Jak zburzono ostatni, autentyczny zabytek Muranowa
28.05.2010
aktualizacja: 2010-05-27 19:38
Archiwum Rodziny Kamlerów
Inwestor bez wyczucia, opieszałe służby konserwatorskie, partactwo firmy rozbiórkowej - wszystko to złożyło się na zburzenie fabryki Kamlerów, jednego z ostatnich autentycznych zabytków Muranowa
ZOBACZ TAKŻE
- Święto kamienicy - u Wittów świetnie się bawią (24-05-10, 13:00)
- Znana kamienica doczekała się książki o sobie (20-09-10, 11:00)
- Blok na Muranowie: Miasto jak żądny zysku deweloper? (16-02-11, 09:00)
- Ruiny w sercu Powiśla zmienią się w apartamentowiec? (11-10-10, 09:00)
- Warszawa wyda miliony na zabytki (11-06-10, 00:05)
- Modlińska 35: Synagoga w wodzie i ogniu (21-05-10, 16:00)
- Pamięć o karuzeli koło getta warszawskiego (16-05-10, 11:00)
To tu przez pół wieku produkowano meble do warszawskich sklepów i gmachów rządowych. Tutaj też w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. ulokowało się dowództwo Armii Krajowej.
- Nazwa "fabryka Kamlera" jest właściwie błędna - mówi prof. Anna Stańczykowska, prawnuczka Leopolda Kamlera, założyciela przyszłej fabryki mebli. Zakład do budynku fabrycznego przy Dzielnej Kamlerowie sprowadzili dopiero w marcu 1939 r. Od 1901 r. w tym miejscu działała inna renomowana fabryka mebli stylowych pod firmą Tow. Akc. Z. Szczerbiński i Ska (dawniej Zdzisław Szczerbiński i Kazimierz Trenerowski). Ci dwaj budowali nowe gmachy fabryczne zaprojektowane przez Henryka Gaya.
Meble z Iną Benitą
Prace prowadził budowniczy Leon Wolski. 22 czerwca 1904 r. doszło do katastrofy: zawaliła się ściana trzypiętrowego magazynu towarów gotowych. Wkrótce Szczerbiński rozstał się z Trenerowskim. W 1904 r. w zarządzie fabryki obok niego zasiadali m.in. Stanisław Pietraszkiewicz i L. Zayloend. Fabryka specjalizowała się w produkcji mebli z metalu i drewna, miała własną tkalnię, pracownię rzeźbiarską i projektową. Meble projektowali architekci, m.in. Bukowski i Edward Trojanowski. Dziełem Bukowskiego było m.in. wyposażenie w stylu Ludwika XVI dla domu mody Maison de Couture przy ul. Moniuszki 1 z 1909 r. Szczerbiński dostarczył też m.in. wyposażenie do salonu Fiata przy ul. Moniuszki 2a, a w 1922 r. do luksusowego lokalu Oaza przy Wierzbowej.
Własny sklep meblarski firma miała w Warszawie przy Czystej (dziś Ossolińskich w bok od Krakowskiego Przedmieścia) i w Petersburgu, a od 1911 r. w kamienicy hrabiów Krasińskich przy pl. Ewangelickim (dziś Małachowskiego). Tu wnętrza projektował Trojanowski, a w sklepie w 90 "kabinach" wystawiono propozycje kompletnego urządzenia pomieszczeń. W 1934 r. sklep ten zagrał jeszcze w popularnej komedii "Jego ekscelencja subiekt" z Eugeniuszem Bodo i Iną Benitą w rolach głównych (reżyseria Michał Waszyński).
W tym czasie mimo kryzysu gospodarczego firma Szczerbińskiego ukończyła w 1933 r. wielką rozbudowę gmachów fabrycznych na Muranowie. To wtedy gmach uzyskał formę, w jakiej dotrwał do ostatnich tygodni. Budynek o elewacjach ożywionych lizenami i zrytmizowanych ogromnymi oknami nieco przypominał w charakterze gmach sąsiedniej fabryki Noblesse sprzed 1914 r., choć nie miał aż tak nowatorskiej konstrukcji. Szybko też okazał się zbyt obszerny jak na potrzeby firmy i Szczerbiński zaczął wynajmować pomieszczenia fabryczne. W 1936 ogłosił upadłość, a w marcu 1939 r. przy Dzielnej 64/72 pojawiła się konkurencyjna, rodzinna fabryka mebli pod firmą L. Kamler.
Na Jerzyka pas
Fabryka Kamlerów miała już w tym czasie kilkudziesięcioletnią tradycję. Założył ją Leopold Kamler urodzony w 1838 r. Był warszawskim stolarzem i prowadził zakład przy ul. Oboźnej 7.
- Ożenił się z Katarzyną z Izdebskich, która popełniła dla niego mezalians. Miał z nią jedenastkę dzieci. Ósemka z nich dożyła wieku dorosłego - opowiada jego prawnuczka prof. Anna Stańczykowska. Warsztat po ojcu przejął Juliusz Leopold Kamler. Ożenił się z Amelią Krawczyk. Mieli pięcioro dzieci.
- Nasza rodzina była bardzo liczna - mówi Anna Stańczykowska i na dowód pokazuje przedwojenne fotografie, a także drzewo genealogiczne o tak splątanych gałęziach, że szybko się gubię. Dodaje: - Cała ta piątka w różnym czasie walczyła o Polskę z bronią w ręku. Najstarszy z synów Juliusza, Julek, od dziecka zdradzał uzdolnienia artystyczne. Grał, rysował, studiował architekturę. Przyjaźnił się z Janem Lechoniem, który jako 13-latek przysłał mu wiersz "Mój pogrzeb". Zaręczył się z Jadzią, późniejszą żoną wybitnego architekta Bohdana Pniewskiego. Poległ w pierwszych dniach 1919 r. pod Sokalem w czasie walk z Ukraińcami. Zaledwie kilka tygodni później pod Bełżcem poległ jego młodszy brat Janek.
- Przywiózł jeszcze do Warszawy ciało Julka - mówi Anna Stańczykowska. Pozostali Zofia, Jerzy i najmłodszy Kazimierz. Ten ostatni ukończył architekturę i według przekazów rodzinnych w latach międzywojennych projektował meble dla fabryki Kamlerów.
Meble projektował też Jerzy. To on ostatecznie przejął warsztat po ojcu. W czasie okupacji niemieckiej w konspiracji nosił pseudonim "Stolarz".
Relację jego rodziny oraz dzieci Hanny Szymańskiej i Wojciecha Kamlera przekazał mi w liście pan Jacek Kamler. "Ojciec był najbardziej niemożliwym ze wszystkich dzieci w rodzinie. Prawdopodobnie chcąc się wyróżnić czy też dorównać starszemu rodzeństwu, płatał wymyślne figle najpierw w domu, a później w szkołach. Piszę w szkołach, bo nauka to była ostatnia rzecz, która go interesowała. Toteż często i pas był w robocie. Czasami był niesłusznie karany przez dziadka za wybryki Zośki i Kazika" - wspomina Hanna Szymańska.
Z domu i ze szkoły po raz pierwszy uciekł jako 14-latek, w 1916 r. Spalił podręczniki i ruszył, by zaciągnąć się do Legionów Piłsudskiego. Po drodze głodny zahaczył o rodzinną willę letniskową w Miedzeszynie. Tam nakarmił go dozorca, a przy okazji zadzwonił do Warszawy i pod jakimś pozorem odstawił do domu.
Przy ponownej próbie ucieczki do wojska dostał od ojca "staropolskie lanie". Po raz kolejny zgłosił się do armii już jako uczeń gimnazjum Konopczyńskiego w 1919 r. Nie chciano go przyjąć, bo na polu bitwy stracił dwóch braci. Udało mu się dopiero na jesieni. Znalazł się w 7. Pułku Ułanów. "Wojował, wojował, aż po zakończonych operacjach wojennych w 1920 r. wrócił na łono rodzicielskie ze sporą trzodą ludzkich i końskich wszy i jakimś niepospolicie żywotnym świerzbem, co jednak przykryte było Krzyżem Walecznych" - dowiadujemy się z listu.
Kołyska dla infantki
Po ślubie Jerzy pracuje w fabryce ojca, a wkrótce wyjeżdża do Brukseli, gdzie kończy szkołę wyrobu mebli. „Gdy ktoś do ojca mówił: »Panie inżynierze «, to ojciec powiadał: »Ja nie jestem żaden inżynier, ja jestem mistrz stolarski «” - czytamy we wspomnieniu Wojciecha Kamlera.
Gdy Jerzy wrócił do Warszawy, zaczął pomagać ojcu w warsztacie. Przerastał go teraz znajomością fachu, a firma szybko stanęła na nogi. Rozrastała się, zatrudniała więcej robotników, a jej produkty obsypywane były nagrodami.
Jak dowiadujemy się z jednej z relacji zamieszczonych w liście, pomysłem Jerzego Kamlera było "wykańczanie drewna sosnowego przy użyciu jemu tylko znanych składników chemicznych, które trawiły miękką część włókna, podkreślając piękno słojów, głębokość faktury, i nadawały drewnu szarozieloną patynę". Firma podejmowała się prac specjalnych takich jak meble na wystawę światową w Nowym Jorku w 1939 r. według projektu Bohdana Pniewskiego. Dodajmy tu, że u Kamlera powstały meble do willi tego znanego architekta w al. Na Skarpie i meble Pniewskiego dla siedziby Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Pałacu Bruhla.
- Mój ojciec Jan Bogusławski bardzo cenił zakład Kamlera, który był już w tym czasie profesjonalną fabryką meblarską. Powstawały tam komplety mebli projektowane przez niego do indywidualnych mieszkań - mówi mi architekt Jerzy Bogusławski. Najbardziej niezwykła była kołyska dla urodzonej w 1938 r. następczyni tronu holenderskiego Beatrix, dzisiejszej królowej tego kraju.
- Nazwa "fabryka Kamlera" jest właściwie błędna - mówi prof. Anna Stańczykowska, prawnuczka Leopolda Kamlera, założyciela przyszłej fabryki mebli. Zakład do budynku fabrycznego przy Dzielnej Kamlerowie sprowadzili dopiero w marcu 1939 r. Od 1901 r. w tym miejscu działała inna renomowana fabryka mebli stylowych pod firmą Tow. Akc. Z. Szczerbiński i Ska (dawniej Zdzisław Szczerbiński i Kazimierz Trenerowski). Ci dwaj budowali nowe gmachy fabryczne zaprojektowane przez Henryka Gaya.
Meble z Iną Benitą
Prace prowadził budowniczy Leon Wolski. 22 czerwca 1904 r. doszło do katastrofy: zawaliła się ściana trzypiętrowego magazynu towarów gotowych. Wkrótce Szczerbiński rozstał się z Trenerowskim. W 1904 r. w zarządzie fabryki obok niego zasiadali m.in. Stanisław Pietraszkiewicz i L. Zayloend. Fabryka specjalizowała się w produkcji mebli z metalu i drewna, miała własną tkalnię, pracownię rzeźbiarską i projektową. Meble projektowali architekci, m.in. Bukowski i Edward Trojanowski. Dziełem Bukowskiego było m.in. wyposażenie w stylu Ludwika XVI dla domu mody Maison de Couture przy ul. Moniuszki 1 z 1909 r. Szczerbiński dostarczył też m.in. wyposażenie do salonu Fiata przy ul. Moniuszki 2a, a w 1922 r. do luksusowego lokalu Oaza przy Wierzbowej.
Własny sklep meblarski firma miała w Warszawie przy Czystej (dziś Ossolińskich w bok od Krakowskiego Przedmieścia) i w Petersburgu, a od 1911 r. w kamienicy hrabiów Krasińskich przy pl. Ewangelickim (dziś Małachowskiego). Tu wnętrza projektował Trojanowski, a w sklepie w 90 "kabinach" wystawiono propozycje kompletnego urządzenia pomieszczeń. W 1934 r. sklep ten zagrał jeszcze w popularnej komedii "Jego ekscelencja subiekt" z Eugeniuszem Bodo i Iną Benitą w rolach głównych (reżyseria Michał Waszyński).
W tym czasie mimo kryzysu gospodarczego firma Szczerbińskiego ukończyła w 1933 r. wielką rozbudowę gmachów fabrycznych na Muranowie. To wtedy gmach uzyskał formę, w jakiej dotrwał do ostatnich tygodni. Budynek o elewacjach ożywionych lizenami i zrytmizowanych ogromnymi oknami nieco przypominał w charakterze gmach sąsiedniej fabryki Noblesse sprzed 1914 r., choć nie miał aż tak nowatorskiej konstrukcji. Szybko też okazał się zbyt obszerny jak na potrzeby firmy i Szczerbiński zaczął wynajmować pomieszczenia fabryczne. W 1936 ogłosił upadłość, a w marcu 1939 r. przy Dzielnej 64/72 pojawiła się konkurencyjna, rodzinna fabryka mebli pod firmą L. Kamler.
Na Jerzyka pas
Fabryka Kamlerów miała już w tym czasie kilkudziesięcioletnią tradycję. Założył ją Leopold Kamler urodzony w 1838 r. Był warszawskim stolarzem i prowadził zakład przy ul. Oboźnej 7.
- Ożenił się z Katarzyną z Izdebskich, która popełniła dla niego mezalians. Miał z nią jedenastkę dzieci. Ósemka z nich dożyła wieku dorosłego - opowiada jego prawnuczka prof. Anna Stańczykowska. Warsztat po ojcu przejął Juliusz Leopold Kamler. Ożenił się z Amelią Krawczyk. Mieli pięcioro dzieci.
- Nasza rodzina była bardzo liczna - mówi Anna Stańczykowska i na dowód pokazuje przedwojenne fotografie, a także drzewo genealogiczne o tak splątanych gałęziach, że szybko się gubię. Dodaje: - Cała ta piątka w różnym czasie walczyła o Polskę z bronią w ręku. Najstarszy z synów Juliusza, Julek, od dziecka zdradzał uzdolnienia artystyczne. Grał, rysował, studiował architekturę. Przyjaźnił się z Janem Lechoniem, który jako 13-latek przysłał mu wiersz "Mój pogrzeb". Zaręczył się z Jadzią, późniejszą żoną wybitnego architekta Bohdana Pniewskiego. Poległ w pierwszych dniach 1919 r. pod Sokalem w czasie walk z Ukraińcami. Zaledwie kilka tygodni później pod Bełżcem poległ jego młodszy brat Janek.
- Przywiózł jeszcze do Warszawy ciało Julka - mówi Anna Stańczykowska. Pozostali Zofia, Jerzy i najmłodszy Kazimierz. Ten ostatni ukończył architekturę i według przekazów rodzinnych w latach międzywojennych projektował meble dla fabryki Kamlerów.
Meble projektował też Jerzy. To on ostatecznie przejął warsztat po ojcu. W czasie okupacji niemieckiej w konspiracji nosił pseudonim "Stolarz".
Relację jego rodziny oraz dzieci Hanny Szymańskiej i Wojciecha Kamlera przekazał mi w liście pan Jacek Kamler. "Ojciec był najbardziej niemożliwym ze wszystkich dzieci w rodzinie. Prawdopodobnie chcąc się wyróżnić czy też dorównać starszemu rodzeństwu, płatał wymyślne figle najpierw w domu, a później w szkołach. Piszę w szkołach, bo nauka to była ostatnia rzecz, która go interesowała. Toteż często i pas był w robocie. Czasami był niesłusznie karany przez dziadka za wybryki Zośki i Kazika" - wspomina Hanna Szymańska.
Z domu i ze szkoły po raz pierwszy uciekł jako 14-latek, w 1916 r. Spalił podręczniki i ruszył, by zaciągnąć się do Legionów Piłsudskiego. Po drodze głodny zahaczył o rodzinną willę letniskową w Miedzeszynie. Tam nakarmił go dozorca, a przy okazji zadzwonił do Warszawy i pod jakimś pozorem odstawił do domu.
Przy ponownej próbie ucieczki do wojska dostał od ojca "staropolskie lanie". Po raz kolejny zgłosił się do armii już jako uczeń gimnazjum Konopczyńskiego w 1919 r. Nie chciano go przyjąć, bo na polu bitwy stracił dwóch braci. Udało mu się dopiero na jesieni. Znalazł się w 7. Pułku Ułanów. "Wojował, wojował, aż po zakończonych operacjach wojennych w 1920 r. wrócił na łono rodzicielskie ze sporą trzodą ludzkich i końskich wszy i jakimś niepospolicie żywotnym świerzbem, co jednak przykryte było Krzyżem Walecznych" - dowiadujemy się z listu.
Kołyska dla infantki
Po ślubie Jerzy pracuje w fabryce ojca, a wkrótce wyjeżdża do Brukseli, gdzie kończy szkołę wyrobu mebli. „Gdy ktoś do ojca mówił: »Panie inżynierze «, to ojciec powiadał: »Ja nie jestem żaden inżynier, ja jestem mistrz stolarski «” - czytamy we wspomnieniu Wojciecha Kamlera.
Gdy Jerzy wrócił do Warszawy, zaczął pomagać ojcu w warsztacie. Przerastał go teraz znajomością fachu, a firma szybko stanęła na nogi. Rozrastała się, zatrudniała więcej robotników, a jej produkty obsypywane były nagrodami.
Jak dowiadujemy się z jednej z relacji zamieszczonych w liście, pomysłem Jerzego Kamlera było "wykańczanie drewna sosnowego przy użyciu jemu tylko znanych składników chemicznych, które trawiły miękką część włókna, podkreślając piękno słojów, głębokość faktury, i nadawały drewnu szarozieloną patynę". Firma podejmowała się prac specjalnych takich jak meble na wystawę światową w Nowym Jorku w 1939 r. według projektu Bohdana Pniewskiego. Dodajmy tu, że u Kamlera powstały meble do willi tego znanego architekta w al. Na Skarpie i meble Pniewskiego dla siedziby Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Pałacu Bruhla.
- Mój ojciec Jan Bogusławski bardzo cenił zakład Kamlera, który był już w tym czasie profesjonalną fabryką meblarską. Powstawały tam komplety mebli projektowane przez niego do indywidualnych mieszkań - mówi mi architekt Jerzy Bogusławski. Najbardziej niezwykła była kołyska dla urodzonej w 1938 r. następczyni tronu holenderskiego Beatrix, dzisiejszej królowej tego kraju.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


