EuroPride 2010 w Warszawie: ma być nawet 70 tys. ludzi

Rozmawiał Wojciech Karpieszuk
28.05.2010 aktualizacja: 2010-05-27 21:34
A A A Drukuj
Adam Biskupiak: - Brakuje nam 250 tysięcy złotych na zorganizowanie głównego koncertu po paradzie Filip Klimaszewski
Rozmowa na piątek. Mamy szansę zorganizować największą polityczną demonstrację w Polsce w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Liczę, że na paradę przyjdzie nawet 70 tys. ludzi - mówi Adam Biskupiak.


Wojciech Karpieszuk: W lipcu w Warszawie odbędzie się EuroPride 2010. Jak będzie przebiegać manifestacja?

Adam Biskupiak z Fundacji Równości odpowiedzialny za finanse, promocję i sponsoring EuroPride 2010: To nie tylko manifestacja, to kilkudniowy festiwal mniejszości seksualnych z całego świata. Co roku odbywa się w innym mieście, w tym roku w Warszawie, pierwszy raz w tej części Europy. W Warszawie odbędą się przeglądy filmów oraz koncerty Boy George'a, chórów gejowskich. Odbędzie międzynarodowe forum biznesu w kontekście poszanowania praw mniejszości seksualnych. Będzie L-World, czyli o lesbijkach w biznesie i w polityce.

Parada jest głównym wydarzeniem. Odbędzie się 17 lipca. Po niej wystąpi zespół Betty, czyli Amerykanki grające świetnego rocka, i Chameleonic Cadence.

W Madrycie w 2007 roku na EuroPride szło 1,5 mln ludzi. Rok wcześniej w Londynie - milion. Ilu spodziewacie się w Warszawie?

- To były największe parady. W Madrycie organizatorzy spodziewali się 100 tys. osób. Parada miała się zacząć o godz. 11, ruszyła o 23. Miasto było sparaliżowane. Polska jest atrakcyjna, ale na 1,5 mln ludzi nie liczymy. Jesteśmy ciągle gdzieś na uboczu. Choć dla gejów i lesbijek ze świata ta dzikość Warszawy może być atrakcją. Myślę, że z zagranicy przyjedzie 20-30 tys. osób, przyjdzie ok. 30-40 tys. warszawiaków.

Jak zareagują warszawiacy, kiedy na ulice wyjdą tysiące ludzi, którzy nie mają problemów ze swoją orientacją seksualną, bo są z krajów, gdzie dwóch facetów trzymających się za ręce na ulicy to nie dziwadła? Czy ostrzegacie przyjezdnych: Warszawa to nie Berlin czy Amsterdam, nie afiszujcie się.

- Co to znaczy: "nie afiszujcie się"? Ci którzy nas o to posądzają, zapominają, że ze swoją seksualnością "afiszują się" codziennie. Zalecamy naturalność. W Warszawie nie jest aż tak źle. Widok dwóch trzymających się za ręce facetów może wzbudzić małą sensację, ale ludzie odwracają się też za tymi, którzy mają inny kolor skóry.

Goście z zagranicy wiedzą, jaka jest u nas sytuacja?

- Większość na pewno. Ich przyjazd to często forma solidarności na zasadzie: "Pokażmy, że nas jest dużo, że wspieramy polskie lesbijki i polskich gejów w ich dążeniach". Niemcy często na naszych paradach zakładają koszulki "Tolerancja = Solidarność".

Gdzie będą spać przyjezdni?

- W hotelach, hostelach, u znajomych. U mnie i mojego partnera zatrzyma się sześć osób. Proponujemy, by rezerwować miejsca w hotelach już teraz. Rok temu w Zurychu dopiero miesiąc przed imprezą zaczęło się coś dziać. I tak najwięcej rezerwacji będzie pewnie dwa tygodnie przed paradą. Ludzie spontanicznie zdecydują: jedziemy na weekend do Warszawy. Choć w Niemczech i Austrii już zbierają się w grupy, wynajmują wspólnie autokary.

Reklamujecie się?

- W czerwcu ukażą się artykuły o paradzie w największych gejowskich i lesbisjkich magazynach w Niemczech. Od marca jest nasza reklama w Spartakusie - to jeden z największych na świecie przewodników gay/les. Byliśmy na targach turystycznych w Berlinie. Warszawa tam reklamowała się Chopinem i EuroPride. Są artykuły na amerykańskich portalach. Przy skromnych środkach robimy, co możemy.

Miasto jakoś pomaga?

- Pierwszy raz w historii EuroPride (od 1992 roku) miasto, w którym odbywa się parada, nie angażuje się finansowo. Mamy zapewnioną ochronę policji w czasie marszu, chodzimy na spotkania z urzędnikami z biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Dla porównania - władze Zurychu dały na paradę ok. 500 tys. franków szwajcarskich (ponad milion złotych). Cały budżet londyńskiej wyniósł 2 miliony funtów. Dla nas to ogromne pieniądze, zwłaszcza że ze sponsorami są problemy.

Ile musicie mieć, by nie było klapy?

- Koncert główny po paradzie to ok. 250 tys. zł. Planujemy go na stadionie Syrenki za Stodołą. Zmieści się ok. 40-50 tys. ludzi. Pieniądze potrzebne są na postawienie sceny, barierki, ochronę, toi toie. I tych 250 tys. nam teraz brakuje. Artyści grają za minimalne gaże. Oni chcą wystąpić, chcą pokazać, że są z nami.

Spodziewaliście się, że od miasta nic nie dostaniecie?

- Spodziewaliśmy się. Próbowaliśmy z miastem rozmawiać. Przedstawiliśmy kalkulacje, które po Paradzie w 2008 roku zrobił Sztokholm. Miasto zarobiło na EuroPride dziesiątki milionów euro w jeden weekend. Tam urzędnicy mieli świadomość tego, że EuroPride to też biznes. U nas te argumenty nic nie dały. Gdybyśmy mieli większe pieniądze, moglibyśmy prowadzić kampanię reklamową na większą skalę. Nie przyjechałoby z zagranicy 20-30 tys. ludzi, ale pół miliona. Każdy z nich zostawiłby tu pieniądze.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy