Ksiądz Popiełuszko: "Mam zamiłowanie do tego zawodu"

Tomasz Urzykowski
05.06.2010 aktualizacja: 2010-06-04 18:50
A A A Drukuj
Ks. Jerzy Popiełuszko Fot. Czarek Sokolowski / AP
Niewysoki, szczupły, chorowity. Lubili go, choć niczym specjalnym się nie wyróżniał. Kolejni proboszczowie pozbywali się go ze swoich parafii, a on przeistoczył się jednak w charyzmatycznego kaznodzieję "Solidarności". Jak wspominają go ludzie, którzy go spotkali?
Szalik w paski

Widać go na wielu zdjęciach księdza Jerzego Popiełuszki. Długi wełniany szalik w czarno-białe paski. - Przypomina mi czasy studiów w seminarium. Chorował wtedy na tarczycę i musiał chronić szyję - mówi ks. prałat Zygmunt Malacki, proboszcz kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, a 40 lat temu - kolega ks. Popiełuszki z Wyższego Seminarium Duchownego przy Krakowskim Przedmieściu.

Przyszły duszpasterz "Solidarności" kształcił się tu w latach 1965-72. Chłopak z podlaskiej wsi Okopy przyjechał do Warszawy zaraz po maturze. Nazywał się wtedy Alfons Popiełuszko (imię zmienił przed święceniami kapłańskimi). W podaniu o przyjęcie na studia napisał: "(...) chcę zostać księdzem, ponieważ mam zamiłowanie do tego zawodu". W seminarium wyniki miał średnie.

- Nie był indywidualnością. Po 40 latach nie potrafię sobie przypomnieć nic szczególnego - mówi ks. Malacki. Z Alkiem Popiełuszką mieszkał przez rok w jednym pokoju. - Nie był kłótliwy, ani razu nie doszło między nami do sprzeczki. Lubił rozmawiać, ale nigdy nie opowiadał o swoich przeżyciach w wojsku, a przecież zachowywał się tam jak bohater.

Powołanie do wojska alumn Popiełuszko dostał po pierwszym roku seminarium. Przez dwa lata dręczony był w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Z wojska wrócił do seminarium chory. Wiosną 1970 r. omal nie umarł po operacji tarczycy. - Wojsko zahartowało go na rycerza wiary, a choroba sprawiła, że najlepiej z nas wiedział, czym jest cierpienie - tłumaczy ks. Malacki.

Szalik w paski leży w szklanej gablocie w Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki.

Zdjęcie z ręką

Czarno-biała fotografia. Na zdjęciu młody mężczyzna, lekko się uśmiecha. Pozuje, podpierając głowę lewą ręką. Trudno dostrzec, że ma na sobie sutannę. - To pierwsze zdjęcie, które mu zrobiłam. Nie bardzo wyszło. Jest na nim taki powykręcany - mówi Jadwiga Klimek, która prowadzi zakład fotograficzny w centrum Ząbek.

Tutejsza parafia św. Trójcy była pierwszą, do której ks. Jerzy Popiełuszko trafił po święceniach kapłańskich. Kuria skierowała go tu w czerwcu 1972 r. Miał wtedy niecałe 25 lat. Jako wikariusz pracował z młodzieżą, chorymi z pobliskiego szpitala psychiatrycznego w Drewnicy. - Był taki szczupły, wątły. Bardzo nieśmiały. Kazań prawie nie mówił, a jeśli już, to krótkie, napisane wcześniej na karteczce. Łatwo za to nawiązywał kontakt z młodzieżą. Poza tym niczym szczególnym się nie wyróżnił - wspomina Jadwiga Klimek.

W przeciwieństwie do innych wikarych nie miał w okolicy krewnych. Dom odnalazł u Klimków. Wpadał na obiady, zaglądał do garnków, nieraz brał kąpiel, bo w wikariatce, gdzie mieszkali księża, nie urządzono jeszcze łazienek.

W Ząbkach ks. Jerzy poznał mieszkającego wtedy niedaleko kościoła psychiatrę i seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza. Pracowali razem w szpitalu w Drewnicy, spotykali się też prywatnie. - Jak panu powiem, jaki naprawdę był, to mi dewotki dom podpalą - zaczyna rozmowę prof. Lew-Starowicz. - Wesoły, pogodny, zabawowy chłopak. Bywaliśmy u siebie, pijaliśmy alkohole, spędziliśmy wspólnie wczasy w Bułgarii. Wymienialiśmy się płytami. Ja mu pożyczałem muzykę latynoską i jazz, on mi muzykę pop, klasyczną i religijną. Dzięki ciotce z zagranicy miał płyty niedostępne wtedy w Polsce.

Po trzech latach pracy w Ząbkach ks. Popiełuszkę przeniesiono do Anina. Klimków odwiedzał jeszcze w latach 80. Po jednej z jego wizyt mieli w domu milicyjną rewizję. Dzielnicowy powiedział, że szukają drukarni i ulotek.

Dyplomik z podpisem

Mały dyplom (stąd tytuł "Dyplomik") z wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem zaświadcza, że Janusz Gałda "uczęszczał na pogadanki dla dzieci w wieku przedszkolnym w roku 1975/76". Niżej okrągła pieczęć parafii i dwa podpisy: z prawej - katechetki, z lewej - ks. Jerzego Popiełuszki. - Miał podejście do dzieci - mówi właściciel pamiątki Janusz Gałda, przewodniczący Rady Osiedla Anin. Mimo że był wtedy w zerówce, do dziś pamięta spotkania z młodym wikarym. - W prosty sposób potrafił nam wyjaśnić nawet najbardziej trudne kwestie, jak np. dogmat o Trójcy Przenajświętszej. Mówiąc o Duchu Świętym, chował się za kotarę i tłumaczył, że to ktoś, kto jest, a go nie widać.

Do Anina ks. Jerzy Popiełuszko sprowadził się w październiku 1975 r. Obecnego kościoła jeszcze nie było, msze odbywały się w drewnianej kaplicy, a księża mieszkali na piętrze starego budynku parafialnego, którego parter zajęło kino Wrzos. Nowy wikary także w tej parafii miał się opiekować ministrantami i bielankami. - Gorliwy kapłan, ale jego kazania nie wpadały w ucho - ocenia Wanda Oryga, nauczycielka zaprzyjaźniona z ks. Jerzym.

- Był bardzo młodzieńczy, miły, towarzyski, otwarty. Trudno jednak powiedzieć, żeby miał charyzmę - zapamiętała Maria Chodorek.

Do ks. Jerzego lgnęła młodzież. Kiedyś zostawił w pokoju grupę chłopców. Pod jego nieobecność bawili się zimnymi ogniami, od których zapaliła się choinka, potem firanki i telewizor. Nie miał pretensji, podobnie jak wtedy, gdy zaprzyjaźniony mieszkaniec Anina rozbił mu samochód. - To był mój mąż - przyznaje Wanda Oryga. - Ksiądz powiedział: "Da się naprawić. Najważniejsze, że wam nic się nie stało".

Z Anina ks. Popiełuszko odszedł na własną prośbę w czerwcu 1978 r. Powodem były nieporozumienia z proboszczem. Wyjechał bez pożegnania. Wrócił dopiero w stanie wojennym i ze łzami w oczach przeprosił dawnego przełożonego.

Wersalka pod oknem

- Pyta pan o pamiątki po ks. Jerzym? W tym pokoju wszystko go pamięta. Siedział na tych fotelach, przy tym stoliku, spał na tamtej wersalce pod oknem. Tu są jego zdjęcia, a tu płyty - wylicza Mirosław Janiszewski, syn dr Barbary Jarmużyńskiej-Janiszewskiej, lekarki Jerzego Popiełuszki.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy