Są zarzuty po bitwie Afrykańczyków z policją

Piotr Machajski, Wojciech Karpieszuk
26.05.2010 aktualizacja: 2010-05-26 10:02
A A A Drukuj
Zamieszki, zatrzymanie, przesłuchanie w komendzie.
Wciąż nie wiadomo, czy, a jeśli tak, to jakie zarzuty zostaną
postawione zatrzymanym Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Wszyscy zatrzymani po niedzielnych zamieszkach pod stadionem są już wolni. 25 z nich będzie jednak odpowiadać za czynną napaść na policjantów
- Nie składaliśmy wniosku o tymczasowy areszt - mówi prok. Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadzi śledztwo. - Ci, którzy usłyszeli zarzuty, muszą tylko meldować się w komisariatach.

W niedzielę na bazarze podczas zamieszania spowodowanego przyjazdem policyjnej kontroli zginął handlujący tam 36-letni Nigeryjczyk Maxwell I. Gdy osunął się na ziemię, kilkudziesięciu obcokrajowców zaatakowało policję. Policjant, z którego pistoletu padł śmiertelny strzał, został ranny, w poniedziałek w szpitalu przesłuchał go prokurator. Na miejscu zajść zatrzymano 29 Nigeryjczyków, Kameruńczyka, Gwinejczyka i Hindusa.Wszyscy przebywają w Polsce legalnie. Część ma polskie obywatelstwo. - 25 osób jest podejrzanych o czynną napaść na funkcjonariuszy. Jedna osoba odpowie za stawianie czynnego oporu - informuje prok. Mazur.

Wydarzenia tuż po strzelaninie pod Stadionem

Czy przyznali się do winy? Złożyli wyjaśnienia? Tego prokuratura nie zdradza.

Żona: Stał i nic nie robił

Mówią o tym żony zatrzymanych. - Mój mąż nie uczestniczył w zajściach - opowiada anonimowo jedna z nich. - Policjanci zatrzymali go przy Zielenieckiej. Szedł do sklepu z produktami afrykańskimi. To była łapanka czarnoskórych - relacjonuje kobieta. Nie wierzy, że Afrykanie pierwsi zaatakowali policjantów. - Oni wiedzą, że nie są u siebie, czują respekt przed policją - opowiada. Kobieta twierdzi, że policjanci zwracali się do zatrzymanych w wulgarny sposób.

Żona innego zatrzymanego: - Mój mąż nie handluje na stadionie. Jeździ tam, bo to jego mała ojczyzna, koledzy.

On też ma zarzuty czynnej napaści. - Jest na wielu zdjęciach. Stoi i nic nie robi. Zbieramy je, to będzie dowód - mówi jego żona. Dodaje, że mąż odmówił podpisania niektórych dokumentów, bo ich nie rozumiał.

Prokuratura z kolei zapewnia, że wszystkim, którzy nie rozumieli polskiego, zapewniono tłumacza.



Rzecznik: Czekamy na świadków

Na jakiej podstawie śledczy stawiali zarzuty? Z naszych informacji wynika, że kluczowe były zeznania zaatakowanych policjantów i tych, którzy później dotarli. Apele o zgłaszanie się świadków na razie nie przyniosły rezultatu. - Nie słyszałam, by ktoś się zgłosił - mówi prok. Renata Mazur. - Nadal zapraszamy tych, którzy widzieli zdarzenie - namawia. - Prokuratura Warszawa-Praga mieści się przy ul. Bródnowskiej 13/15, tel. 22 511 47 00.

Śledczy podkreślają, że wątkiem ataku na policję zajęli się najpierw, bo w ciągu 48 godzin musieli zdecydować, co z zatrzymanymi.



Policja: nie chodziło o rasizm

Wczoraj specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej przeprowadzili sekcję zwłok Maxwella I. Przyczyną śmierci było wykrwawienie w wyniku postrzału w tętnicę udową. Zmarły nie miał innych obrażeń. Prokuratura zleci ekspertyzę broni, z której padł strzał (chodzi o zebranie odcisków palców, śladów DNA), i opinię biegłego balistyka, który wypowie się, w jakich warunkach padł strzał (w którą stronę była skierowana broń, w jakiej pozycji byli policjant i ofiara itd.). To wszystko prokuratura będzie musiała zestawić z zeznaniami policjantów, zatrzymanych i świadków. A na koniec podjąć decyzję: czy ktoś popełnił błąd, który doprowadził do śmierci Nigeryjczyka.

Zobacz zdjęcia: Śmierć Nigeryjczyka - więcej pytań niż odpowiedzi





Jego żona w rozmowie z dziennikarzem "Gazety" w poniedziałek żaliła się, że policja nie zaoferowała jej pomocy. Nie chciano jej nawet powiedzieć, że to jej mąż zginął.

- Nie potrafię się do tego odnieść - mówi podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. - Chciałbym jednak podkreślić, że zarzuty o rasistowskim podłożu naszych działań są niesprawiedliwe. Dla policjantów podejmujących interwencje liczy się tylko to, czy łamane jest prawo. W tej sprawie jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, bo nie możemy się bronić. Nie możemy przedstawić szczegółowej wersji wydarzeń, bo jesteśmy związani tajemnicą prokuratorskiego śledztwa.

Wieczorem w Home Africa, lokalu przy Górczewskiej, zebrało się ok. 80 Afrykanów, by rozmawiać o niedzielnej tragedii. Zatrzymani wcześniej przez policję i świadkowie zajść opowiadali dziennikarzom, co widzieli. Jeden z zatrzymanych (nie chciał podać nazwiska) mówił, że gdy filmował na komórce niedzielne zajścia na bazarze, policjanci odebrali mu telefon i zabrali kartę ztelefonu. Po zwolnieniu zwrócili telefon, ale już bez karty.

Rzecznik Karczyński: - Jeżeli ktoś ma zastrzeżenia w sprawie postępowania policji, powinien powiadomić prokuraturę.



Przeczytaj także: Dlaczego zginął Nigeryjczyk? Przeczytaj jak to się stało



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy