państw, obrazy bitew uczniowie oglądają w wersji elektronicznej, na dużym ekranie z komputera połączonego z rzutnikiem. - Materiał do lekcji mam tutaj - nauczyciel pokazuje pendrive'a. - Cenna jest zwłaszcza możliwość pracy z mapami. Uczniowie nie potrafią sobie wyobrazić, jak to było z ustalaniem granic. A ja rysuję im je i wymazuję.
Niemal po roku pracy z podręcznikiem internetowym widać i minusy - mało kto ma dostęp do kolorowej drukarki, a czarno-białe ilustracje są czasem mało czytelne. Kopackiego to jednak nie zniechęca. Podręczniki poprawia, ciągle pracuje też nad stroną internetową (www.magister.maturus.pl), która pomoże mu lepiej komunikować się z uczniami. Już teraz ci, którzy chcą zapracować na szóstki, mogą dowiedzieć się z niej, jakie zadania powinni wykonać. Uczniowie, którzy nie boją się komputera, wykonują np. prezentacje na konkretne tematy, które potem można wykorzystać na lekcjach.
Szkoła 2.0
Czy szkoła wykorzystuje dobrze współczesne multimedia? Czy korzystanie z internetu to jej codzienność, czy tylko okazjonalna atrakcja? Czy nauczyciele wykorzystują internet podczas lekcji różnych przedmiotów? Jak radzą sobie z technologią? A jak reagują na prace uczniów kopiowane z internetu? "Gazeta" rozpoczęła cykl "Szkoła 2.0". Czekamy na listy: stoleczna@agora.pl.
Wrażenia ze swoich szkół odwiedzanych po latach dziennikarze "Gazety" opisują także w blogu Szkola20.blox.pl.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
-
Podręczniki z internetu zastąpią tradycyjne ksi...
mdro
19.05.10, 10:26
A czy pan Kopacki wie o inicjatywie Wolne Podręczniki? wiki.wolnepodreczniki.plMoże byłby zainteresowany?»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




