Pół wieku w PKiN: "Przycięłam brodę Leninowi"

Rozmawiał Dariusz Bartoszewicz
24.05.2010 aktualizacja: 2010-05-23 20:38
A A A Drukuj
Hanna Szczubełek przed Pałacem Kultury Fot. Anna Bedynska / AG
Gagarin sympatyczny, gen. Jaruzelski szarmancki - w rękę całował nawet sprzątaczki. O tym i o przycięciu brody Leninowi mówi Hanna Szczubełek, kronikarka Pałacu Kultury, w którym przepracowała pół wieku.
Dariusz Bartoszewicz: Jak się pani w nim zakochała?

Hanna Szczubełek, kronikarka Pałacu Kultury: W 1955 r. odbywał się Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Do Warszawy zjechał cały świat, po raz pierwszy tylu Murzynów. Jako 14-letnia dziewczyna biegałam po pl. Defilad z pamiętnikiem-notesem, w którym na każdej stronie była flaga innego kraju. Chodziło o to, by zebrać jak najwięcej autografów. Nigdy nie zapomnę wpisu pod flagą Holandii: Barbara Karaluch.

Holenderka z polskimi korzeniami. Jakieś inne wpisy?

- Zdobyłam ich wiele. Pamiętam, jaka siedziałam szczęśliwa z tym pamiętnikiem, piłam wodę z saturatora, z sokiem, patrzyłam na Pałac i myślałam: ależ on piękny.

Jak pani zdobyła posadę w Pałacu?

- Skończyłam kurs korespondencji biurowej, który przygotowywał do zawodu urzędniczego. Prymusi dostawali skierowanie do pracy. Można było wybrać między ministerstwem budownictwa, biurem studiów i projektów łączności a Pałacem. Ta ostatnia propozycja wydawała mi się najciekawsza.

W maju 1960 r. wjeżdża pani windą na XV piętro Pałacu. Nowy i młody pracownik (19 lat). Jak panią traktują: "przynieś, podaj, pozamiataj"?

- Nigdy w Pałacu nie było wykorzystywania. Do pracy przyjmował mnie naczelnik Józef Marynowski, magistracki urzędnik w zarękawkach, który w okresie międzywojennym pracował przy rozbiórce soboru Aleksandra Newskiego na pl. Saskim.

Kazał sobie parzyć kawę albo herbatę?

- Przecież była herbaciarka. Pani Janina Węclewska przynosiła na tacy nawet 15 szklanek. Pracowała też gotowaczka napojów, która w wiadrach roznosiła miętę, mleko albo wodę mineralną robotnikom pracującym np. w piwnicy.

Mydło było?

- Był deputat. Należał się przydział mydła, ręczników, papieru toaletowego. Każdy pracownik trzymał te dobra w swoich biurkach.

O mały włos rok po zatrudnieniu nie została pani wyrzucona z pracy. Dlaczego?

- Na elewacji od strony Marszałkowskiej na rocznicę rewolucji październikowej wisiał ogromny portret Lenina w czapce, przytwierdzony do okien. Minął tydzień, dwa. W pokoju panował mrok, pracownicy dostali zapalenia spojówek, to wzięłam nożyk i przycięłam Leninowi brodę, żeby wpuścić trochę światła.

I...

- Smutni panowie byli po 15 minutach. Na przesłuchaniu wytknęli mi złe pochodzenie.

Ma pani niewłaściwe?

- Mój ojciec był lekarzem, w AK miał stopień kapitana, walczył w pułku „Baszta”, batalionie „Oaza”, zginął na Sadybie w forcie Dąbrowskiego. Park w jego sąsiedztwie nosi teraz jego imię: Czesława Szczubełka, „Jaszczura”. Dlatego nie zmieniłam nazwiska. Pochodzę z rodu Kraińskich herbu Jelita[?].

UB panią wypuściło?

- Wybronił mnie dyrektor Pałacu Stanisław Barszczewski.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy