Modlińska 35: Synagoga w wodzie i ogniu
21.05.2010
aktualizacja: 2010-05-20 20:41
Żydzi Warszawy 186-1943, ŻIH, Warszawa 2003
Z cyklu Warszawa Nieodbudowana: Tylko kilkadziesiąt metrów dzieliło kościół św. Jadwigi na Pelcowiźnie od drewnianej synagogi przy Modlińskiej. W czasie powodzi obydwie budowle zalewała woda.
ZOBACZ TAKŻE
- Warszawa nieodbudowana: Kamienica za figurką świętej (12-02-10, 15:00)
- Jak zburzono ostatni, autentyczny zabytek Muranowa (28-05-10, 16:00)
- Architekci o budynku, który ma zająć miejsce kina Relax (21-05-10, 08:00)
- Warszawa Nieodbudowana: Ciuchcią przez Pyry z zabawkami w tle (06-11-09, 15:00)
- Zabytkowy cmentarz ofiar cholery otwarty po odbudowie (21-05-10, 13:00)
Powodzie na Wiśle nie były czymś rzadkim. W pierwszej połowie XIX w., gdy ktoś chciał sprzedać dom stojący na prawym brzegu Wisły lub na Powiślu, zaznaczał, że dom jest "wolny od zalewania wodą". Nie chodziło tu rzecz jasna o wodę stuletnią czy tysiącletnią, bo na taki kataklizm nie było rady, ale raczej coroczne powodzie powodowane wiosennymi roztopami i jesiennym przyborem wody. Ten ostatni bywał "mały, średni lub olbrzymi. Była raz taka powódź, że młyn Grassberga (na Solcu) stał po kostki w wodzie (...). Prawie co roku woda podchodziła pod żelazne barierki przy Bulwarze Kościuszkowskim, a wtedy Praga i tamten brzeg stawały się czymś bardzo dalekim, oddzielonym przez groźny, szumiący, rwący wartko żywioł" - wspominał mieszkaniec Powiśla Włodzimierz Krzemiński w książce "Mój przedwojenny świat".
Przedmieścia bez wałów
Niemal równo sto trzydzieści pięć lat temu Zygmunt Gloger, historyk, etnograf i krajoznawca, ruszył na wyprawę łodzią w dół Wisły. Zainteresowała go porośnięta drzewami wyspa przed wsią Golędzinów, sąsiadującą od południa z Pelcowizną. Ostrów wspominał w poemacie "Flis" XVI-wieczny poeta Sebastian Klonowic. Gloger próżno jednak wypatrywał wyspy. "Rozpytuję się moich przewodników o wieś i o ostrów tej samej nazwy i szukam na szczegółowej mapie strategicznej kwatermistrzostwa, którą wziąłem do teki podróżnej.
Golędzinów ukazał mi Antoni Baliński (właściciel łódki) w postaci kilku bielejących się małych domków pomiędzy Pragą a Pelcowizną. Jest nawet karczma golędzinowska przy trakcie do Jabłonny (dziś ul. Modlińska), ale po ostrowiu już ani śladu. Trzy wieki to aż nadto na ogromne zmiany w niestałych brzegach Wisły. Wisła podmywa z wolna lasy na ostrowach i zwala w swe koryto. Pozostały tu tylko wydmy piaszczyste z rzadka wikliną porosłe, kędy zbudowano około XIX wieku fort Śliwicki (jego resztki do dziś wznoszą się naprzeciwko Cytadeli)" - pisał Gloger w książce "Dolinami rzek".
Brzegów Wisły bardzo długo nie chroniły żadne wały. Aż do schyłku lat 30. XX w. rzeka na odcinku przepływającym przez dawny zabór rosyjski z wyjątkiem kilku odcinków była nieuregulowana. W granicach Warszawy przed 1938 r. zdołano uregulować ją zaledwie od ujścia Wilanówki po most pod Cytadelą. "Jak widać niedostatecznie i tylko na średnią wodę" - czytamy w książce "Wodociągi i kanalizacja Warszawy 1886-1936).
Raz na jakiś czas Wisła zalewała Pelcowiznę.
Spójrzmy na naszą fotografię. Drewniane domy przy Modlińskiej toną "po kostki" w wodzie.
- To jedno z moich najdawniejszych wspomnień. Ludzie z Pelcowizny idą promieniście w kierunku Wisły. Od naszego domu rzeka oddalona była jakiś kilometr. Szli całymi rodzinami, w milczeniu, by z niepokojem obserwować, jak podnosi się woda. Panowała przy tym atmosfera uroczysta i dużego poczucia wielkiej wspólnoty. Za mojej pamięci powtórzyło się to dwa lub trzy razy.
Ludzie nie wściekali się. Przyjmowali to jak zdarzenie losu. Byli poważni, zjednoczeni, ale nie wpadali w histerię - opowiada pani Gabriela Gradowska, która na Pelcowiźnie spędziła dzieciństwo.
Bożnica z drewna
Na naszej fotografii z morza drewnianych chałup wyrasta niezwykła budowla. To synagoga przy Modlińskiej 35.
Z całą pewnością wyróżniała się w pejzażu warszawskich przedmieść. Była dużą, drewnianą budowlą, oszalowaną deskami, podobnie jak cała zabudowa dzielnicy. Zdjęcie jest czarno-białe, ale można sobie wyobrazić, że deski pomalowano. Synagoga miała wąskie i wysokie, półkoliście zamknięte okna oraz przedziwny sfalowany dach upodabniający ją do orientalnych budowli. Kształt budynku nie jest zaskakujący. Patrząc na tę drewnianą budowlę, trudno się oprzeć wrażeniu, że tu, na Pelcowiźnie, zaczynała się wschodnia Polska pełna podobnych drewnianych bożnic. Mnóstwo ich było w wioskach i miasteczkach od Wisły po Litwę.
Jakże podobnie prezentowały się drewniane bożnice w Gródku czy Hajnówce na Białostocczyźnie. Ta ostatnia była niemal identyczna; powstała w latach 1927-28 z bali drewnianych. W środku znajdowała się m.in. drewniana galeryjka dla kobiet. Pewnie podobnie było na Pelcowiźnie.
- Pamiętam tę synagogę. To było niedaleko naszego drewnianego kościółka św. Jadwigi, w którym rodzice brali ślub, a ja byłam chrzczona - wspomina pani Wanda Szcześniak, która w chwili wybuchu drugiej wojny światowej miała dziewięć lat.
W pamięci pani Gradowskiej budynek synagogi uległ zatarciu. Przypomina sobie jednak, że w zachodniej części Pelcowizny wzdłuż Modlińskiej i linii wąskotorowej kolejki Jabłonowskiej mieszkało bardzo wielu Żydów. Potwierdzają to nazwiska właścicieli posesji. I tak dom przy Modlińskiej 23 był własnością Henocha Welba. Jego rodzina musiał zapuścić tu głębokie korzenie, skoro w nazwie numeru hipotecznego posesję tę zapisano jako Osada Welbówka. Inne nazwiska z najbliższej okolicy to: Kirszensztain, Berek Rotstein, Foszel Fuchs, Majer Goldberg, Gita Blacharska czy Motel Zybberman.
- Rodziny tych osób miały prawdopodobnie swoje groby na Bródnie - uważa Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego
W małych, często parterowych domkach przy Modlińskiej nie brakowało sklepów. - Na Pelcowiźnie nie przypominam sobie żadnego antysemityzmu - mówi pani Gradowska. Woda synagogi na Pelcowiźnie nie zmogła. Pochłonął ją ogień. Kres istnienia budowli przyniósł wrzesień 1939 r. Na przedpolu Pelcowizny trwały walki w trakcie oblężenia Warszawy. Synagoga spłonęła. Żydowska społeczność żyła tu do 1940 r. Potem kazano im przenieść się do warszawskiego getta.
- To niesamowite. Moje żydowskie koleżanki cieszyły się, że opuszczą drewniaki na Pelcowiźnie i przeniosą do Śródmieścia, które było ich marzeniem. Wierzyły, że ewakuacja do getta w centrum miasta stanowi szczęśliwą odmianę w ich życiu. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to oznaczało dla nich śmierć - wspomina Gabriela Gradowska.
List
Fort nie tam gdzie Auchan
Po tekście o Pelcowiźnie sprzed dwóch tygodni w sprawie stojącego tam fortu napisał do nas znawca tematu i badacz dziejów wojskowości Przemysław Boguszewski. Zaznacza, że fort Pelcowizna w czasach rosyjskich po pierwsze nosił inną nazwę, po drugie stał w nieco innym miejscu, niż to pokazują często publikowane plany miasta.
„Opisany Fort XIVa oryginalnie nazywał się Punkt Oporu „Ż” („Żerań”). Był to ziemny szaniec z dwoma niewielkimi betonowymi schronami - niszami na amunicję. Analogiczne umocnienie można obejrzeć przy ul. Korotyńskiego - z tym że nie zachował się tam tylny odcinek wału. Boki Punktu Oporu „Ż” stykały się z dwoma stokami obronnymi (zwanymi dziś wałami międzyfortowymi). Wschodni stok zamykał obszar między punktem oporu i linią kolejową w kierunku ówczesnego Obozu Hurki pod Jabłonną, zachodni - obszar między punktem oporu i brzegiem Wisły. Lokalizacja fortu w miejscu obecnego centrum handlowego Auchan jest błędna. Tak podaje książka „Twierdza Warszawa” L. Królikowskiego. W I wydaniu Królikowski umieścił nawet zdjęcie domniemanego schronu w pobliżu zabudowań straży pożarnej (schron ten wygląda na przeciwlotniczy z końca lat 30. XX w. lub z II wojny światowej. Na zdjęciach w II wydaniu wykopy pod centrum handlowe „udają” resztki wału. W rzeczywistości Punkt Oporu „Ż” znajdował się na obszarze zajmowanym dziś m.in. przez port żwirowy oraz przystań wodną Trojan. Granice gruntów punktu oporu i sąsiadujących stoków obronnych (jak i projektowanego przebiegu Kanału Żerańskiego) widoczne są na planie miasta stołecznego Warszawy z 1935 r. (m.in. w: J. Kasprzycki »Warszawa, jaka była. Oryginalne mapy stolicy sprzed 1939 i z 1945 roku «). Określenie »Fort XIVa « pojawiło się po raz pierwszy dopiero na pruskiej mapie szpiegowskiej »Nowogeorgijewssk - Segrshe - Warschau «, Blatt 33 (Kart. Abt. Der Landesaufnahme, 1914 [skala 1:25 000]) oraz jej mutacjach w skali 1:100 000 i 1:300 000. Prusacy wprowadzili tę nazwę roboczo, gdyż była adekwatna do ich sposobu określania tzw. dzieł pośrednich we własnych twierdzach. Rosjanie nigdy nie stosowali nazewnictwa mieszającego numery i litery. Fortyfikacje mogły mieć nazwy od świętych patronalnych rodziny cesarskiej (np. „Włodzimierz”), od osób zasłużonych (np. Fort „Gorczakow”), od miejscowości (np. Punkt Oporu „Wierzbno”). W latach 80. XIX w. w twierdzach pierścieniowych zaczęto stosować numerację rzymską lub arabską. W przypadku dodatkowych ćwierć- lub półpierścieni fortów stosowano kolejne litery alfabetu (np. w Warszawie forty z literami A, B i W - z których zrealizowano tylko pierwszy - dziś z pruskim oznaczeniem IIa). Wyżej wspomnianą mapę od wielu lat z upodobaniem cytują różni badacze Warszawy. I to oni utrwalili nazwę XIVa jako rzekomo urzędową z czasów carskich. Mapa jest pełna przekłamań dotyczących lokalizacji obiektów wojskowych. Wynika to z faktu, że data wydania to rok 1914, natomiast poszczególne sekcje mapy powstawały już od około 1890 roku i nie były aktualizowane. M.in. dlatego wszystkie forty po stronie praskiej zaznaczono jako pełnowartościowe, chociaż większość z nich w 1914 roku istniała jedynie w postaci szczątkowej.
Przy okazji warto wspomnieć o tym, co działo się na Pelcowiźnie na jesieni 1944 roku. M.in. stąd właśnie ruszały kolejne nieudane natarcia na silnie umocnione niemieckie Przedmoście Nowodworskie, którego pierwsza linia obrony rozpościerała się na południe od Jabłonny.
Przemysław Boguszewski
Przedmieścia bez wałów
Niemal równo sto trzydzieści pięć lat temu Zygmunt Gloger, historyk, etnograf i krajoznawca, ruszył na wyprawę łodzią w dół Wisły. Zainteresowała go porośnięta drzewami wyspa przed wsią Golędzinów, sąsiadującą od południa z Pelcowizną. Ostrów wspominał w poemacie "Flis" XVI-wieczny poeta Sebastian Klonowic. Gloger próżno jednak wypatrywał wyspy. "Rozpytuję się moich przewodników o wieś i o ostrów tej samej nazwy i szukam na szczegółowej mapie strategicznej kwatermistrzostwa, którą wziąłem do teki podróżnej.
Golędzinów ukazał mi Antoni Baliński (właściciel łódki) w postaci kilku bielejących się małych domków pomiędzy Pragą a Pelcowizną. Jest nawet karczma golędzinowska przy trakcie do Jabłonny (dziś ul. Modlińska), ale po ostrowiu już ani śladu. Trzy wieki to aż nadto na ogromne zmiany w niestałych brzegach Wisły. Wisła podmywa z wolna lasy na ostrowach i zwala w swe koryto. Pozostały tu tylko wydmy piaszczyste z rzadka wikliną porosłe, kędy zbudowano około XIX wieku fort Śliwicki (jego resztki do dziś wznoszą się naprzeciwko Cytadeli)" - pisał Gloger w książce "Dolinami rzek".
Brzegów Wisły bardzo długo nie chroniły żadne wały. Aż do schyłku lat 30. XX w. rzeka na odcinku przepływającym przez dawny zabór rosyjski z wyjątkiem kilku odcinków była nieuregulowana. W granicach Warszawy przed 1938 r. zdołano uregulować ją zaledwie od ujścia Wilanówki po most pod Cytadelą. "Jak widać niedostatecznie i tylko na średnią wodę" - czytamy w książce "Wodociągi i kanalizacja Warszawy 1886-1936).
Raz na jakiś czas Wisła zalewała Pelcowiznę.
Spójrzmy na naszą fotografię. Drewniane domy przy Modlińskiej toną "po kostki" w wodzie.
- To jedno z moich najdawniejszych wspomnień. Ludzie z Pelcowizny idą promieniście w kierunku Wisły. Od naszego domu rzeka oddalona była jakiś kilometr. Szli całymi rodzinami, w milczeniu, by z niepokojem obserwować, jak podnosi się woda. Panowała przy tym atmosfera uroczysta i dużego poczucia wielkiej wspólnoty. Za mojej pamięci powtórzyło się to dwa lub trzy razy.
Ludzie nie wściekali się. Przyjmowali to jak zdarzenie losu. Byli poważni, zjednoczeni, ale nie wpadali w histerię - opowiada pani Gabriela Gradowska, która na Pelcowiźnie spędziła dzieciństwo.
Bożnica z drewna
Na naszej fotografii z morza drewnianych chałup wyrasta niezwykła budowla. To synagoga przy Modlińskiej 35.
Z całą pewnością wyróżniała się w pejzażu warszawskich przedmieść. Była dużą, drewnianą budowlą, oszalowaną deskami, podobnie jak cała zabudowa dzielnicy. Zdjęcie jest czarno-białe, ale można sobie wyobrazić, że deski pomalowano. Synagoga miała wąskie i wysokie, półkoliście zamknięte okna oraz przedziwny sfalowany dach upodabniający ją do orientalnych budowli. Kształt budynku nie jest zaskakujący. Patrząc na tę drewnianą budowlę, trudno się oprzeć wrażeniu, że tu, na Pelcowiźnie, zaczynała się wschodnia Polska pełna podobnych drewnianych bożnic. Mnóstwo ich było w wioskach i miasteczkach od Wisły po Litwę.
Jakże podobnie prezentowały się drewniane bożnice w Gródku czy Hajnówce na Białostocczyźnie. Ta ostatnia była niemal identyczna; powstała w latach 1927-28 z bali drewnianych. W środku znajdowała się m.in. drewniana galeryjka dla kobiet. Pewnie podobnie było na Pelcowiźnie.
- Pamiętam tę synagogę. To było niedaleko naszego drewnianego kościółka św. Jadwigi, w którym rodzice brali ślub, a ja byłam chrzczona - wspomina pani Wanda Szcześniak, która w chwili wybuchu drugiej wojny światowej miała dziewięć lat.
W pamięci pani Gradowskiej budynek synagogi uległ zatarciu. Przypomina sobie jednak, że w zachodniej części Pelcowizny wzdłuż Modlińskiej i linii wąskotorowej kolejki Jabłonowskiej mieszkało bardzo wielu Żydów. Potwierdzają to nazwiska właścicieli posesji. I tak dom przy Modlińskiej 23 był własnością Henocha Welba. Jego rodzina musiał zapuścić tu głębokie korzenie, skoro w nazwie numeru hipotecznego posesję tę zapisano jako Osada Welbówka. Inne nazwiska z najbliższej okolicy to: Kirszensztain, Berek Rotstein, Foszel Fuchs, Majer Goldberg, Gita Blacharska czy Motel Zybberman.
- Rodziny tych osób miały prawdopodobnie swoje groby na Bródnie - uważa Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego
W małych, często parterowych domkach przy Modlińskiej nie brakowało sklepów. - Na Pelcowiźnie nie przypominam sobie żadnego antysemityzmu - mówi pani Gradowska. Woda synagogi na Pelcowiźnie nie zmogła. Pochłonął ją ogień. Kres istnienia budowli przyniósł wrzesień 1939 r. Na przedpolu Pelcowizny trwały walki w trakcie oblężenia Warszawy. Synagoga spłonęła. Żydowska społeczność żyła tu do 1940 r. Potem kazano im przenieść się do warszawskiego getta.
- To niesamowite. Moje żydowskie koleżanki cieszyły się, że opuszczą drewniaki na Pelcowiźnie i przeniosą do Śródmieścia, które było ich marzeniem. Wierzyły, że ewakuacja do getta w centrum miasta stanowi szczęśliwą odmianę w ich życiu. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to oznaczało dla nich śmierć - wspomina Gabriela Gradowska.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
List
Fort nie tam gdzie Auchan
Po tekście o Pelcowiźnie sprzed dwóch tygodni w sprawie stojącego tam fortu napisał do nas znawca tematu i badacz dziejów wojskowości Przemysław Boguszewski. Zaznacza, że fort Pelcowizna w czasach rosyjskich po pierwsze nosił inną nazwę, po drugie stał w nieco innym miejscu, niż to pokazują często publikowane plany miasta.
„Opisany Fort XIVa oryginalnie nazywał się Punkt Oporu „Ż” („Żerań”). Był to ziemny szaniec z dwoma niewielkimi betonowymi schronami - niszami na amunicję. Analogiczne umocnienie można obejrzeć przy ul. Korotyńskiego - z tym że nie zachował się tam tylny odcinek wału. Boki Punktu Oporu „Ż” stykały się z dwoma stokami obronnymi (zwanymi dziś wałami międzyfortowymi). Wschodni stok zamykał obszar między punktem oporu i linią kolejową w kierunku ówczesnego Obozu Hurki pod Jabłonną, zachodni - obszar między punktem oporu i brzegiem Wisły. Lokalizacja fortu w miejscu obecnego centrum handlowego Auchan jest błędna. Tak podaje książka „Twierdza Warszawa” L. Królikowskiego. W I wydaniu Królikowski umieścił nawet zdjęcie domniemanego schronu w pobliżu zabudowań straży pożarnej (schron ten wygląda na przeciwlotniczy z końca lat 30. XX w. lub z II wojny światowej. Na zdjęciach w II wydaniu wykopy pod centrum handlowe „udają” resztki wału. W rzeczywistości Punkt Oporu „Ż” znajdował się na obszarze zajmowanym dziś m.in. przez port żwirowy oraz przystań wodną Trojan. Granice gruntów punktu oporu i sąsiadujących stoków obronnych (jak i projektowanego przebiegu Kanału Żerańskiego) widoczne są na planie miasta stołecznego Warszawy z 1935 r. (m.in. w: J. Kasprzycki »Warszawa, jaka była. Oryginalne mapy stolicy sprzed 1939 i z 1945 roku «). Określenie »Fort XIVa « pojawiło się po raz pierwszy dopiero na pruskiej mapie szpiegowskiej »Nowogeorgijewssk - Segrshe - Warschau «, Blatt 33 (Kart. Abt. Der Landesaufnahme, 1914 [skala 1:25 000]) oraz jej mutacjach w skali 1:100 000 i 1:300 000. Prusacy wprowadzili tę nazwę roboczo, gdyż była adekwatna do ich sposobu określania tzw. dzieł pośrednich we własnych twierdzach. Rosjanie nigdy nie stosowali nazewnictwa mieszającego numery i litery. Fortyfikacje mogły mieć nazwy od świętych patronalnych rodziny cesarskiej (np. „Włodzimierz”), od osób zasłużonych (np. Fort „Gorczakow”), od miejscowości (np. Punkt Oporu „Wierzbno”). W latach 80. XIX w. w twierdzach pierścieniowych zaczęto stosować numerację rzymską lub arabską. W przypadku dodatkowych ćwierć- lub półpierścieni fortów stosowano kolejne litery alfabetu (np. w Warszawie forty z literami A, B i W - z których zrealizowano tylko pierwszy - dziś z pruskim oznaczeniem IIa). Wyżej wspomnianą mapę od wielu lat z upodobaniem cytują różni badacze Warszawy. I to oni utrwalili nazwę XIVa jako rzekomo urzędową z czasów carskich. Mapa jest pełna przekłamań dotyczących lokalizacji obiektów wojskowych. Wynika to z faktu, że data wydania to rok 1914, natomiast poszczególne sekcje mapy powstawały już od około 1890 roku i nie były aktualizowane. M.in. dlatego wszystkie forty po stronie praskiej zaznaczono jako pełnowartościowe, chociaż większość z nich w 1914 roku istniała jedynie w postaci szczątkowej.
Przy okazji warto wspomnieć o tym, co działo się na Pelcowiźnie na jesieni 1944 roku. M.in. stąd właśnie ruszały kolejne nieudane natarcia na silnie umocnione niemieckie Przedmoście Nowodworskie, którego pierwsza linia obrony rozpościerała się na południe od Jabłonny.
Przemysław Boguszewski
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


