Rower w mieście jest wielce OK.
26.05.2010
aktualizacja: 2010-05-26 19:12
Fot. Aleksander Prugar / AG
- Po co mi w Warszawie rower? Żeby móc jechać szybciej niż samochodem czy komunikacją miejską i zaparkować gdziekolwiek. Jazda szosówką przypomina latanie - ma się oszałamiające poczucie wolności, przyjemność z bycia otuloną wiatrem - mówi Ewelina, studentka nauk społecznych.
ZOBACZ TAKŻE
- Na rowerze do ratusza. Urzędnicy to też cykliści (27-05-10, 08:00)
- Weekendowy rajd rowerowy (26-05-10, 19:18)
- Piknik rowerowy na Agrykoli już w niedzielę (26-05-10, 19:07)
- Dla nich rower to styl życia, a nawet przedłużenie ciała (26-05-10, 19:01)
- Poradnik dla kupujących rower - na co zwrócić uwagę (26-05-10, 15:00)
I trudno się z nią nie zgodzić. Rower w mieście uwalnia od pośpiechu, tłoku, zakorkowanych ulic, od całego stresu, który towarzyszy przemieszczaniu. Pozwala cieszyć się z panowania nad przestrzenią, od której nie oddzielają kilogramy blachy i której nie ogląda się zza szyby. A kiedy już puls wróci do normy i emocje opadną, dotrze do nas, że jeżdżenie na rowerze się po prostu opłaca.
Szybciej, bez czekania
Dlaczego? Na rower nie trzeba czekać, w czasie podróży nie trzeba się przesiadać ani zatrzymywać na przystankach. Nie stoi się w korkach razem z resztą spieszących się ludzi. No i zawsze można dojechać dokładnie tam, gdzie się zamierzało - bo zaparkować można wszędzie. Rower oszczędza mnóstwo czasu.
Nie wierzycie? Proponuję eksperyment - zmierzcie kiedyś swoją średnią prędkość na jakiejś miejskiej trasie. Żeby było uczciwie, weźcie pod uwagę dokładnie cały czas, jaki poświęcacie na podróż - łącznie z oczekiwaniem na tramwaj czy pociąg, dojściem od przystanku do celu czy szukaniem miejsca do parkowania. W wielu przypadkach, jeśli nie w większości, ta prędkość będzie mniejsza niż taka, którą można rozwinąć na rowerze bez szczególnego wysiłku. A skoro jedzie się wolniej niż rowerem - czy warto jeszcze za to płacić?
Zjedźmy na jezdnie
- Kiedy dotrze się na miejsce, fajnie jest obserwować pełne podziwu miny ludzi, odpowiadać na pytania, czy nie boję się jeździć w tym szalonym ruchu miejskim. Mieć takiego fizycznego kopa z powodu dotlenienia - opowiada Ewelina.
Zapytacie, czy to bezpieczne. Owszem, jeśli będziemy pamiętać, że rowerzysta ma na drodze te same prawa i obowiązki co inni uczestnicy ruchu, i zaczniemy się do nich stosować.
Gdybym miał udzielić rady początkującemu rowerzyście, moje pierwsze słowa brzmiałyby tak: "Zjedź na jezdnię". To nieprawda, że jazda chodnikiem jest bezpieczniejsza czy wygodniejsza. - Wolę jechać ulicą, nawet jeśli obok mam ścieżkę rowerową. Nie dość, że ścieżka prowadzi znikąd donikąd, nie dość, że musiałbym wykonać parę dziwnych manewrów, żeby w ogóle na nią wjechać, to jeszcze nawierzchnia jest z nierównej kostki brukowej. Jeśli dołożyć do tego pieszych traktujących drogę dla rowerów jak deptak, wolę jechać jezdnią. Tam nic mi nie przeszkadza - mówi mi Grzegorz, pracownik firmy komputerowej.
Joanna, studentka informacji naukowej, dodaje: - Z jezdnią trzeba się po prostu oswoić. Co prawda nadal trochę się boję mijających mnie ciężarówek, ale i tak jest lepiej niż na chodniku. Wystarczy tylko zachować zdrowy rozsądek i stosować się do zasad ruchu - to naprawdę nie jest takie straszne, jak wydawało się na początku.
Trzy rady dla miejskich cyklistów
Co możemy zrobić, by bezpiecznie poruszać się rowerem po ulicach miasta? Moje własne doświadczenie pozwala mi sformułować trzy wskazówki.
Po pierwsze - zacznijmy od siebie. Człowiek na zadbanym, sprawnym rowerze z odpowiednim oświetleniem, może nawet w kamizelce odblaskowej i kasku, nie tylko dba o własne bezpieczeństwo. Jest też dużo lepiej odbierany przez kierowców. Zwraca ich uwagę w pozytywny sposób, pokazując, że szanuje siebie i innych. W stosunku do takich właśnie rowerzystów kierowcy są bardziej życzliwi, a nawet starają się ułatwić im jazdę.
Po drugie - zaufajmy innym. Dopóki myślimy, że ulice miasta to dżungla pełna dzikich kierowców, szalonych pieszych i innych niebezpieczeństw, nie przekonamy się, że można jeździć po nich rowerem. Jeżeli zaś zauważymy, że na ulicach jest wielu ludzi, którzy tak jak my chcą bezpiecznie dotrzeć do celu i nie wyrządzić przy tym nikomu krzywdy, wydają się one dużo bardziej przyjaznym miejscem. Zaufanie pozwala czuć się na drodze pewniej.
Po trzecie - pozwólmy innym na zaufanie. Jedźmy tak, by pozostali wiedzieli, czego się po nas spodziewać. Pamiętajmy, żeby zasygnalizować skręt. Upewnijmy się, zanim wykonamy manewr. Im więcej pewności i zaufania po obu stronach, tym bezpieczniej.
Moi rozmówcy dodają jeszcze, że najważniejszy jest życzliwy uśmiech na twarzy i radość z pokonywania kolejnych rowerowych kilometrów - czego życzę wszystkim czytelnikom.
Autor jest prawnikiem, doktorantem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW; współorganizuje Warszawską Masę Krytyczną. Rowerem po Warszawie porusza się od 13 lat
Organizatorami rowerowego miesiąca "Kręć Warszawo" jest "Gazeta Wyborcza" i stołeczny ratusz. To część ogólnopolskiej akcji "Polska na Rowery". Partnerem rowerowego miesiąca jest firma Giant Polska. Patroni Medialni: Radio Złote Przeboje, AMS, Metro, Sport.pl, Warszawa.gazeta.pl, TVN Warszawa, Siskom, City Doping, Hiro, Warszawska Masa Krytyczna i Zielone Mazowsze.
Szybciej, bez czekania
Dlaczego? Na rower nie trzeba czekać, w czasie podróży nie trzeba się przesiadać ani zatrzymywać na przystankach. Nie stoi się w korkach razem z resztą spieszących się ludzi. No i zawsze można dojechać dokładnie tam, gdzie się zamierzało - bo zaparkować można wszędzie. Rower oszczędza mnóstwo czasu.
Nie wierzycie? Proponuję eksperyment - zmierzcie kiedyś swoją średnią prędkość na jakiejś miejskiej trasie. Żeby było uczciwie, weźcie pod uwagę dokładnie cały czas, jaki poświęcacie na podróż - łącznie z oczekiwaniem na tramwaj czy pociąg, dojściem od przystanku do celu czy szukaniem miejsca do parkowania. W wielu przypadkach, jeśli nie w większości, ta prędkość będzie mniejsza niż taka, którą można rozwinąć na rowerze bez szczególnego wysiłku. A skoro jedzie się wolniej niż rowerem - czy warto jeszcze za to płacić?
Zjedźmy na jezdnie
- Kiedy dotrze się na miejsce, fajnie jest obserwować pełne podziwu miny ludzi, odpowiadać na pytania, czy nie boję się jeździć w tym szalonym ruchu miejskim. Mieć takiego fizycznego kopa z powodu dotlenienia - opowiada Ewelina.
Zapytacie, czy to bezpieczne. Owszem, jeśli będziemy pamiętać, że rowerzysta ma na drodze te same prawa i obowiązki co inni uczestnicy ruchu, i zaczniemy się do nich stosować.
Gdybym miał udzielić rady początkującemu rowerzyście, moje pierwsze słowa brzmiałyby tak: "Zjedź na jezdnię". To nieprawda, że jazda chodnikiem jest bezpieczniejsza czy wygodniejsza. - Wolę jechać ulicą, nawet jeśli obok mam ścieżkę rowerową. Nie dość, że ścieżka prowadzi znikąd donikąd, nie dość, że musiałbym wykonać parę dziwnych manewrów, żeby w ogóle na nią wjechać, to jeszcze nawierzchnia jest z nierównej kostki brukowej. Jeśli dołożyć do tego pieszych traktujących drogę dla rowerów jak deptak, wolę jechać jezdnią. Tam nic mi nie przeszkadza - mówi mi Grzegorz, pracownik firmy komputerowej.
Joanna, studentka informacji naukowej, dodaje: - Z jezdnią trzeba się po prostu oswoić. Co prawda nadal trochę się boję mijających mnie ciężarówek, ale i tak jest lepiej niż na chodniku. Wystarczy tylko zachować zdrowy rozsądek i stosować się do zasad ruchu - to naprawdę nie jest takie straszne, jak wydawało się na początku.
Trzy rady dla miejskich cyklistów
Co możemy zrobić, by bezpiecznie poruszać się rowerem po ulicach miasta? Moje własne doświadczenie pozwala mi sformułować trzy wskazówki.
Po pierwsze - zacznijmy od siebie. Człowiek na zadbanym, sprawnym rowerze z odpowiednim oświetleniem, może nawet w kamizelce odblaskowej i kasku, nie tylko dba o własne bezpieczeństwo. Jest też dużo lepiej odbierany przez kierowców. Zwraca ich uwagę w pozytywny sposób, pokazując, że szanuje siebie i innych. W stosunku do takich właśnie rowerzystów kierowcy są bardziej życzliwi, a nawet starają się ułatwić im jazdę.
Po drugie - zaufajmy innym. Dopóki myślimy, że ulice miasta to dżungla pełna dzikich kierowców, szalonych pieszych i innych niebezpieczeństw, nie przekonamy się, że można jeździć po nich rowerem. Jeżeli zaś zauważymy, że na ulicach jest wielu ludzi, którzy tak jak my chcą bezpiecznie dotrzeć do celu i nie wyrządzić przy tym nikomu krzywdy, wydają się one dużo bardziej przyjaznym miejscem. Zaufanie pozwala czuć się na drodze pewniej.
Po trzecie - pozwólmy innym na zaufanie. Jedźmy tak, by pozostali wiedzieli, czego się po nas spodziewać. Pamiętajmy, żeby zasygnalizować skręt. Upewnijmy się, zanim wykonamy manewr. Im więcej pewności i zaufania po obu stronach, tym bezpieczniej.
Moi rozmówcy dodają jeszcze, że najważniejszy jest życzliwy uśmiech na twarzy i radość z pokonywania kolejnych rowerowych kilometrów - czego życzę wszystkim czytelnikom.
Autor jest prawnikiem, doktorantem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW; współorganizuje Warszawską Masę Krytyczną. Rowerem po Warszawie porusza się od 13 lat
Organizatorami rowerowego miesiąca "Kręć Warszawo" jest "Gazeta Wyborcza" i stołeczny ratusz. To część ogólnopolskiej akcji "Polska na Rowery". Partnerem rowerowego miesiąca jest firma Giant Polska. Patroni Medialni: Radio Złote Przeboje, AMS, Metro, Sport.pl, Warszawa.gazeta.pl, TVN Warszawa, Siskom, City Doping, Hiro, Warszawska Masa Krytyczna i Zielone Mazowsze.
Przeczytaj także: Wszystko o akcji rowerowej
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


