Autostradą do piekła: tysiące fanów przyszły na AC/DC

Grzegorz Szymanik
27.05.2010 aktualizacja: 2010-05-27 22:44
A A A Drukuj
Fani AC/DC przed koncertem na Bemowie Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
  • Fani AC/DC przed koncertem na Bemowie
  • Fani AC/DC przed koncertem na Bemowie
  • Fani AC/DC przed koncertem na Bemowie
  • Fani AC/DC przed koncertem na Bemowie
- Córka kupiła mi bilet na urodziny. Ona też jest fanką, choć dopiero od roku. Ja od dwudziestu - mówi Robert Kamiński, który razem z kilkudziesięcioma tysiącami fanów AC/DC na lotnisku Bemowo wyczekiwał na pierwsze gitarowe riffy dinozaurów hard rocka
SERWISY
Zwrotka 1.

- Byliśmy na AC/DC w Chorzowie latem 1991 r. Wtedy jeszcze studenci. Człowiekowi się wydawało, że całe życie tak - rock, metal, wino, śpiew - będzie. No, ale potem trzeba było iść do pracy, garnitur założyć. Włosy też ściąłem - mówi Marek Grajek, który przyjechał z Łodzi z żoną Anią. Właśnie kupują czerwone plastikowe rogi (diabelski produkt schodzi świetnie). A z tramwaju wylewa się kolejna fala fanów - jak mówią Australijczycy - "aka daka": w skórach, dżinsach, glanach. Tylko Ania i Marek ani glanów, ani bandan. I koszulki też wcale nie czarne, ani AC/DC, ani nawet Iron Maiden.

- No, prawda. Nie zdążyliśmy się przygotować. Pewnie trochę to wygląda, jakbyśmy się wybierali na koncert Ryszarda Rynkowskiego. Więc chociaż sobie te rogi kupiliśmy. No i podczas koncertu będziemy głośno śpiewać. A najgłośniej to...

Refren:

Jestem na autostradzie do piekła / Żadnych znaków stop, ograniczenia szybkości / Nikt nie zmusi mnie, bym zwolnił.



Zwrotka 2.

"Płyta dwieście! Płyta dwieście" - koniki machają biletami. Podjeżdża bus z bajglami i słodkimi ciasteczkami - sprzedawcy wiedzą, że zrzuconą przy pogo energię będzie trzeba czymś uzupełnić. Przed wejściem na sektory, na trawie, ludzie porozkładali koce i karimaty. Zajadają pizze, popijają piwem. - My tu od południa już - mówią maturzyści Michał, Klaudia i Janek. Obok trzepocze wielka flaga z "AC (piorun) DC". Ktoś nuci Stonesów. Ktoś naśladuje kaczy chód Angusa Younga.

Przekrój pokoleniowy jak na zjeździe rodzinnym. Są dzieci z rodzicami, tłumy licealistów, studentów i przyprószeni siwizną panowie z piwnymi brzuszkami. Ewa (woli nie podawać nazwiska): - Pracuję w poważnej korporacji. Jakby mnie szef tu zobaczył, to chyba by ze śmiechu pękł. Ale trzeba jakoś stres odreagować. Dziś wygrzebałam z szafy stary uniform: dżinsowy bezrękawnik i glany, no i na Bemowo, usłyszeć na żywo ten riff: tu du du.

Refren:

Hej, szatanie, spłaciłem swoje długi / Grając w kapeli rockowej / Hej mamo, spójrz na mnie / Jestem na drodze do ziemi obiecanej.

Zwrotka 3.

- Mam 54 lata, pan sobie zanotuje - to Krzysztof z Warszawy. - Pierwsze płyty AC/DC przywoziła mi kuzynka, która miała wtedy to szczęście, że kilka razy wyjechała z naszego wspaniałego socjalistycznego raju. Słuchało się tego i od razu wszystko dookoła mniej szare było. A dzisiaj to też taki zastrzyk adrenaliny. Bo co: seks, drugs? E, proszę pana! W moim wieku? (śmiech) Jedyne, co mi zostało, to rock and roll.

Podjeżdżają kolejne tramwaje wypełnione fanami Angusa Younga, Briana Johnsona i spółki. Glany, skóry, ćwieki, flagi. Dziury w dżinsach, przypinki i naszywki.

- Jak AC/DC odwiedzili Polskę ostatnim razem, to nawet na świecie mnie nie było - zwierza się chłopak w wytartej koszulce "Dirty deeds done dirt cheap", ale nawet nie zdążę go spytać o imię, bo wpada na nas tłum rockowych pielgrzymów.

- "Are you ready? Are you ready?!" - wrzeszczy mi ktoś do ucha, zarzuca czupryną i biegnie w stronę sceny. Bo tam już niedługo popłynie prąd stały / prąd zmienny.

*Fragmenty "Highway to Hell" w tłumaczeniu Wojciecha Manna, "Duży Format", 27 maja 2010 r.

Tak AC/DC śpiewali "Highway to Hell" w 1979 roku:



Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie





Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy